niedziela, 15 grudnia 2013

dwudziesta piąta owieczka + Comeback.

- A pamiętasz to? Śledziłem Cię, jak byłaś na sesji z Lauren, zrobiła nam to zdjęcie. Wskoczyłaś mi na barana, i strasznie się wierciłaś, aż w końcu cię puściłem. - popatrzył jeszcze chwilę na zdjęcie, by przenieść wzrok na brunetkę, u której dało się zauważyć uśmiech.
- Ale mamy miny - zachichotała poprawiając kołdrę, by lepiej widzieć zdjęcia.
- A to pamiętasz? Urodziny Liama, Louis dał mu kajdanki, którymi później złączył Liama i Lauren, ale była zadyma. Danielle serio się wkurzyła.
- Ładnie razem wyglądają, widać, że Liam się stara. - pokiwała głową zerkając na mulata.
- Opowiedz mi jeszcze o nas. - takie prośby słyszał codziennie, widział jaka jest skupiona,i jak bardzo chce sobie wszystko przypomnieć. Niechętnie się z nim żegnała, twierdziła, że ma uspokajający głos, bardzo lubiła go słuchać jak mówi co słychać u Lily, Lauren czy chłopaków, nad jaką piosenką teraz pracują i co będzie robił jak wróci do domu. Lubił z nią rozmawiać, czasami miał wrażenie, że rozmawia z kimś innym, że to wcale nie Vivian, zaskakiwała go, opowiadała o rzeczach, o których jeszcze nie słyszał. Zawsze dawała mu cenne rady, kiedy miał jakiś problem szedł tylko do niej, do niej się zwierzał, u niej znajdywał wsparcie. Trochę bał się tego, co będzie się działo jak wróci do domu, jak będzie się zachowywała i na ile będzie mógł sobie pozwolić. Czy chociaż w minimalnym stopniu będzie tak ja kiedyś, beztrosko, prosto, normalnie?  Nie mógł na to liczyć, teraz to ona rozdawała karty, mógł tylko czekać, ale dla niej mógłby czekać całe życie, byle by tylko być blisko niej. Mógł mieć tylko nadzieję, że wszystko się ułoży, i choć widział, że nigdy nie będzie jak wcześniej po cichu liczył, że jeszcze coś z nich zostało, że jeszcze dadzą z tym wszystkim radę. Że jeszcze nie jest dla nich za późno, że mają szansę, jeśli tylko odpowiednio się za to wezmą. Jeśli tylko on, Zayn sprawi, żeby Vivian mu zaufała ponownie, tak jak ufała mu kiedyś mogą znowu być szczęśliwi. Wystarczy chcieć. A on chciał. Bo ją kochał. Nad wszystko. Pomimo wszystko. 



Nie mogę powiedzieć, że to pełny rozdział, po prostu daje znak życia, jednak żyję, i biorę się na powrót za to opowiadanie. Mam nadzieję, że jeszcze zechcecie to czytać. 

niedziela, 6 stycznia 2013

dwudziesta czwarta owieczka.

Wybiegł z sali niemal tak szybko jak do niej wszedł. Szukał lekarza, pielęgniarki, kogokolwiek, kto mógłby mu powiedzieć co się stało z jego Vivian.
- Co to ma znaczyć!? Co jej zrobiliście? - złapał lekarza za jego fartuch i lekko nim potrząsał. Stracił nad sobą panowanie, był roztrzęsiony, ale widząc minę biednego mężczyzny, nad którym się teraz wyżywał zaprzestał. Patrzył na niego wyczekująco, gdy ten głośno westchnął i gestem ręki zaprosił go do swojego gabinetu.
- Więc sprawa nie wygląda zbyt dobrze - zaczął przekładając jakieś papiery na swoim biurku - Panna Rose ma poważny uraz mózgu, czym jest spowodowana utrata pamięci, czyli amnezja.
Mulat zrobił się czerwony, ale w przypływie emocji  zacisnął tylko pięści i starał się słuchać dalej, dokładnie  analizując co mówił lekarz.
- Oczywiście wyleczenie z amnezji jest możliwe i udaje się to w większości przypadkach, lecz może to trwać tygodniami, miesiącami a czasem i latami. Panna Vivian może odzyskać pamięć całkowitą, a być może będą to tylko jakieś poszczególne fragmenty. Może pan jej pomóc. Niech pan jej opowiada, czyta wiadomości, pokazuje jakieś pamiątki, coś z czym jest przywiązana. Wtedy prawdopodobieństwo szybszego powrotu pamięci jest bardziej realne. - popatrzył na niego, następnie na papiery i z powrotem na niego - Mam powiadomić rodzinę Vivian sam, czy pan to zrobi?
- Dziękuję, powiadomię ich - wychrypiał podnosząc się z krzesła i usiadł ana krześle chowając głowę w rękach.
A już na chwilę w jego życiu pojawiła się nadzieja. Myślał, że w momencie, w którym się obudziła wszystko złe odejdzie, zabierze ją ze szpitala, pojadą do ich rodziców, zabierze ją znowu na randkę, zjedzą lody, będzie jej mówił jak bardzo ją kocha, ona zrobi mu zdjęcia, on jej coś zaśpiewa, co rano będzie się koło niej budził, i kiedy tylko będzie chciał złoży pocałunek na jej malinowych idealnych ustach. Zabierze ją w trasę koncertową, na bankiety i gale, będą grać na x-boxie, aż ona będzie przegrywać i się obrazi, a wtedy w ramach przeprosin będzie musiał pójść z nią na zakupy. I będzie robił z nią twitcamy, żeby pokazać Directionerkom, że jest z nią cholernie szczęśliwy. Pokaże to całemu światu. I gdy tylko się pokłócą, będzie siedział i grał na gitarze, aż w końcu ona pęknie i zasiądzie na jego kolanach mówiąc mu, że nie lubi się z nim kłócić mocno go przytuli co spowoduje, że jeszcze bardziej zda sobie sprawę jak mu z nią dobrze.
Ale co mógł zrobić w tej sytuacji? Czekać, czekać na następny cud.
Westchnął wybierając numer mamy Vivian i wykonał szybki telefon, żeby poinformować panią Rose o stanie zdrowia jej córki.
Nigdy nie widział jej tak przybitej. Kiedy tylko się dowiedziała, że Vivian miała wypadek przyleciała pierwszym samolotem. Było mu jej żal. Tak bardzo się o nią martwiła, że siedziała z nim niemal codziennie po paręnaście godzin. Była załamana. Ale nie dziwił się, sam był nie lepszy. Podkrążone oczy, brak apetytu, nawet do głupich zdjęć z fankami nie miał siły wysilić się na drobny uśmiech. Był wrakiem. W domu w kółko mówiono mu żeby się nie zamartwiał, że wszystko się ułoży, mówili mu jak ma żyć, co robić. Miał ich dosyć. Każdy mówił to samo.. Że będzie dobrze. Tylko kiedy? Za tydzień, miesiąc, albo nawet rok. Ale czy on sam to wytrzyma? Czy wytrzyma tyle bez niej?
Nie wytrzymywał nawet jednego dnia bez jej idealnych ust i pięknych dużych oczu. Bez jej dźwięcznego śmiechu i skupienia, gdy fotografowała. A teraz? A teraz będzie musiał. Będzie musiał się przyzwyczaić, że nie będzie jej obok niego. Że jest od niego oddalona o całe kilometry. I nie wiadomo kiedy wróci.

Zwlekał nad pójściem do sali, w której leżała. Kręcił się po korytarzu chodząc w tą i we w tą mając totalny mętlik w głowie. Bo niby co miał jej powiedzieć? Że jest jej chłopakiem i ją bardzo kocha i ona ma zrobić to samo? Że to nic nie zmienia, że go nie pamięta i będą żyć dalej jakby nic się nie stało? Stało się, i to zbyt dużo. Ta cała sytuacja już na zawsze odmieni ich życie.
Głęboko westchnął naciskając klamkę i wszedł do sali, w której leżała dziewczyna. Podszedł do łóżka obserwowany przez Vivian i usiadł na krzesełku obok. Chwilę milczał, po czym wypalił.
- Jestem Zayn Malik, jeden z członków One Direction, czy jak wolisz twój chłopak.  Ja wiem, to wszystko będzie dla ciebie strasznie trudne, ale musisz mnie wysłuchać i uwierzyć. Nie chce żebyś się bała i oddaliła ode mnie jeszcze bardziej. Chcę ci pomóc. Chcę pomóc nam, o ile jeszcze istniejemy. Będę o nas walczył, mimo, że nawet nie masz o nas pojęcia. - podniósł na nią wzrok i zauważył, że w jej oczach wzbierają się łzy. Chcąc je zetrzeć uniósł nad nią rękę przykładając ją do jej twarzy, lecz nawet nie zdarzył jej dotknąć, gdyż brunetka odsunęła się przestraszona cicho szepcąc " przepraszam ". 
Zabolało go. Ale na co liczył? Że rzuci się na niego, bo powiedział, że jest jej chłopakiem? Bała się go, a on nawet nie wiedział co ma z tym zrobić, jak się zachować. Nie wiedział, skąd u niej taki strach. Przecież jest bezpieczna, pod opieką lekarzy, wśród osób, którzy ją kochają, a mimo to tak się zachowuje. Nie pomyślał jednak nad rzeczą najważniejszą, nad tym, że z jej punktu widzenia tak na prawdę jest sama. Nie ma nikogo, nikomu nie ufa, nikomu nie wierzy, z nikim nie może porozmawiać. Musiał sprawić, żeby mu zaufała, nie mógł naciskać, żeby jej nie wystraszyć, ale musiał zrobić coś, żeby poczuła, że nie jest z tym sama. I że musi walczyć, dla nich.

@AwwwMalik 

niedziela, 30 grudnia 2012

nominowana owieczka.

Drogie owieczki,
zostałam nominowana przez ( http://www.smileyjensenxx.blogspot.com/ ) do Liebster Blog Award. Cóż, nie powiem że nie, nie spodziewałam się :D ale zaciesz jak najbardziej jest (:


Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla bloggerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym, nie możesz nominować osoby, która cię nominowała) oraz zadajesz im 11 pytań. Proste nie? :D




Pytania od Milki. 
1. Jeśli jesteś directionerką to od kiedy?
Jestem directionerką od sierpnia 2011 roku (;
2. Ulubiona książka?
Jest to saga " Szeptem ".
 3. Od kiedy prowadzisz bloga?
Bloga prowadzę od lutego tego roku.
4. Co lubisz robić w wolnych chwilach?
W wolnych chwilach słucham muzyki, oglądam mecze siatkówki, czytam książki, piszę.
5. Ulubiona piosenka?
Na chwilę obecną jest to Lana Del Rey - Summertime Sadness.
6. Dlaczego zdecydowałaś się na pisanie bloga?
Jest to taka moja odskocznia, mogę pomarzyć, napisać scenariusz dla bohaterów tak, jak sama chciałabym pewne sytuacje przeżyć.
7. Którego z 1D najbardziej lubisz i dlaczego?
Uwielbiam ich wszystkich, ale moi sercem ruszyło, kiedy lepiej " poznałam " Zayna. Jest takim moim ideałem faceta. Dlaczego? Może dlatego, że pomimo wszystkich przeciwności losu w jego życiu, (np. hejty z powodu wyznania) nie załamał się i chociaż jak było trudno nie poddał się, był silny, a to wszystko dla fanów. W tej kwestii i nie tylko jest moim autorytetem. Dzięki niemu inaczej patrze na życie.
8. Masz twittera?
Pewnie, że mam (:
9. Jaka była twoja pierwsza myśl, gdy usłyszałaś piosenkę 1D?
Kurde, nie dość, że ładni to jeszcze świetnie śpiewają!
10. Jaki masz styl?
Zdecydowanie wole zwykła jeansy i T-shirt, niż sukienki, spódniczki.
 11. Którego z chłopców najbardziej przypominasz i dlaczego ?
Myślę, że naszego Louiska. Cóż, troszkę ze mnie niezdara, strasznie lubię rozśmieszać i patrząc na reakcje innych wychodzi mi to nieźle. Jestem tak jak on strasznym bałaganiarzem! 

Pytania dla owieczek : 
1. Dlaczego postanowiłaś pisać? 
2. Film vs. książka? 
3. Kto jest twoim autorytetem?
4. Co w życiu cenisz najbardziej?
5. Twój ulubiony kolor?
6. Co chcesz robić w przyszłości? 
7. Uprawiasz jakiś sport?
8. Twoje hobby? 
9. Ulubiony film? 
10. Ulubiony zapach perfum? 
11. Lubisz owieczki? ( musiałam (: )



NOMINOWANE OWIECZKI :

1. http://storyotherthantheall.blogspot.com/
2. http://back-in-the-summer-of-69.blogspot.com/

3. http://lovelifeharryandme.blogspot.com/
4. http://you-in-my-bed.blogspot.com/
5. http://beautiful-fable-about-onedirection.blogspot.com/
6. http://mrsashtomlinson.blogspot.com/
7. http://kochamciedwaczterynadobe.blogspot.com/
8. http://badz-mym-jutrem.blogspot.com/
9. http://the-last-sign.blogspot.com/
10. http://teenage-dreams-about-1d-by-dagy.blogspot.com/
11. http://hannah-and-lou-story.blogspot.com/


@AwwwMalik 



piątek, 14 grudnia 2012

dwudziesta trzecia owieczka.

Ruda siedziała z założonymi nogami na stolik intensywnie malując sobie paznokcie u nóg, i rąk. To co się teraz działo z jej przyjaciółką było koszmarem, z którego chciała się obudzić. Nie było dnia, kiedy by nie żałowała, że to właśnie Vivian poszła wtedy do tego cholernego sklepu. Bardzo za nią tęskniła. Nie dość tej trudnej sytuacji, był jeszcze problem z Louisem. Nie wiedziała co ma zrobić, do tej pory nie wybaczyła mu tego co zrobił. A może wybaczyła? Może tak na prawdę właśnie tego chciała? Przecież podobał jej się od początku, był słodki ale kiedy było trzeba dziki, nieokrzesany.
- No hej - chłopak nachylił się nad rudą składając na jej ustach słodki, szybki pocałunek po czym usiadł obok niej. Nie umiała wyjaśnić tego, co się teraz między nimi dzieje. Od wypadku Vivian po prostu się całują, przytulają, rozmawiają. Zbliżyli się do siebie. Była to zwykła znajomość, przynajmniej tak sobie wmawiała, ale kiedy ją całował chciała więcej i więcej, mogłaby trwać tak przy jego ustach bezustannie. Czuła coś do niego, co ją kompletnie zmieniło. On ją zmieniał.
- Hej - uśmiechnęła się oddając pocałunek czując na nodze ciepło jego dłoni. Wariowała. - Co tam? -patrzyła na niego jak wcina hamburgera i między kęsami delikatnie się do niej uśmiecha.
- Chcesz? - zerknął na jej pomalowane paznokcie i podsunął jej bułkę pod nos. Gdy ta ugryzła cała się przy tym brudząc keczupem blondyn cicho zachichotał również biorąc gryza  po czym przysuwając ją do siebie pocałował ją ścierając resztki keczupu z kącików jej ust. - Lily? - Niall objął ją w pasie odrywając się od niej i ponownie gryząc hamburgera. - Myślę, że powinniśmy pogadać zanim pójdziemy do Viv. - wepchnął do buzi całego hamburgera, gdy ruda patrzyła na niego wyczekująco dając mu do zrozumienia, że czeka na jego przemyślenia, gdy ten mruknął coś pod nosem przynosząc sobie frytki i jakby nigdy nic zaczął je jeść. - Więc... - gdy tylko przełknął obecna zawartość buzi włożył kolejne frytki powoli przeżuwając. - No bo kurde, nie sądzisz że źle mi w fioletowym? - bąknął na chwile przerywając jedzenie.
- Niall, serio chcesz teraz o tym gadać? - westchnęła tylko zakręcając fiolkę z lakierem. - Jak na moje oko to zbyt wielkiego zainteresowania u pielęgniarek nie wzbudzisz.
- Właśnie o to chodzi. Nie chce, żeby ktoś inny się mną interesował. Wystarczy, że ty będziesz. Co ty na to, żeby jeść ze mną każde śniadanie, obiad i kolację przez resztę życia?
- Czy ty właśnie zaproponowałeś mi...
- Tak Lily, chce abyś została moją dziewczyną. - wyszczerzył się nadgryzając frytkę. - Ale w mojej głowie brzmiało to jakoś lepiej - podrapał się po głowie gapiąc się na szczęśliwą Lily.
- Nawet nie wiesz ile sprawiasz mi radości głupku - przysunęła się do niego znowu zatapiając się w jego ustach. Znała już odpowiedzi na pytania. Chciała jeść z nim te śniadania obiady i kolacje. W tym momencie chciała tego bardziej niż czegokolwiek.



W następnych dniach było lepiej. Lepiej z nią i z nim. Sytuacja w domu była mniej napięta. Louis zachowywał się normalnie zarówno w stosunku do Lily jak i Nialla. Może wydoroślał, a może wymyślał coś głupiego. Ale w głowie miał cały czas Vivian, jak wszyscy. Jej stan był stabilny już od tygodnia, lecz przez ten tydzień nic się nie zadziało, żadnego znaku życia, lekarze tez byli bezradni. Była w śpiączce. A mulat już tracił nadzieję, chociaż nie chciał dopuścić do siebie takich myśli.
Tego ranka wstał dosyć wcześnie, ubrał się, po czym zjadając coś na szybko wyszedł z domu. Jak zwykle śpieszył się do niej, po drodze kupując jej jednego żółtego tulipana. Wszedł do budynku od razu zmierzając do sali, w której leżała dziewczyna, lecz tłum w środku sali mu to uniemożliwiał. Gdy próbował się przepchnąć zaczepił go lekarz prowadzący Viv wyprowadzając go z pomieszczenia. 
- Co się stało? Dlaczego tam jest tak dużo osób? - Zayn zasypywał lekarza pytaniami. 
- Panna Rose właśnie się obudziła ale... - dalej już nie słuchał. Myślał teraz tylko o tym, że się obudziła, że już po wszystkim, że znowu będą razem i będą szczęśliwi. Pchnął drzwi do sali mimo protestów lekarza i wpadł do sali tym samym pozbywając się ludzi z pomieszczenia. Zrobił wdech i wydech po czym podniósł głowę na dziewczynę, która patrzyła na niego przestraszonymi oczami. 
- Vivian.. - przysiadł na łóżku i lekko się nad nią pochylając pogłaskał ją po głowie. 
- Dzień dobry. To pan jest tym psychologiem? Mówiłam, że żadnego nie chcę. - wierciła się na łóżku nerwowo przygryzając dolna wargę, jakby próbowała się bronić przed płaczem. 
- Nie wygłupiaj się Vivian, to przecież ja.
- To na mnie nie działa, proszę stąd wyjść. Nie znam pana. - uciekała wzrokiem patrząc przed okno.
- Przecież to ja, twój Zayn. 


@AwwwMalik

środa, 5 grudnia 2012

dwudziesta druga owieczka.

Przesiadywał u niej całymi godzinami, nie chcąc odstąpić jej ani na krok. Raz nawet zasnął na jej nogach, ale gdy tylko się przebudził czuwał dalej. Przecież mogła się w każdej chwili obudzić, jak by się poczuła, gdyby jego przy niej nie było? Musiała wiedzieć, że on tu jest i czeka. Opowiadał jej różne historię, co się dzieje na świecie, u nich w domu, w jego życiu.
- Dzisiaj mieliśmy zdjęcia, ale bez ciebie to było zupełnie do kitu. Baba, która robiła zdjęcia praktycznie nie miała pojęcia o fotografowaniu. Do pięt ci nie dorastała! Lauren i Lily przyjadą po południu, a chłopaki wieczorem. Nie zostaniesz sama. Masz tu dla kogo żyć, pamiętaj. - ujął jej smukłą rękę przykładając sobie do policzka pocierając o jej tatuaż. Pamiętał ten dzień. Aż za dobrze. Pamiętał jak się wtedy bała, on tez się bał, ale nie bólu fizycznego, tego, że kiedy ich drogi się rozejdą ten tatuaż zawsze będzie mu ją przypominał. Tak było, i będzie. Zawsze kiedy na niego patrzył widział przestraszone oczy dziewczyny. Ale przetrwali, bo byli razem i teraz tez na pewno dadzą sobie rade. Wierzył w to.

Z rozmyśleń wybiło go głośne pikanie. Najpierw pomyślał  że to jego rozładowująca się komórka, którą stale zapominał naładować, lecz spoglądając na ekran nic nie dostrzegł. Głos dochodził z maszyny tuż przy łóżku Vivian. Nie oddycha. Pędem rzucił się do wyjścia szukając lekarza, gdy wreszcie go dopadł zmachany nie mógł wypowiedzieć ani słowa. Potrząsł lekarzem wykrztuszając tylko ciche ' Vivian nie oddycha ' i w momencie kiedy lekarz ruszył w kierunku sali, mulat w szybkim tępię podążał razem z nim. Jednak gdy próbował wejść do sali za lekarzem nie udało mu się. Zrezygnowany usiadł na podłodze chowając głowę w rękach. Co chwile tylko słyszał jak nowi lekarze wchodzili do sali gdzie leżała Viv. Bał się o nią. Nie mógł myśleć źle, ale po prostu nie wiedział co o tym myśleć, czym zając te cholerne myśli, które skupiały się tylko na niej i tym, że z tego nie wyjdzie.
Po kilku godzinach siedzenia przed salą usłyszał nad sobą cichutki głos Lily, po czym podniósł głowę spoglądając na rudą. No tak, miały przyjechać, ale przez to wszystko zapomniał nawet do nich zadzwonić. Nie miał do tego głowy. Kiedy opowiedział dziewczynom o zdarzeniu, nagle z sali wyszedł lekarza co sprawiło, że Zayn niemal skoczył na widok lekarza.
- Robimy co w naszej mocy, żeby pobudzić serce do działania. Lecz od paru godzin bez skutku. Jeśli po godzinie nam się nie uda, to będzie koniec. Bardzo mi przykro. - Zayn słysząc te słowa oparł się o ścianę  tak jakby dostał czymś w głowę. Nic nie widział, nic nie słyszał, szedł prosto wpadając na różnych ludzi, lekarzy, pacjentów. Wołania dziewczyn go nie wzruszały. Wiedział co musiał zrobić, i chodź nie było to zgodne z jego naturą musiał spróbować. Musiał to zrobić dla niej.
Otarł oczy z łez i wszedł do pomieszczenia którego szukał siadając na jeden z wielu ławek. Czuł się  dziwnie, jeszcze nigdy nie był w  czymś takim. Był sam, bo jeszcze zanim usiadł rozejrzał się czy aby na pewno nikogo nie ma, a mimo czuł czyjąś obecność. Odwrócił się, bo pomyślał, że być może któraś z dziewczyn za nim poszła, lecz i dziewczyn nie było. Chwile siedział w milczeniu, po czym podniósł głowę i zaczął swój monolog : 
- Wiem że tam jesteś. I wiem, że tylko ty możesz jej pomóc. Nie chcesz jej zabierać. Jest jeszcze bardzo młoda, całe życie przed nią. Życie ze mną. - zrobił pauzę biorąc głęboki wdech i kontynuował - Wiem że w ciebie nie wierzę, ale proszę cię, jeśli ją uratujesz zrobię wszystko. Dla niej zrobię wszystko. Bez niej nie istnieje, błagam, kocham ją. - wychrypiał z nowo napływającymi łzami spływającymi po policzkach. Dziwił się, że tak łatwo przychodzi mu rozmowa z Nim. Owszem, wierzył w co innego, oddawał cześć komuś innego, jednak kiedy chodziło o Vivian nie cofnie się przed niczym. 
Tracąc rachubę czasu nawet nie zorientował się, że z 12 zrobiła się 15. Mogło być już za późno. Pewnie lekarz go szukał, bo już o 13 było wszystko wiadome. Przeklną w myślach przyspieszając kroku i gdy był już na zakręcie zobaczył zapłakaną Lauren. Zamarł. Wstrzymał oddech i był przygotowany na najgorsze. Co zrobi jeśli to koniec? Zdoła przygotować pogrzeb? A co powie jej mamie? Jak sobie poradzi? 
- Jej stan jest znowu stabilny - gdy tylko brunetka to powiedziała odetchnął z ulgą biorąc dziewczynę w objęcia. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech i przymykając oczy szepnął tylko ciche " dziękuję ".

krótkie. za krótkie. 
@AwwwMalik

niedziela, 25 listopada 2012

dwudziesta pierwsza owieczka.

- Louis do jasnej cholery, czy ty chodź raz możesz coś zrobić bez wygłupów? Zalałeś moje ulubione bokserki!- zrozpaczony Liam machał rękami próbując wysuszyć bieliznę z mleka.
- Masz szczęście że nie było gorące. Wtedy Lauren już w ogóle nie miałaby z ciebie pożytku. - Louis zadowolony zbierał pozostałości po płatkach ze stolika, jednak patrząc na zdenerwowaną minę Liama uśmieszek z jego ust zniknął. - To nie moja wina, gdyby Vivian przyszła już z tym chlebem nie musiałbym jeść tych cholernych płatków- wywrócił oczami.
- Właśnie, długo jej już nie ma - odezwał się Malik - Zadzwonię do niej, może kogoś spotkała i się zagadała. Bo przecież jak zaraz nie przyjdzie to Lou podtopi nas tymi płatkami. - mulat wybrał numer dzwoniąc.
- A przestań, po prostu nie mam dziś weny na jedzenie płatków. - machał rękami mówiąc do Zayna, który rozmawiał już przez telefon wcale nie słuchając co się do niego mówi. - Rozumiem, Vivian i wgl ale nie rań mnie i chociaż raz
posłuchaj. - nafuczył sie ale słysząc co mówi Zayn spoważniał.
- Vivian miała wypadek.


Zacisnął mocno rękę na klamce ciągle pośpieszając prowadzącego Liama samochód, by jechał szybciej, gdy ten i tak już dawno przekroczył dopuszczalną prędkość. Nie mógł znieść myśli, że mogłoby jej się coś stać.Łudził sie, że to pomyłka i Vivian czeka na niego w domu, dziwiąc się, że nikogo nie ma, bo przecież przyniosła ten cholerny chleb. Przecież dopiero co powiedział jej, że ją kocha. Ona czuła to samo. To nie mogło sie tak skończyć.
Gdy tylko czarne Audi sie zatrzymało mulat wyskoczył z auta chcąc jak najszybciej wyjaśnić to całe zamieszanie. Tuz za nim szła reszta zespołu wraz z Lauren i Lily, którzy usilnie próbowali dogonić pędzącego Malika. Gdy chłopak wpadł do szpitala dorwał jakaś pielęgniarkę i uzyskując informację szybko udał się do wskazanej sali. Lecz nie wszedł od razu. Zatrzymał się biorąc głęboki wdech.
- Jeśli ona faktycznie tam jest, musisz być silny stary. Pokazać jej że się nie boisz i że dacie, damy rade. - Louis stanął za Zaynem klepiąc go po plecach.
- Ale kiedy ja się boje. Nigdy w życiu się tak nie bałem. Przecież niedawno ją odzyskałem, nie chce jej stracić. - pochylił się przeczesując ręka włosy.
- Jestem tu, wszyscy jesteśmy. Idź do niej.
Stał tak pod salą nr 13 i z ręką na klamce ciężko oddychał, gdy w końcu postanowił ja nacisnąć. Za białymi drzwiami zobaczył drobną, poobijaną dziewczynę podłączoną do różnych urządzeń, które na okrągło pikały. Podszedł bliżej i dopiero teraz zobaczył rękę w gipsie i usztywnioną szyję. Poczuł na policzkach łzy i szybko je otarł, bo przecież miał być silny.
Usiadł na krześle, tuż obok łóżka Viv i jeszcze bardziej się rozpłakał.
- Cześć skarbie - powitał ją głaskając ją lekko po rękę, jakby bał się, że jeszcze bardziej ja uszkodzi. - Przepraszam. Tak strasznie cię przepraszam. - skulił się tłumiąc szloch. - Nie możesz odejść. Nie możesz mnie tu zostawić, słyszysz? Nie pozwolę ci. Obiecałaś mi że zawsze ze mną będziesz, pamiętasz? Musisz dotrzymać obietnicy. Przecież cie kocham - teraz wybuchł płaczem zanosząc się szlochem i co chwile wycierając łzy. Nienawidził siebie. To przez niego, ten chleb, to że to ona wtedy była na tym cholernym przejściu, a powinien to być on. Nienawidził że jest taki słaby. Teraz musi zrobić wszystko, by czuła, że jest przy niej. Ucałował jej szczupłą dłoń przykładając ją sobie do załzawionego policzka. Gdy się w końcu trochę uspokoił wziął głęboko powietrze do płuc i znowu zaczął do niej mówić.
- Wiem że mnie nie zostawisz. Ufam ci jak nikomu innemu, nie możesz mnie zawieść. Pamiętaj że bardzo cię kocham. Nigdy o tym nie zapominaj. ' I need you boo, I gotta see you boo... ' - zaczął nucić ich ulubioną piosenkę lekko się kołysząc. Przecież musiało być dobrze. Nie po to było tak pod górkę, żeby teraz wszystko się zepsuło. Wierzył w to i miał nadzieje, że jego ukochana też wierzy, w siebie i w ich miłość.

Latam z tymi blogami z onetu tutaj i sama nie wiem gdzie mi gorzej :c przepraszam. 
@AwwwMalik. 

dwudziesta owieczka.

W klubie " 68 " jak zwykle tłoczno. Masa ludzi tańczyła, równie dużo osób siedziało i piło i ona również. Siedziała sącząc drink za drinkiem.
- No no no - mężczyzna zagwizdał widząc rudą siedzącą przy barze siadając na krześle obok. - Widzę, że jesteś sama - zauważył zamawiając 2 drinki i jeden z nich podsuwając po jej nos.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na " ty " - prychnęła nawet nie zaszczycając go wzrokiem.
- Taka ładna, a taka pyskata - przysunął krzesło bliżej wziąwszy ją za rękę. - Ale to nawet lepiej - zaśmiał się pokazując uzębienie, na które ruda samowolnie się skrzywiła.
- Puszczaj - syknęła, kiedy ten mocniej zacisną swoją rękę na jej nadgarstku.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na " ty " - zadrwił przyciągając ją bliżej do siebie, na co Lily się szarpnęła.
- Zostaw mnie! - niemal pisnęła po czym szarpnęła się jeszcze bardziej i w tej chwili ktoś stanął przed nią. Ale nie widziała jego twarzy.
- Powiedziała coś - chłopak powiedział donośnym i zdecydowanym głosem.
- A ty to kto? Ona nie potrzebuje adwokata.
- Zaraz ty będziesz potrzebował - blondynek podwinął rękawy koszuli - Wyjdziesz sam czy mam ci pomóc? - w odpowiedzi jednak usłyszał tylko śmiesz i pisk Lily kiedy facet próbował go uderzyć. I trafił. Walnął go prosto w nos, aż Niall zatoczył się do tyłu. Przystawiając rękę do nosa zauważył krew i teraz był niemal przekonany, że nikt mu nie przeszkodzi by dowalić temu oblechowi Skoczył na faceta z pięściami zwalając go z krzesła i mocno przyciskając do ziemi obkładając go ciosami gdzie popadnie. Ale facet nie dawał za wygraną. Jedna ręką udało mu się zablokować cios po czym przekręcił Nialla tak, że teraz on leżał pod nim. Mimo próśb Lily jednak nie przestał. Jakim prawem mógł się tak do niej odezwać? Nie mógł na to pozwolić, musiał coś z tym zrobić. Nie wiadomo skąd jakiś facet rzucił się na Nialla pomagając tym samym temu drugiemu. Lily nie wahała się ani chwili. Szybkim ruchem skoczyła na mężczyznę powalając go na ziemię i obijając mu porządnie krocze. Ten tylko leżał i jęczał z bólu, kiedy Lily go tłukła.
Kiedy w końcu ochrona oderwała rudą i blondynka od mężczyzn poobijani i cali we krwi udali się razem z policją na komisariat.

Nadmierne tłumaczenia, że to nie ich wina nie pomagały. Niall w tej sytuacji mógł tylko zadzwonić do Louisa i poprosić go o pomoc. Nie zrobiłby tego, ze względu na sytuację między nimi ale tu nie chodziło tylko o jego. Wplątał w to Lily, a nie może pozwolić, żeby jeszcze ona ucierpiała.
- Słuchaj, strasznie cie przepraszam... To moja wina że jesteśmy tu gdzie jesteśmy - rozejrzał się po dość ciasnej celi kątem oka spoglądając na dziewczynę, która w tym momencie uśmiechnęła się i wtuliła w jego ramie.
- Dzięki Niall. Gdyby nie ty nie wiem co by się stało. - położyła głowę na jego ramieniu biorąc go za rękę.
- Nie uważasz że to dziwne?
- Ale że co?
- Że musieliśmy znaleźć się aż w pace, żeby zrozumieć, że wcale się nienawidzimy?
- Cóż, może trochę. Ale to ja, przyzwyczaj się. - obdarowała go znowu uśmiechem upajając się jego perfumami. Już wtedy wiedziała, że ten zapach będzie jej ulubionym.

Dzień jak co dzień. Poranek przy osobie którą kocham, wspólne śniadanie z oszołomami, z którymi dziele dom i jak zwykle moja kolej na pójście do sklepu.
Zaczęło się od tego, że Niall zjadł ostatnią kromkę białego chleba, a że szlachetni mości panowie ( czytaj : Lou i Zayn ) nie jedzą chleba ciemnego biedna Vivian musiała iść. To nie moja wina, że nie jestem dobra w kamień, papier, nożyce. Cóż, spełnieniem marzeń to to nie było ale mus to mus. Będąc w sklepie kupiłam to co zamierzałam kupić. Zapakowałam zakupy i wyszłam ze sklepu chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu. Gdy przechodziłam przez przejście dla pieszych poczułam silny ból w całym ciele. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co było powodem mojego, jak sądziłam omdlenia.


@AwwwMalik .

piątek, 10 sierpnia 2012

dziewiętnasta owieczka.


- Vivian możesz na chwilę ? - krzyknął Harry z salonu.

- Pewnie, już idę - odkrzyknęłam przebijając się przez tor przeszkód zastawiony przez ciuchy chłopców.
- Kurde no! Bo lepiej, żeby Zayn dowiedział sie od ciebie, a nie gdzieś to przeczytał - mówił przeglądając strony internetowe siedząc na kanapie z nogami założonymi na stolik.
- Ale o czym ty mówisz Hazziu?
-O tym.... - przekręcił laptopa tak, żebym lepiej widziała po czym przeczytał na głos :



" Vivian Rose, dziewczyna jednego członka zespołu One Direction, Zayn'a Malik'a z nieznajomym mężczyzną. Czyżby to był koniec miłości słynnego piosenkarza i początkującej fotografki? "



" Mamy fotki! Potwierdzone! Vivian Rose spotyka się z nieznajomym mężczyzną. Co na to Zayn Malik? "




- Że słucham!? Przecież to tylko mój instruktor! 
- Ja to wiem, ty to wiesz i kurde moja babcia tez o tym wie! No co? Babcia to moja najlepsza przyjaciółka, mówię jej wszystko! - odpowiedział szybko widząc moją zdziwioną minę. - Ale oni tego nie wiedzą. - wzruszył ramionami.
- Dobra, dzięki - ucałowałam jego czoło, na które opadało kilka polokowanych włosów - Lecimy z dziewczynami na sesję, a później na aerobik. - wytłumaczyłam mu wiążąc trampki.
-Pogadaj z nim. - krzyknął, kiedy już otwierałam drzwi.
-Pogadam. Pa!




- No nie! Nie pomyślałbym, że dzisiaj będziecie na czas. - Thomas zagwizdał i na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Tak, tym razem Vivian nas przywiozła - wyjaśniła Lauren wzruszając ramionami.
- Tak, to wszystko wyjaśnia - powiedział spoglądając na zamyśloną Lily, która zaczynała się rozciągać. 
- Jak się czujesz? - podeszłam do niej, sprawiając wrażenie że ćwiczę. 
- Nijak - wzruszyła ramionami. - Nie wiem co o tym myśleć. Nie mieści mi się to wszystko w głowie, dlaczego Louis zrobił coś takiego. - wydawała się zaraz rozpłakać, ale zamknęła oczy po czym otworzywszy je popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem. 
- A gadałaś z nim chociaż? - nie uzyskałam odpowiedzi, a skinięcie głową, na co kontynuowałam. - Okej, czyli nawrzeszczałaś na niego nie dając mu się wytłumaczyć - westchnęłam obejmując ją jedną ręką. - Daj mu szanse. 
- A co miałam zrobić? Hm ? Powiedzieć mu " spoko, nic się nie stało ' ? Nie masz pojęcia jak się teraz czuję, i w jakim świetle mnie postawił. 
- Tak ale...
- Nie Vivian, po prostu przesadził... - przerwała mi tym samym zakończając naszą wymianę zdać i powracając do poleceń instruktora.
 Lily do łatwych charakterków nie należała, i było to po niej widać, ale widać było również, że się z tym męczy. Widać było, że polubiła Louisa ale nie potrafiła mu wybaczyć. Spójrzmy  prawdzie w oczy, Louis to dupa wołowa, namiesza, nakręci a później cholernie żałuje, ale nie umie tego odkręcić. I w tym momencie muszę wkroczyć ja. Ćwicząc rozmyślałam, co by zrobić w związku z Lily i Louisem, gdy do sali wbiegł zziajany chłopak potykając się o swoją różową matę i lądując tym samym na podłodze. Roześmiałam  się na głos, ale gdy usłyszałam jego głos, uśmiech momentalnie znikł z mojej twarzy. 
- Osz cholera! Przepraszam, straszne korki! - poturbowany Zayn, z włosami w nieładzie podniósł się z podłogi i ustawił na miejscu rozkładając matę. Zdziwiony Thomas wzruszył tylko ramionami i kontynuował dalsze ćwiczenia. Dyskretnie zmieniłam miejsce ćwiczenia przysuwając się do bruneta. 
- Co ty do cholery robisz? - szepnęłam wykonując ćwiczenia. 
- O kurcze, cześć Viv. - udał zdziwionego wysyłając mi całuska w powietrzu. - Przyszedłem na aerobik. - wyszczerzył się. - Nie wiem o co ci chodzi. 
- Oj ty już dobrze wiesz. - zmroziłam go wzrokiem i aż po koniec zajęć nie odezwałam się do niego ani jednym słowem.




- No to słucham - założyłam ręce na piersi. 
- Ale co ? 
- Nie udawaj. Dlaczego tu przyszedłeś ? 
- Bo miałem na to ochotę. - rzucił zdejmując koszulkę i ukazując swój piękny brzuszek. Oj macałabym, gdyby nie była tak wkurzona. 
- Zayn. 
- Vivian. - zrobił pauzę wyciągając z szafki koszulkę i nakładając ją. - Od następnego tygodnia będziesz chodziła na inny aerobik. 
- Co? - niemal krzyknęłam, i miałam nadzieję, że się tylko przesłyszałam, i mój chłopak nie jest zazdrosnym świrem. 
- Tak. Już cię nawet zapisałem. - wyszczerzył się uśmiechu jak gdyby nigdy nic. 
A jednak. 
- Nie! - po raz kolejny się uniosłam. - Nie będę chodzić nigdy indziej! 
- Owszem, będziesz. 
- Chodzi o zdjęcia. Miałam co o tym powiedzieć, ale nie miałam okazji, bo odwalasz ta szopkę. To nic takiego, jeden wypad na kawę. - tłumaczyłam mu próbując się chodź trochę uspokoić. 
- Tak się zazwyczaj zaczyna. Od pójścia na kawę. - mówił opanowanym głosem patrząc mi prosto w oczy. A ja znowu byłam na skraju wyczerpania. Czy on jest jakiś głuchy? 
- Nie ufasz mi? 
- Nie o to chodzi. Po prostu nie będziesz tam chodzić.
- Własnie że będę! - krzyknęłam wychodząc z pokoju trzaskając drzwiami. 
 Co on sobie myślał? Pstryknął palcem i ja mam to zrobić? Jego niedoczekanie. Nie jestem jego własnością do cholery! O nie, tak się nie będziemy bawić.Z powrotem wróciłam do pokoju ponownie trzaskając drzwiami. 
- Słuchaj no koleś. - pokazałam na niego palcem. - Nie będziesz mi mówił co mam robić, bo ja sama dobrze wiem co mam robić. Thomas to tylko mój instruktor, a sam dobrze wiesz, że paparazzi umieją zrobić coś z niczego. Po prostu do cholery mi zaufaj i nie rób takich scen zazdrości bo następnym razem nie ręczę za siebie.
- Oh zamknij się już. - ujął moją twarz w swoje ręce po czym brutalnie wpoił się w moje usta. - Kocham cię. - powiedział w końcu, kiedy się od siebie oderwaliśmy z uśmiechem na ustach i zaszklonymi oczami. Płakał, nie bronił się przed tym. Po prostu się rozpłakał. 
- Zayn, czy ty..?
- Tak, to własnie powiedziałem. Kocham cię i cholernie mi na tobie zależy, i nie pozwolę, żeby jakiś tak Thomas podrywam moją kobietę. Jesteś moja, wiesz? Kocham tylko ciebie, nigdy nikogo więcej. - objął mnie w talii i w tym momencie coś we mnie pękło. Łzy zaczęły mi lecieć ciurkiem po policzkach rozmywając mój makijaż. Powiedział, zę jestem jego, ba, że mnie kocha. Jeszcze nigdy nie czułam się tak ważna i potrzebna. 
- Zayn? - powiedziałam zachrypniętym głosem odrywając sie od niego, ale łapiąc go za ręce. Uniosłam głowę do góry żeby spojrzeć mu w oczy i powiedziałam najbardziej poważnym tonem na jaki było mnie stać. - Jestem w tobie szaleńczo zakochana. Kocham cię! - krzyknęłam znowu zatapiając się w jego ustach. 
- Ja ciebie też kocham, słyszysz? Kocham cię! - wykrzyknął biorąc mnie w objęcia i kręcąc dookoła. - Będziemy zawsze razem. Nikt i nic nas nie rozdzieli. Obiecujesz ? 
- Obiecuje. 
- Dobra, fajnie, ja też was kocham, nie nie drę się na cały dom. - Louis przechodząc koło naszego pokoju wywrócił oczami, na co tylko się zaśmialiśmy łącząc się w ponownym pocałunku. 




Budum, tss! Udało się to napisać. I kurczę przepraszam, że tak długo to trwało, ale kiedy masz na głowię rodzinę, która przyjechała na 3 tygodnie, to nie jest łatwe o.o Ale jest, udało się :D Zayn oficjalnie kocha Vivian. Cieszycie się? 
Jest jeszcze jedna sprawa. Chciałabym was zachęcić do polubienia tej stronki. : http://www.facebook.com/NieMaszTalentuPokazCycki 
Jest nowa, i potrzebuje dużo lajków :) do napisania! :> 

środa, 13 czerwca 2012

osiemnasta owieczka.


- Dobra Liam, masz te ciastka?
- Mam.
- Okej, Lou jesteś gotowy?
- Oczywiście, jak bym mógł być nie gotowy na swoje urodziny? - zerknął na mnie z przymrużonymi oczami.
- Tak tak. Więc już po 20-stej, zaraz wszyscy będą. Gotowi? - na moje słowa wszyscy pokiwali głowami.
- Dobra, puszczaj Malik. - na te słowa mulat puścił muzykę i powoli ludzie zaproszeni na sylwestrowe urodziny Louis'a zaczęli się schodzić. Urodziny jednego z członków One Direction to nie byle co. Korzystając z tego, że mieliśmy dużo dom znalazło się tu ponad 100 osób. Ubrane w obcisłe czerwone sukienki we dwie, razem z Lily wyglądałyśmy bajecznie. Wysokie szpilki, idealnie ułożone włosy, usta pomalowane na krwisty czerwony i trochę za mocny makijaż. Ten dzień na zawsze będzie w mojej głowie, ponieważ to będzie nasz pierwszy Nowy Rok. To coś ważnego w naszym związku. Nigdy dotąd tak się nie przejmowałam kolacjami, wypadami, czy po prostu zwykłym siedzeniem przez tv z Zayn'em. A teraz serce waliło mi jak dzwon i za cholerne nie mogłam się uspokoić. Próbując się czymś zająć doniosłam kilka przekąsek i zaczepiona przez solenizanta zatańczyłam z nim pierwszy dość wolny taniec. Nie ma co, ale nasz Louis umie tańczyć. Później szybszy, już z Haroldem. Tak, z Harry'm tańczyło się takie tańce najlepiej. Po skończeniu się piosenki dyszeliśmy jak głupki. Następny zaś dopadł mnie Liam, który w jak najdelikatniejszy sposób próbował dowiedzieć się kiedy wraca Lauren. Pojechała do rodziny na święta, z resztą jak my wszyscy, z tym, że my wróciliśmy 2 dni wcześniej, a ona miała dotrzeć dopiero dzisiaj. Gdy piosenka dobiegła końca, ktoś podstawił mi szklankę pod nos obejmując mnie w pasie od tyłu i muskając swoim szorstkim policzkiem o mój. Dobrze znałam ten policzek.
- Mam cię - wymruczał - Po 12 porywam cię stąd.
- Jak to? Gdzie? - popatrzyłam na niego upijając łyk alkoholu.
- Niespodzianka - uśmiechnął się widząc moją minę.
- Przecież wiesz, że nie lubię niespodzianek. - zrobiłam naburmuszoną minę. - Zayn no!
- Nie ma takiej opcji. - cmoknął moje włosy. - Można panią prosić? - wyciągną rękę i kiedy położyłam ją na jego ręce, zakręcił mnie dookoła.

***

- Ej no. Fieszzz co? Cholera, no nie fieszz? - No patrz! Ja też nie! A to pech. - ruda roześmiała się i zaraz potem spadła z krzesła.
- Drewniakowa, przestań pierdolić - brunet wygramolił się z pod stołu pomagając podnieść się Lily. - Jesteś najebana w trzy dupy.
- Ty też i się nie czepiam! - ruda beknęła wybuchając ponownie głośnym śmiechem. - A pobawimy się w pszzszszsczółki ? - klasnęła w recę wylewając przy tym zawartość swojego kieliszka.
- Dobra, a na czym polega ta zabawa? - Louis wytężył wzrok próbując nalać trochę wódki do kieliszków.
- No więc słuchaj, słuchaj, słuchaj, słuchaj... - ruda czknęła na powrót wybuchając śmiechem.
- Do choolery, przecież cały czas słucham!
- No, no i co?
- No to, że jeszcze nic nie powiedziałaś.
- A no chyba że. Ale wiesz co? Powiem ci, że za cholerę nie pochwalam jednorazowych numerków. No bo wiesz, stały związek to stały wiązek nie!?
- Tak! - brunet podniósł kieliszek i stukając się razem z Lily wypił całą jego zawartość.
Już po chwili, oboje znaleźli się na górze, w pokoju Tomlinsona i w tępię natychmiastowym pozbywając się swojej garderoby. Brunet ująwszy Lily w swoje dość muskularne ręce błądził rozgrzanymi, pełnymi ustami po jej dekoldzie rzucając ją brutalnie na łóżko, siadł na nią okrakiem rozrywając jej koronkowy stanik. Ruda jęknęła, gdy chłopak zaczął ściskać i lizać nabrzmiałe już sutki. Ten tylko uśmiechnął się pod nosem przejeżdżając po jej brzuchu i z ciągając z niej majtki. Błądził rękami jak i językiem po jej wewnętrznej stronie ud doprowadzając ją do szaleństwa. Głośno jęknęła odszukując jego usta i wbijając się w nie w namiętnym pocałunku.
- Louis. Proszę, zrób to. - szepnęła ściskając go za pośladki. Jednak chłopak zlekceważył to i od nowa zaczął pieścić jej piersi.
- Proszę! - pisnęła biorąc w dłonie jego członka.
- Louis! Nie wytrzymam! Zrób to. - zarządzała co w końcu dało pozytywny efekt, gdyż chłopak w tępię ekspresowym wyciągnął z szafki prezerwatywę, uporał sie z nią i natychmiast, chyba najbrutalniej jak umiał wszedł w dziewczynę oblizując spierzchnięte wargi. Ta głośno jęknęła obejmując go z całych sił i podrygując a to do góry, a to w dół. Rytmicznie sie poruszając i pojękując nadszedł moment kulminacyjny i w tym momencie chłopak zszedł z dziewczyny opadając koło niej. Brunetka nic juz nie mówiąc przytuliła się do Louis'a i chwilę później można było dosłyszeć cichutkie pochrapywanie.

***

- No to jak tam, urodziny zaliczamy do udanych? Gdzie je spędziłeś? Bo już na pewno nie z nami. Którą wybrałeś? - Loczek dał Tomlinsonowi kuksańca w bok szczerząc się.
- A dziękuję, bardzo dobrze. A wręcz fenomenalnie. - brunet sie uśmiechnął, wyciągając się na fotelu. - Byłem z Lily I było cuudownie!
- Ale że co, spałeś z nią? - Liam zrobił wielkie oczy.
- To mało powiedziane. Była cudowna. I aż prosiła się o sex. Jej usta, dłonie, a piersi... - chłopak rozmarzył się biorąc ze stolika garść krakersów. Blondynek, który po cichu przysłuchiwał się rozmowie teraz wstał i łapiąc Louis'a za szmaty dał mu z pięści prosto w nos. Wszyscy zszokowani gapili się na leżącego Louis'a i siedzącego na nim Niall'a, który nadal okładał bruneta. W końcu Liam poderwał się i oderwał Niall'a od Louis'a.
- Co ci odbiło do jasnej cholery ? - warknął Liam patrząc na krwawiący noc Marchewkowego.
- A to za co? - zszokowany Louis wstał trzymając się za noc.
- Ty dobrze wiesz kurwa za co. - Niall z zaciśniętymi piąstkami opuścił pokój.

***

- Gdzie wszyscy? - rzuciła ruda wchodząc do domu, w którym wiało pustkami.
-Harry z Louis'em na pogotowiu, a Liam poszedł szukać Niall'a. - oznajmił Zayn wychodząc z pokoju.
- Jak to na pogotowiu ? - zdziwiłam się - Co się stało?
- Eee no Niall sie wkurzył, kiedy Louis powiedział, że się z tobą przespał - Zayn spojrzał na Lily drapiąc się po głowie.
- Co zrobił ? - Lauren wybałuszyła oczy.
- Spałam z Louis'em!? O cholera!
- ... i opowiedział to ze szczegółami. No i Niall się wkurzył i przywalił Louis'owi. - kontynuował chłopak.
- A co do tego ma Niall ?
- no jak widać dużo. Nieźle mu przywalił i chyba ma złamany nos. - Zayn skrzywił się.
- Ale dlaczego? - ruda stanowczo zbladła siadając na oparciu od fotela.
- Zapytaj się jego - mulat kiwnął głową na wchodzącego do domu Niall'a.



* Niall *
Wchodząc do domu zobaczyłem ją. Nieco rudawe włosy, drobna lekko piegowata twarz i zaszklone oczy, które teraz patrzyły na mnie. A usta? usta najdelikatniejsze, jakie kiedykolwiek całowałem, i które jeszcze niedawno całowały mnie. Lekko zadarty nosek i nieco piskliwy głosik - tak, zakochałem się. Ale nie dzisiaj, czy wczoraj. To było zakochanie w prost od pierwszego wejrzenia. Była cudowna, radosna, beztroska i zupełnie nieświadoma, że zakochało się w niej 2 facetów, 2 najlepszych przyjacieli. Tyle, że był pewien problem. Był Louis i on tutaj był największą przeszkodą. Na samym początku, brzydko mówiąc " zaklepał " ją sobie i postanowiłem się nie wtrącać. Łatwiej było mi trzymać ja na dystans, sprawić, żeby patrzyła na mnie z pogardą, żeby mnie nienawidziła . Jesteśmy przyjaciółki, dlatego to wszystko. Ale Louis przesadził. Zrobił coś, czego Lily nie pamięta, coś czego nie wiadomo, czy Lily chciała. I jeszcze o tym rozpowiada, przy mnie, przy wszystkich, chociaż dobrze wie, co do niej czuje. Nerwy mi puściły, ale nie żałuję.
- Niall? - zapytała zachrypniętym głosem podnosząc się z fotela. Zerknąłem tylko na nią, na co kontynuowała. - Nie wiem dlaczego i po co to zrobiłeś, ale dziękuję.
- Nie ma sprawy. - rzuciłem z lekkim uśmiechem udając się na górę. Nie zrezygnuje z niej. nawet nie ma takiej opcji.


~.~

Ten rozdział uświadomił mi, jaka jestem zboczona :o no ale mniejsza :D przepraszam, za tą scenkę łóżkową, ale powtarzam jeszcze raz, ja za cholerę nie umiem pisać takich scen, więc musi być niestety tak. więc już wszystko jasne, Niall kocha Lily :D nie martwcie sie, Louis sie wyliże, bd dobrze :D ten rozdział pisany ekspresem, gdyż mam tutaj nie małe zaległości. damy rade. do napisania :) @AwwwMalik





sobota, 9 czerwca 2012

siedemnasta owieczka.

- Tutaj musisz wyżej. And you stole my heart... Widzisz?
-Dobra, parę poprawek i będzie dobrze - skwitował Niall z uśmiechem przybijając Lokowanemu piątkę.
- Dobra robota, jeszcze trochę i będziemy mogli ją i parę innych pokazać Robertowi.
- No, no to było dobre - pochwaliłam chłopców za ich kolejny świetnie napisany tekst do piosenki klepiąc ich po plecach.
- No, a teraz lecimy na aerobik dziewczęta. - machnęłam ręką zachęcając je do pójścia za mną.
- Jak to? Myślałem, że dzisiaj spędzimy dzień razem. Przecież jutro lecimy na galę - mruknął niezadowolony łapiąc mnie w talii i przyciągając do siebie w mocnym uścisku.
- Oh tak wiem - musnęłam jego policzek rękę. - Ale mamy wkupiony karnet, sam rozumiesz - wzruszyłam ramionami. - Nie martw sie, cała noc przed nami - ucałowałam jego usta wyswobadzając się z jego uścisku i zmierzając w stronę drzwi.

***

- I raz i dwa i rączki do góry! - słyszałyśmy męski głos instruktora kiedy wchodziłyśmy na sale. Tak, znowu spóźnione. No ale cóż, Lily postanowiła prowadzić, co się dziwić.
-Przepraszamy - powiedziała słodko ruda trzepocząc rzęsami.
- Ojojoj moje drogie panie. Proszę, pani w zielonym zostanie po zajęciach. A teraz proszę, rozgrzeweczka. - uśmiechnął się lekko patrząc na mnie i z powrotem powrócił do ćwiczeń. No tak, to ja miałam zieloną bluzkę, która zawaliłam z resztą Niall'owi. Skinęłam tylko głową i zabrałam się za rozgrzewkę. O co mogło mu chodzić? Przecież nie tylko ja się spóźniłam...Po godzinnych ćwiczeniach sala opustoszała i zostałam razem z instruktorem.
- Więc pani...
- Vivian, po prostu Vivian - podałam mu rękę z lekkim uśmiechem.
- Więc witaj Vivian. Jestem Thomas. - uścisnął rękę wyraźnie się uśmiechając.
- Co ty na to, że w ramach spóźnienia dasz zaprosić się na kawę?
- Ale - zawahałam się - Nie jestem odpowiednio ubrana, poza tym...
- To nie będzie potrzebne, na prawdę. - zaśmiał się otwierając przede mną drzwi.
- Więc dobrze, chodźmy - ominęłam go udając się do wyjścia a następnie do baru.




- Hahahahahaha no nie mogę! - usłyszałam śmiech Harolda turlającego się ze śmiechu po ziemi, kiedy to weszłam do domu.
- To było boskie! - usłyszałam dość piskliwy głos Louisa, który zaraz po tym wybychł śmiechem razem z resztą.
- Hej. - krzyknęłam zdejmując buty, zakładając super-owieczkowe ciapki i wchodząc do salonu. To co tam zobaczyłam, było dość dziwne. Harold tarzający się po ziemi, Lou leżący na kanapie zrozwalonymi chipsami, Liam z Lauren cali czerwoni, Zayn nagrywający to wszystko i Lily z gitarą. Tylko Nialla nigdzie nie mogłam dostrzec.
- Co wy tutaj robicie? - na te słowa Harry ponownie się roześmiał. Nie wiem, nawdychał się czegoś, czy co...
- Vivian, patrz co napisałam.


Muzyka ciągle gra, ty kręcisz się
Ale brak ci tchu, spociłeś się
Kiedy widzę cię, rzygać mi się chcę
, Ale nie martw się, kiedyś odchudzisz sięę...
Czekałam na takiego grubasa jak ty! *


Ostatnie pociągnięcia na strunach i nagle bum! Jedna ze strun, po prostu pękła.
- Ups! - ruda przyłożyła rękę do ust.
- No to świetnie.
- A gdzie jest tak w ogóle Niall? - zapytałam.
- Pojechał na zakupy, a później do Roberta. - wytłumaczył mi Liam obejmując Lauren.
- Jak wróci, mam przesrane. Cholera!
- To jego ulubiona gitara!
- Oj nie dobrze - skwitowałam słysząc trzask zamykających się drzwi wejściowych. Do salonu wszedł dumnie Niall z zakupami, na co wszyscy zwróciliśmy na niego wzrok.
- Cześć, co robicie? - zawołał radośnie, ale im dłużej patrzył na Lily, tym szybciej jego mina robiła się nieciekawa. - Co ty do cholery robisz z moją gitarą? - zapytał stanowczo wypuszczając siatkę za zakupami z rąk.
- Eee no wiesz. Grałam sobie, no i pękła no, no - ruda zaczęła się jąkać. - Nie chciałam, przykro mi. Odkupie ci ją, albo coś - wzruszyła ramionami wychodząc z pokoju.
- Niee no! Ja ją kiedyś zabiję! Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam, do cholery! - wykrzyczał Niall robiąc się czerwony.

* Lily *

Po prostu skandal! Normalnie chamstwo w biały dzień. Ja w tym domu nie mam nic do gadania! Od kiedy Liam wielki " Daddy Direction " ustawił grafik, kto i w jakie dni odbiera mnie ze szkoły trafia mnie szlag! Poniedziałek, środa - kto mnie odbiera? No oczywiście, że Niall! I teraz idę 10 metrów za tym matołem nie przyznawając się do niego. A tu ni z gruchy, ni z pietruchy tony fanek nagle rzuciło się na blondyna. Pięknie! Teraz to szybciej będzie iść do domu na piechotę. Podeszłam bliżej nasłuchując dzikie piski. To okropne! musiałam czekać, no bo co innego mi zostało? Ale kiedy na mnie spojrzał, jego spojrzenie było inne, nie takie samo jak zawsze. Dopiero wtedy zobaczyłam, jakie on na piękne oczy, i jak pięknie nimi na mnie patrzył. I wtedy mnie tknęło, zrobiłam coś głupiego. Tak, i to bardzo.
- Ah, Niall, kochanie. Miałeś na mnie poczekać. - krzyknęłam przepychając sie łokciami przez rzeszę fanek i uwieszając się na jego szyi. I wtedy to się stało. Ujęłam jego twarz i najnormalniej w świecie go pocałowałam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie był to żaden cmok, ani nic z tych rzeczy. Trwałam w tym i cholernie mi się to podobało. Gdyby jeszcze było mało głupstw, chłopak wcale się nie sprzeciwiał, wręcz przeciwnie, oddawał pocałunek za pocałunkiem. W końcu, kiedy się od niego oderwałam, pociągnęłam go, a raczej wyrwałam z sideł czegoś, co nazywa się fankami i wsiedliśmy do samochodu.Droga do domu? Bąknął tylko ciche " dzięki " i na tym się skończyło. I dobrze. Wcale nie chciałam z nim gadać. A może chciałam? Może chciałam usłyszeć jego delikatnie piskliwy głos i zobaczyć nieco krzywe zęby w szerokim uśmiechu? Nie! Lily, ogarnij. To był impuls.
- Myślę, że powinniśmy zapomnieć o tamtym. - powiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Mhm tak, to dobry pomysł.
- Fajnie.
- Fajnie.
No i to by było na tyle, proszę państwa. Wszystko wróciło do normy. Ale nie jestem pewna, czy chce, żeby wszystko było jak dawniej. Przynajmniej nie w stosunkach z Niall'em.






* - jest to fragment piosenki, którą napisałam ja, do piosenki Stole my heart.



Cześć i czołem! Jejku, strasznie przepraszam, że tak dawno mnie tu nie było. Najpierw byłam bez komputera przez ponad 2 tygodnie, a teraz mam remont w domu i jest ogólny bałagan :o rozdział krótki, bo krótki ale jest :> pytania tutaj : http://ask.fm/AwwwMalik
Do przeczytania ♥ @AwwwMalik

środa, 16 maja 2012

szesnasta owieczka.

- Puk puk! - brunet zapukał do pokoju, w którym jak zwykle już od kilku dni panowała ciemność. Zasłonięte zasłony, zgaszona lampka, głucha cisza i dziewczyna, z długimi wręcz rudawymi włosami i oczami niebieskimi niczym niebo, bezchmurne, czyste, które właśnie w tej chwili skupiały się tylko na nim, były tylko dla niego.
- Louis bez jaj. Coś ty na siebie włożył? - zaśmiała się podciągając się do siadu. 
- Louis? Nie znam gościa - wzruszył ramionami - Jestem doktor Super Marchewka i zaraz się tobą zajmę! - podniósł swoją pelerynkę, którą ruda dopiero teraz zauważyła. Nasunął słuchawki na uszy i przyrządem do osłuchiwania przyłożył jej do pleców i mamrotał coś pod nosem. - Ajajaj - cmoknął ustami - Myślę, że będziesz musiała zdjąć koszulkę, to na potrzeby badania, oczywiście - wyszczerzył się.
- A ja myślę, że to tobie przydał by się lekarz - ponownie się zaśmiała -Poza tym, mam złamaną nogę, a nie zapalenie płuc - Lily wywróciła oczami.
- Ah, ty to umiesz popsuć człowiekowi zabawę. - zmartwił się - Tak czy siak, zobacz co dla ciebie mam! Marchewkowy placek, marchewkowy sok, marchewkowa sałatka, z marchewek oczywiście, marchewkowe cukierki i marchewkowy budyń. 
- Ocipiałeś ze szczęścia!? Nie mam zamiaru tego czegoś jeść. Tobie naprawdę potrzeba lekarza - przyłożyła rękę do jego czoła, sprawdzając gorączkę.
- No, a teraz robimy aaaam, za Louiska - podmuchał marchewkowy budyń przykładając do ust niebieskookiej. Ta tylko wystawiła język z lekkim skrzywieniem i zanurkowała pod kołdrę. 
- To może za mamę? Tatę? Babcię? - poczekał na odpowiedź, ale nie otrzymawszy jej kontynuował - Oh daj spokój, nie może być takie złe - nabrał na łyżeczkę trochę marchewkowej papki wkładając ją w całości do buzi. - Osz cholera! Może! - w tępię natychmiastowym wypluł to co miał w buzi. 
- Tak tak, a teraz mógłbyś mnie wziąć...
- Nie, no dobra nie ma sprawy, ale nie lepiej, gdybyśmy poczekali? Przynajmniej do ślubu, sama rozumiesz. Wiem, że nie możesz się mi oprzeć, ale poczekaj jeszcze chwilę - przerwał jej.
- ... na dół? - dokończyła - Oh Tomlinson, ty zboczeńcu!
- A tam, dlaczego zaraz zboczeńcu? W końcu, to jakaś odskocznia od Harry'ego. - umieścił Lily na swoich plecach lekko ją poprawiając. Ta objęła go za szyję gryząc i pstrykając go w lewe ucho. Usadził ją delikatnie na sofie zajmując miejsce obok niej. 
- Ugotowałabym coś, gdyby Niall nie jadł za pięciu. - pokręciłam głową przysiadając się do Lily i Louis'a. 
- Nic nowego - prychnęła Lily. 
- Masz z tym jakiś problem? Nie twoja sprawa co i w jakich ilościach jem! 
- Moja, bo wyobraź sobie, że tez tu mieszkam! Nie jesteś sam Panie-Wielka-Gwiazdo.
- Dobra, dość tego. - podniosłam głos.
- Sorry Viv, ale nie wtrącaj się. Ma coś do mnie, no to słucham - Blondynek spojrzał na mnie przepraszająco zwracając wzrok z powrotem na rudą. 
- Mam i to dużo, żebyś wiedział! Dość mam oglądania twojego ryja, a moja babcia śpiewa już lepiej.
- Sama masz ryja - roześmiał się - I to jakiego. Zabawna jesteś. Ah, co ta zazdrość robi z człowiekiem. 
- Ta, ten twój aparacik może wyprostuje ci zęby, ale z twarzą będzie gorzej. 
- Dość! - tym razem uniósł się Liam - Macie do cholery przestać! Tego nie da się już słuchać! 
- Ona zaczęła - blondynek wzruszył ramionami - Mam nadzieje, że niedługo stąd wyjedzie - rzucił na odchodne udając się na taras. 
- Idealnie - szepnęłam idąc zła na górę i zamykając za sobą drzwi i kładąc się plackiem na łóżku. Nie mogłam pojąć, skąd u nich bierze się taka nienawiść? Ja tu zwariuję, ocipieje i ochujam, 3 w 1, taki bonus. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i do pokoju wszedł Zayn kładąc się obok mnie. 
- Jak zwykle. Po prostu jak dzieci no. Brak słów. 
- To dlaczego ciągle mówisz? 
- Zayn no! - walnęłam go w ramie. 
- Daj spokój. To nie twoja wina. Nie zbawisz całego świata ani nie sprawisz, że wszyscy będą się lubić. Brzdąc, no. - złożył na moim nagim obojczyki pocałunek. 
- No wiem, ale to dziwne, kiedy twoi przyjaciele wiecznie się kłócą. Niech to szlag, przez nich nie zasnę i będę o tym myśleć. 
- Ależ kochanie, myślisz, że dałbym ci dzisiaj zasnąć? 


***


Korzystając z tego, że chłopcy grali koncert charytatywny i następnie mieli " wieczór 1D " postanowiłyśmy razem z dziewczynami pójść na aerobik. Wiadomo, trochę ruchu nam nie zaszkodzi, tym bardziej, że aż do świąt żadne z nas nie ma większej pracy a z noga Lily już wszystko w porządku.Wykupiłyśmy karnety, przebrałyśmy się i podążałyśmy we wskazanym nam kierunku. Wchodząc na salę zobaczyłyśmy już rozciągające się ( głownie kobiety, jak sądzę ). Przeprosiłyśmy grzecznie za spóźnienie pana instruktora i biorąc swoja maty zaczęłyśmy ćwiczenia. Nie powiem, że nie, facet był całkiem niezły. Całkiem?! Vivian, proszę cię! Był nieziemski! Jego ciało, aż się prosiło o dotknięcie, żeby tylko to. Uśmiechnęłyśmy się do siebie porozumiewawczo i Lily zaczęła swój podbój.
- Przepraszam - podniosła rękę - Jestem z koleżankami nowa i mamy drobne problemy z ćwiczeniami - zamrugała oczami poprawiając włosy. Co jak co, ale Lily umiała zagadać faceta. Była w tym perfekcjonistką. 
- Jasne, już podchodzę. - obdarzył ją uśmiechem i nie dłużej jak po 5 minutach podtrzymywał ją za biodra, gdy ta zadowolona robiła ćwiczenia. Nie było ono za bardzo skomplikowane, no ale.. Przystojny pan instruktor pomógł także nam, mimo naszych protestów. 
- Aaaaa! Jaka dupcia! - zachwycała się Lily, gdy byłyśmy już w samochodzie. - A widziałyście jego mięśnie brzucha? O mamo! 
- Ta, a widziałaś jak gapił się na naszą Viv? - zarzuciła Lauren odpalając silnik samochodu. 
- Ona zawsze zgarnia najgorętsze sztuki. Pfy! - zarzuciła mi Lily - Masz Zayn'a! 
- Przecież ja nic nie zrobiłam! To on patrzył się na mnie, a nie ja na niego. Wyluzujcie, tak? - krzyknęłam. 
- Dobra dobra, winny zawsze się tłumaczy. Powiem Zayn'owi! 
- Tak? W takim razie, ja powiem Liam'owi - wystawiłam język. 
- Nie śmieszne! Eh, skąd wiesz? 
- Bo wiesz, w nas w domu ściany i Niall mają uszy - zaśmiałam się - Ale ty to jednak jędza jesteś. Żeby nam nie powiedzieć, że jesteś z Liam'em no to już chamstwo.
- Oj no przepraszam no. Ale dla mnie to też jest szok. Zostawił ją i wybrał mnie. 
- I dobrze zrobił - wtrąciła się Lily. - Chłopak wie co dobre. 
- O tak. A teraz lepiej, żeby tego nie spieprzył. Bo będzie miał z nami do czynienia. - uśmiechnęłam się przytulając się do przyjaciółki - Bardzo się cieszę. 




No i w tym momencie, jestem z siebie cholernie dumna! Jutro mam sprawdzian z chemii, kartkówkę z matematyki i masę lekcji z niemieckiego, ale przepisałam rozdział :D Także tego, do następnego :> ~ wasza @AwwwMalik :D

piątek, 11 maja 2012

piętnasta owieczka.

Rozwścieczony scenarzysta chodził w tą i z powrotem silnie dyskutując o czymś z kimś przez telefon. 
- Pięknie! - skwitował rozłączając się - Złamała nogę. Nie mamy dziewczyny dla Niall'a. A nie mogę odwołać tych zdjęć. Vivian? - spojrzałam na niego wyczekująco, na co on kontynuował. - Głupia sprawa, ale co ty na to, żebyś to ty zagrała ? Nie mamy wyjścia, nie mamy tu więcej dziewczyn, a ty jesteś najpewniejsza. 
- Ale... ja no, no nie mogę. Mam robić zdjęcia poza tym...
- Hej, przecież mamy Lily! - odezwał się Zayn spoglądając na brunetkę.
- Świetnie. Za 30 minut zaczynamy. - oświadczył Robert biorąc Lily na bok. Rozmawiając z nią co chwilę się unosił i machał rękami krzycząc. 
- Nie no wszystko ładnie, pięknie, ale nie mógł by pan zmienić chłopaka? 
- Niestety nie, przykro mi. Lauren jest z Harry'm, blondi z Zayn'em a ty musisz być z małym Irlandczykiem. Tu masz napisane co masz robić - podał jej plik papierów. - Gdybyś miała jakieś pytanie, jestem u siebie. - oświadczył odchodząc. 
- Gdzie jest nóż? Dajcie mi noża - sieknęła się kartkami w czoło.

Zwrotka Liam'a, scena z Louisem jadącym samochodem. Zwrotka Harry'ego, seria zdjęć. Mała blondi razem z Zayn'em przy jego zwrotce. Ganiający się nastolatkowie wzdłuż brzegu, plusk do wody, poprawki scenarzystów, serie zdjęć. Refren, zbliżenie na Niall'a , który to śpiewał z uśmiechem na twarzy wprost do Lily. Pstrykałam zdjęcia wraz z 3 innymi fotografami bujając się w rytm puszczanej muzyki, gdy nagle usłyszałam hałas i przekleństwo Niall'a. Kiedy spojrzałam w tamta stronę, zobaczyłam Lily siedzącą dumnie na pnie drzewa, i Niall'a, który leżał na piasku. 
- Na miłość Boską, Lily! Co ci odbiło!? - Nie będzie mnie dotykał, już wystarczy że dla mnie " śpiewa " . A tak swoją drogą...
- To tylko zdjęcia, tak jest w planie! Proszę, jeszcze raz. Z tej sceny potrzeba nam dużo dobrych zdjęć. Kolejne rytmy piosenki, kolejna scena z Niall'em i Lily i kolejna gleba blondynka. 
- Do kurwy nędzy, jeszcze raz, a przysięgam, że ci oddam! - wkurzony Niall podniósł się otrzepując z siebie piach i idąc w stronę morza. 
- Przerwa! 10 minut. To dopiero zdjęcia, już się boję co będzie za kilka dni na planie. - Robert się załamał łapiąc się za głowę.
- Jak to za kilka dni? Nie, nie. Facet, ja jutro to będę się pakować, a za 2 dni wylatuje do Londynu.
- Facetko, nie wydaje mi się. Jutro i pojutrze mamy jeszcze zdjęcia, a później będziesz się uczyć jak grać i jak nie bić Niall'a. 
- Ale...
- Nie ma żadnych ale. Zaraz dzwonię do twoich rodziców i do twojej szkoły. Żeby nie przerywać ci roku, musimy zapisać cię do szkoły na miejscu. - zakomunikował, na co ona jęknęła. 



W następnych dniach zdjęć, a później kręcenia teledysku wszyscy bardzo się staraliśmy, włącznie z Lily i Niall'em, żeby jak najszybciej zakończyć pracę. Ja robiłam dodatkowe zdjęcia, dziewczyny, a przynajmniej blondi i Lauren świetnie się bawiły nagrywając teledysk.
- Dobra, teledysk skończony! Dobra robota moi drodzy! - na te słowa wszyscy wybuchnęliśmy głośnym " nareszcie " i postanowiliśmy wskoczyć do wody. Woda była cudowna. Piasek idealnie połyskiwał w słońcu. 
- No to co, noc pod gwiazdami ? - mulat objął mnie muskając przy tym moją mokrą skórę.
- Świetny pomysł, czemu nie? To ja pójdę po drzewo. Rozpalimy ognisko. - rzucił Lou. 
- Pomogę ci - zaoferował się Niall idąc za zielonookim. 
- No to ja jadę do sklepu po jakieś żarcie. - rzucił Zayn zmierzając w stronę samochodu. 
- No to ci pomogę - zaoferowała się Lauren i poszła w jego ślady. 

W międzyczasie reszta, czyli Harold, Liam, Lily i ja obijaliśmy się leżąc na ciepłym piasku i rozmawiając. Przynajmniej ja z Harry'm. Nasz Loczkowski był naprawdę wspaniałym chłopakiem i aż dziwne, że nie miał dziewczyny. Przystojny, dość wysportowany, z idealną fryzurą, miły, dowcipny, czuły, opiekuńczy i mega pociągający. Tak, to dziwne, że myślę o nim w ten sposób. Dobra, hamuj sobie. Tak więc rozmawiając tylko i wyłącznie z moim przyjacielem przeczekaliśmy do powrotu reszty.
- A dłużej się nie dało? - krzyknęłam, kiedy byli już niedaleko nas. - Co wy w Afryce po to drewno byliście?
- No wyobraź sobie, że nie. W żadnym sklepie nie było drewna do kupienia - Boo Bear wywrócił oczami - A Niall nie chciał mi pomóc tylko się obżerał. 
- No no, tak tak - mruknął - A tak swoją drogą, kiedy już skończycie ta bezsensowną dyskusję, to chce ktoś kebaba? 
- No wyobraź sobie, że nie, nie dało się dłużej. I ten jeszcze o tym kebabie. Nie no! - na te słowa zrobiłam mega poker face'a i oparłam się o Hazzę. Ja nie wiem, mamy XXI wiek, technologia poszła do przodu, a tu rodzi się taki Louis. 
- A nie pomyślałeś, że drzewo można znaleźć w lesie? Bo w lesie jest mnóstwo drzew, bo do chuja las mamy tam? - wskazałam palcem w kierunku lasu. Nie był on duży, ale przecież w jak normalnym lesie, drzewo było. - Nie no czymaj mnie, bo ja mnie wyczymie! ( decyk for Pingwin, yo! xd ) * 

Po bulwersach, w końcu nasz mały, głupiutki Carrot-boy przyniósł nam drewno ( wyobraźcie sobie, że z lasu *____*) i nawet udało mu się rozpalić ognisko. Zayn z Lauren odkupili pół sklepu, co Niall'owi było na rękę, więc usiedliśmy piekąc kiełbaski. Zadowoleni rozmawialiśmy się, śmialiśmy się i ogólny luzik. W końcu Louis'a olśniło, i wymyślił sobie, że pogramy w piłkę nożną. Wszyscy zgodnie zadecydowaliśmy, że to dobry pomyśł i podzieliliśmy się na 2 drużyny. W jednej znajdowali się Niall, Louis, Liam i ja, a w przeciwnej reszta, czyli Lauren, Lily, Zayn i Harold. Zrobiliśmy bramki z pustych puszek i gra się zaczęła. Może Lou nie jest zbyt mądry ( ba, grzechem byłoby powiedzieć, że on w ogóle jest mądry ) ale w sportach radzi sobie bardzo dobrze. Strzelał bramkę za bramką rozpraszając broniącego Loczka. Ten by się odpłacić postanowił pokazać mu swoje pośladki.
- Zacna pupcia, Haroldzie - skwitowałam kiwając głową z bananem na twarzy. Aj, co to była za pupcia... Lily, która obecnie miała piłkę, zagapiła się na Harry'ego i momentalnie kopnęła piłkę, znajdując się tym samym na piasku trzymając się za nogę. 
- Ale drewno! - krzyknął Lou, ale zaraz po chwili zaczął głośno krzyczeć jej imię i w tępię ekspresowym znalazł się przy brunetce. 
- Matko moja! Złamała stopę! Matko zróbcie coś! Ona umiera, Drewniana, nieeeeee! - zaczął panikę machając rękami. 
- Zaraz ty będziesz umierał, jak nie przestaniesz panikować. - syknęła przez zęby. - Nic mi nie jest - machnęła rękę próbując wstać, lecz bez skutku. Runęła z powrotem na ziemię opierając się o Louis'a. 
- No pięknie Harry. Widzisz co narobiłeś? Że też musisz mieć taką piękną pupcię. 





* - błąd celowy :D no stress :D




Nie dość, że krótko, to nudno. Tak tak, wiem. Poprawię się :>

No i tak, wielkie ukłony i wgl całuję rączki mojej Asi, bez której zgubiłabym się na blogspocie, i która kurde mnie motywuje. Uwielbiam cię :*

Do następnego xx @AwwwMalik

wtorek, 8 maja 2012

czternasta owieczka.

- Się porobiło - westchnęła Lily - To co, napijmy się. 
- No ba. Party hard biczys! - Loczek klepnął Louisa w tyłek ciągnąc go za pasek od spodni w kierunku napoi alkoholowych. 
- Chciałam dobrze, no! - jęknęłam uwieszając się na szyi Zayn'a. - Skąd miałam wiedzieć co strzeli do łba temu pajacowi? - wywróciłam oczami. - Nie, w sumie to było do przewidzenia. 
- Oh daj już spokój - cmoknął mnie w kącik ust. - To nie twoja wina. Ale teraz, chętnie posłucham o tobie i Niall'u. - założył ręce na klatce piersiowej bacznie mi się przyglądając. 
- Muszę się napić - kiwnęłam głową ciągnąc go do kuchni. 
Po paru głębszych razem z Lily i Louisem postanowiliśmy rozkręcić imprezę jeszcze bardziej i w tym celu wskoczyliśmy na stół gibiąc się na wszystkie strony i głośno śpiewając ( lepszym określeniem byłoby " drzeć ryja " ale zostańmy przy śpiewaniu ) . Następnie dołączył do nas Harry i razem z nim w rytmie " Ai Se Eu Pego " odtańczyliśmy cały taniec trochę go urozmaicając. Pomijając połamany stół na którym w jednej chwili znajdowała się cała nasza 6 było naprawdę ciekawie. Następną część imprezy przetańczyłam już tylko w objęciach mojego ulubionego brązowookiego. 

* Liam *

Obudziłem się w moim łózko sam. Spojrzałem na moją rękę, gdzie jeszcze przed paroma godzinami była ona połączona z rękę Lauren. Mimowolnie uśmiechnąłem się na samą myśl o dziewczynie i wypuściłem powietrze ze świstem. Leniwie zsunąłem się z łóżka, orientując się że nie jestem sam w pokoju. Na fotelu spała Lauren. Uśmiechała się przez sen i w tym momencie uświadomiłem sobie, jak bardzo kochałem ten uśmiech jak on na mnie działał i co potrafił ze mną zrobić. Na przykład wczoraj. Kłótnia z Dan, bardzo ostra kłótnia. Po której uświadomiłem sobie, że ona nie jest dla mnie już taka ważna. Nawet za nią nie pobiegłem kiedy wybiegała, wręcz przeciwnie - poczułem ulgę. Nie darzę jej już takim głębokim uczuciem, jakbym czuł, że uczucie wygasa a zamiast jego pojawiło się nowe, silniejsze w stosunku do brązowowłosej piękności leżącej teraz na wyciągnięcie ręki. Pytanie, czy chcę skrzywdzić Danielle i zaryzykować z Lauren? Czy Lauren czuje do mnie to, co ja czuje do niej? Czy na prawdę już nic nie obchodzi mnie moja ukochana, z którą miałem spędzić resztę swojego życia?
- Oh Liam - brunetka przetarła oczy - Przepraszam, chciałam pogadać, ale zobaczyłam, że jeszcze śpisz, więc postanowiłam poczekać i widocznie zasnęłam. - uśmiechnęła się przeciągając się. 
- Nic się nie stało. O czym chciałaś pogadać? 
- Jak to o czym? O wczoraj. Słuchaj Liam, jeśli chcesz to ja pogadam z Dan i wytłumaczę jej, że między nami nic nie ma i że tamto, to był tylko głupi żart Louis'a. Bo tak było. Swoją drogą, nie zauważyłeś, że jak na Louisa to było kiepskie? 
- Naprawdę tak myślisz? - prychnąłem - Naprawdę myślisz, że między nami nic nie ma? 
- A ty myślisz, że jest? - podniosła na mnie swój wzrok. Chwilę myślałem, ale postanowiłem iść na całość i przerwałem niezręczną ciszę krótkim ' tak ' i zrobiłem coś, czego za cholerę bym się po sobie nie spodziewał. Zasmakowałem namiętnie jej malinowych ust przylegając do niej całym ciałem. Trwaliśmy tak jeszcze przez chwilę i oderwaliśmy się od siebie zaczerpując powietrza. Popatrzyła na mnie wymierzając mi policzek i uciekając z płaczem z pokoju. Złapałem się za głowę, jakby dopiero w tej chwili dotarło do mnie co własnie zrobiłem. Ale nie żałowałem tego, za cholerę. Ten krótki, ale jakże namiętny pocałunek coś mi uświadomił. Czyżbym ją kochał?



* Viv *


Zamulając razem z ledwo żywym Harry'm, który leżał głową na stole zauważyłam wychodzącego, a wręcz wybiegającego Liam'a z domu. Zdziwiłam się, bo to by oznaczało, że ten ciołek ( czytaj : Louis ) znalazł klucz. Tylko dlaczego ja o tym nic nie wiem?
- Louis znalazłeś kluczyk ?
- Nie musiałem - mruknął - A co, chcesz pożyczyć ? - zerknął na mnie poruszając brwiami. 
- Jak to nie musiałeś? 
- Normalnie - wzruszył ramionami - Zrobiłem to celowo. Kluczyk miałem cały czas przy sobie. Tylko głupi by nie zauważył, że Liam leci na Lauren. Ale pogubił się chłopak, to mu pomogłem. 
- Od cholery - rzuciłam na odchodne udając się do wyjścia. Louis jest wręcz profesjonalistą w robieniu z siebie debila i udawaniu głupka. Z takim talentem trzeba się urodzić, nie ma co! Postanowiłam poszukać Liam'a i z nim pogadać. Wyszłam z domu udając się na aleję i szłam przed siebie. Miałam nadzieję, że spotkam Liam'a i nie myliłam się. Siedział na ławce ze spuszczoną głową.
- Hej - usiadłam obok niego.
- Pocałowałem Lauren.
- Co zrobiłeś? - wywaliłam oczy.
- No pocałowałem. I teraz już kompletnie nie wiem co mam robić Vivian. Bo ja po prostu nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ale Danielle. Co z nią? Czuję coś do niej, ale to już nie to samo. Boże, jedna wielka masakra. 
- No i to jaka. - westchnęłam - To jest trudna decyzja, ale co byś nie zrobił, skrzywdzisz jedną z nich. 
- Mam wybierać? Kogo? Jak?
- Nie wiem, ty odpowiedz sobie na to pytanie. Tylko pamiętaj, gdybyś kochał Dan, nie całowałbyś Lauren i tyle o niej nie myślał. Zastanów się czego chcesz, i z kim możesz być naprawdę szczęśliwy. - tymi słowami zostawiłam go wracając z powrotem do domu. 


~ . ~

Cały dom się trząsł od naszych porannych wariacji. Louis robił śniadanie, a przynajmniej próbował, Zayn układał sobie włosy głośno śpiewając, Liam słysząc to przyłączył się do niego. Harry jeszcze smacznie chrapał, ale głośne śpiewy obudziły go i z oburzoną miną udał się do salonu. Lauren toczyła wojnę z Niall'em o łazienkę, do której w końcu weszła Lily, co spowodowało jak zwykle wielką kłótnię z Niall'em. Po lekkim śniadaniu, ale naprawdę bardzo lekkim jakie sam Louis Tomlinson nam przygotował załadowaliśmy się do Tour Bus'a. Następnie, tym razem na moją prośbę zatrzymaliśmy się przy KFC, gdyż kisiel na śniadanie nie zadowolił mojego żołądka. No sorry, kisiel? Wykupieni załadowaliśmy się z powrotem do busa i zajadaliśmy się jedzeniem. Do plaży mieliśmy około 2 godziny jazdy, więc większość po zjedzeniu posiłku poszła spać. Z jednej strony miałam słodko śpiącego Harry'ego, a z drugiej Zayn'a, który usiłował nie zasypiać, twierdząc, że całe jego 30 minut układania włosów pójdzie na marne. Palnęłam go tylko pogrążając się w rozmowie z Lily o jej wyjeździe za 3 dni. Strasznie nie chciałam, żeby już jechała, nikt nie chciał, no oprócz naszego małego Irlandczyka. Od pewnego czasu mam wrażenie, że żyje w domu wariatów. Wszystko wszystkim nie pasuje, Lily i Niall się kłócą, Louis płacze, bo Harry nie chce " wozić " go na barana, Liam wydzwania do Danielle, bo podobno zadecydował z kim chce być, Lauren unika Liam'a i mam wrażenie, że Zayn w obecnym momencie ubóstwia bardziej swoje włosy niż mnie. No, ale mniejsza.
- Harry - potrząsnęłam Loczkowatym. - Harry wstawaj!
- Nie mamo, jeszcze 10 minut, przecież nie będę w spodniach - mamrotał pod nosem, na co wybuchnęliśmy głośnym śmiechem i Lou szybkim ruchem zwalił go z fotela. Wyszliśmy z busa i każdy poszedł w swoją stronę. Chłopcy do stylistek a następnie do scenarzystów, Lauren do scenarzystów, a ja udałam się razem z Lily do Roberta. Wzięłam aparat i wykonałam wszystkie niezbędne ustawienia. 
- Hej, widział ktoś resztę dziewczyn? - krzyczał jeden z filmowców. 
- Tu jestem! - krzyknęła mała blondynka podchodząc bliżej.
- Dobra, a 3 dziewczyna? Gdzie jest 3 dziewczyna? - popatrzył na nią, na co ta tylko wzruszyła ramionami. - Nie ma dziewczyny dla Niall'a!