wtorek, 8 maja 2012

jedna owieczka.

- Hej, pomóc Ci ? - usłyszałam miły głos zza moich pleców.
- Och, tak, było by dobrze - odpowiedziałam z zakłopotaniem, zbierając porozrzucane rzeczy.
-Trochę ze mnie gapa.
Liczyłam na odpowiedź leczy usłyszałam tylko stłumiony śmiech. Gdy się podniosłam ujrzałam mega przystojnego bruneta, który właśnie zbierał moje zakupy i patrzył na moją twarz z rozbawieniem swoimi pięknymi brąz oczami.
- Jestem Zayn - wyciągnął rękę, pokazując szereg białych zębów.
- Vivian, heej - bez namysłu stuknęłam swoją rękę w niego robiąc, tzw " żółwika " jak to miałam w zwyczaju robić z kumplami, co sprawiło u niego jeszcze większe rozbawienie moją osobą.
- To co, poradzisz sobie już?
- Ah, tak, dzięki wielkie. Miło było cie poznać Zayn, na razie - pomachałam odchodząc w stronę kas wywalając po drodze ustawione w równym rządku puszki z karmą dla kotów. - Cholera jasna - przeklęłam w myślach, ignorując śmiejącego się nadal Zayna. Miałam wrażenie, że jakby mógł to by się położył na ziemi i śmiał się ze mnie do rozpuku kości.
- I nawzajem! - krzyknął, dławiąc się śmiechem - Na pewno dasz sobie radę?
- Tak, raczej tak. - rzucił na odchodne. - Mam nadzieję.

Kroczyłam dumnie przez resztę supermarketu jak gdyby nigdy nic uważając gdzie idę by nie popełnić znowu jakiegoś głupstwa. Gdy uporałam się z zakupami, zapłaciłam za nie i je spakowałam udałam się spacerkiem do domu. A że do domu mi się nie śpieszyło włączyłam moją mp3 i oddałam sie w wir fantazji i marzeń. Wchodząc do domu, zasłuchana w ulubionej piosence nie zauważyłam mojego pieska i dałam w długą razem z zakupami.
- Nie, no Tuńka, ałaaaa. Cholera jasna, przeklęte zakupy! Niech to szlak strzeli, krew jasna zaleje! - wykrzyczałam. - Mamoooo, jestem no !
- Nie da sie ukryć, na końcu ulicy cię słychać - powitała mnie z rozbawieniem rodzicielka.
- Pomożesz mi, czy jeszcze masz ochotę się ponabijać?
- Dobra, dobra tylko nie bij! - zaczęła zbierać zakupy dalej się śmiejąc.
Wstałam z grymasem udając obrażoną i poszłam do swojego pokoju. Mieszkaliśmy w domku jednorodzinnym na ulicach Londynu. Dom nie był zbyt duży, ale idealnie się w nim mieściliśmy. Wszystko układało się dobrze, dogadywaliśmy się bez problemów z Dylanem, moim bratem. Rodzice byli z nas dumni, staraliśmy się nie robić problemów, ale oczywiście kłótnie, czy też bójki były jak najbardziej częstym gościem w naszym życiu.
- Dylan, cholera jasna ile razy ci mówiłam że NIE masz wstępu do mojego pokoju?! Ty sobie chyba jaja na twardo robisz no! - wpadłam do jego pokoju, rzucając na jego łóżko śmieci.
- E? - mruknął zdziwiony, wyciągając słuchawki z uszu. - Weź ogarnij, przecież nic się nie stało.
- Jeszcze - skwitowałam z łobuzerskim uśmieszkiem, rzucając się na niego i zakładając mu Nelsona.
- Dobra, sama tego chciałaś. - rzucił słuchawki i zaczął bić mnie gdzie popadnie, łaskocząc mnie przy tym.
Ja śmiejąc się wniebogłosy zaczęłam ciągnąć go za włosy i próbowałam założyć mu dźwignię. Ten, gdy to zobaczył zaczął obijać mi żebra i gryźć w ręce.
- I jak tam dziubasku? - zaśmiał się.
- Mamoooooooooooooooo! Dylan mnie leje! Mamoooooooo zrób coś no! - wrzeszczałam na cały dom, szukając ratunku.
- Dylan, zostaw siostrę! - krzyknęła mama z dołu. - Boże, dom wariatów! Uratuj mnie ktoś! - mama toczyła swój monolog, wchodząc po schodach.
- Coo, mamusia musi cię ratować? Tchórz! - powiedziawszy to zaczął jeszcze bardziej mnie przyciskać. - Jeszcze się policzymy.
- Dobra, będzie tego. A teraz idziemy na dół, zrobiłam obiad. - mama zdjęła ze mnie Dylana, po czym głośno westchnęła i zeszła razem z nami na dół.

Obiad zjedliśmy, o dziwo, w spokoju. Po posiłku zadzwoniła do mnie Lauren, moja przyjaciółka, chciała się spotkać, więc przebrałam się w luźniejsze ciuchy, wyszłam z domu i wolnym kroczkiem, szłam na umówione spotkanie. Z racji tego, że u mojej przyjaciółki 5 minut równało się pół godziny, zaszłam do pobliskiego sklepu. Przechadzając się po dość małym sklepie wybrałam colę, miętówki, gumy do żucia dwa lizaki i paczkę chipsów. Popijając colę wyciągnęłam portfel z torebki gdy poczułam, że na kogoś wpadłam i momentalnie wylądowałam na tym kimś. No pięknie! - pomyślałam.
- Kurczę, przepraszam cię strasznie! Ja na prawdę nie chciałam! Nic ci nie jest? - pytałam, przyglądając się osobnikowi, który nadal jeszcze siedział na środku sklepu śmiejąc się.
-Nie nic mi nie jest, spokojnie - zaśmiał się, łapiąc moją wyciągniętą dłoń. - Chyba żyje.
- Uff, to dobrze. Prześladuje mnie jakiś pech, czy coś - zagryzłam dolną wargę, rozkładając przy tym ręce. - Oh! - zerknęłam na moja koszulkę, która była zalana colą. - Jeszcze to, niech to szlak!
Zayn bez zastanowienia zdjął swoją bluzę i mi ją podał.
- Załóż to, nie możesz iść w takiej koszulce do domu.
- Oh, na prawdę, dziękuję ci. - wzięłam od niego bluzę i poszłam do toalety się przebrać. Jednak gdy wróciłam chłopaka już nie było. Pomyślałam że to dość dziwne, bo przecież mam jego bluzę, która tak pięknie pachniała słodkimi perfumami. Zaciągałam się tym wspaniałym zapachem, wspominając rysy jego twarzy i przepiękne oczy, które za każdym razem miały w sobie radosne iskierki. Zadzwoniłam do Lauren, by odwołać spotkanie. W końcu nie mogłam pokazać się na mieście w samej bluzie, chociaż była na prawdę seksi. Po chwili zebrałam swoje rzeczy, zapłaciłam za nie i wróciłam do domu, rzucając się na łóżko. - Co za dzień - westchnęła i udałam się do łazienki, by się umyć. Ściągając bluzę z kieszeni wyleciała mała karteczka. Rozwinęłam ją i głośno przeczytałam. " Jeśli to nie przeznaczenie, to ja nie wiem co to jest. Jeśli też tak myślisz, wiesz co robić ;) 674497014. Zayn " Wpatrywałam się w karteczkę przez dobre 5 minut, uśmiechając się szeroko. Po skończonej kąpieli wskoczyłam pod kołdrę, biorąc laptopa i włączając go. Przeglądałam strony społecznościowe i plotkarskie, słuchając przy tym muzyki i po cichu nucąc. Lubiłam śpiewać, chodź do profesjonalnego śpiewu było mi daleko, nie przejmowałam się tym. Przecież śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Po wyłączeniu laptopa wzięłam do ręki komórkę i wystukałam nową wiadomość do Zayna: " Być może jest to przeznaczenie, bo przecież mam twoją bluzę i żeby ci ja oddać musimy się spotkać ;) Vivian. " Z wielkim bananem na twarzy wsunęłam komórkę pod poduszkę i odpłynęłam w krainę snów.