środa, 13 czerwca 2012

osiemnasta owieczka.


- Dobra Liam, masz te ciastka?
- Mam.
- Okej, Lou jesteś gotowy?
- Oczywiście, jak bym mógł być nie gotowy na swoje urodziny? - zerknął na mnie z przymrużonymi oczami.
- Tak tak. Więc już po 20-stej, zaraz wszyscy będą. Gotowi? - na moje słowa wszyscy pokiwali głowami.
- Dobra, puszczaj Malik. - na te słowa mulat puścił muzykę i powoli ludzie zaproszeni na sylwestrowe urodziny Louis'a zaczęli się schodzić. Urodziny jednego z członków One Direction to nie byle co. Korzystając z tego, że mieliśmy dużo dom znalazło się tu ponad 100 osób. Ubrane w obcisłe czerwone sukienki we dwie, razem z Lily wyglądałyśmy bajecznie. Wysokie szpilki, idealnie ułożone włosy, usta pomalowane na krwisty czerwony i trochę za mocny makijaż. Ten dzień na zawsze będzie w mojej głowie, ponieważ to będzie nasz pierwszy Nowy Rok. To coś ważnego w naszym związku. Nigdy dotąd tak się nie przejmowałam kolacjami, wypadami, czy po prostu zwykłym siedzeniem przez tv z Zayn'em. A teraz serce waliło mi jak dzwon i za cholerne nie mogłam się uspokoić. Próbując się czymś zająć doniosłam kilka przekąsek i zaczepiona przez solenizanta zatańczyłam z nim pierwszy dość wolny taniec. Nie ma co, ale nasz Louis umie tańczyć. Później szybszy, już z Haroldem. Tak, z Harry'm tańczyło się takie tańce najlepiej. Po skończeniu się piosenki dyszeliśmy jak głupki. Następny zaś dopadł mnie Liam, który w jak najdelikatniejszy sposób próbował dowiedzieć się kiedy wraca Lauren. Pojechała do rodziny na święta, z resztą jak my wszyscy, z tym, że my wróciliśmy 2 dni wcześniej, a ona miała dotrzeć dopiero dzisiaj. Gdy piosenka dobiegła końca, ktoś podstawił mi szklankę pod nos obejmując mnie w pasie od tyłu i muskając swoim szorstkim policzkiem o mój. Dobrze znałam ten policzek.
- Mam cię - wymruczał - Po 12 porywam cię stąd.
- Jak to? Gdzie? - popatrzyłam na niego upijając łyk alkoholu.
- Niespodzianka - uśmiechnął się widząc moją minę.
- Przecież wiesz, że nie lubię niespodzianek. - zrobiłam naburmuszoną minę. - Zayn no!
- Nie ma takiej opcji. - cmoknął moje włosy. - Można panią prosić? - wyciągną rękę i kiedy położyłam ją na jego ręce, zakręcił mnie dookoła.

***

- Ej no. Fieszzz co? Cholera, no nie fieszz? - No patrz! Ja też nie! A to pech. - ruda roześmiała się i zaraz potem spadła z krzesła.
- Drewniakowa, przestań pierdolić - brunet wygramolił się z pod stołu pomagając podnieść się Lily. - Jesteś najebana w trzy dupy.
- Ty też i się nie czepiam! - ruda beknęła wybuchając ponownie głośnym śmiechem. - A pobawimy się w pszzszszsczółki ? - klasnęła w recę wylewając przy tym zawartość swojego kieliszka.
- Dobra, a na czym polega ta zabawa? - Louis wytężył wzrok próbując nalać trochę wódki do kieliszków.
- No więc słuchaj, słuchaj, słuchaj, słuchaj... - ruda czknęła na powrót wybuchając śmiechem.
- Do choolery, przecież cały czas słucham!
- No, no i co?
- No to, że jeszcze nic nie powiedziałaś.
- A no chyba że. Ale wiesz co? Powiem ci, że za cholerę nie pochwalam jednorazowych numerków. No bo wiesz, stały związek to stały wiązek nie!?
- Tak! - brunet podniósł kieliszek i stukając się razem z Lily wypił całą jego zawartość.
Już po chwili, oboje znaleźli się na górze, w pokoju Tomlinsona i w tępię natychmiastowym pozbywając się swojej garderoby. Brunet ująwszy Lily w swoje dość muskularne ręce błądził rozgrzanymi, pełnymi ustami po jej dekoldzie rzucając ją brutalnie na łóżko, siadł na nią okrakiem rozrywając jej koronkowy stanik. Ruda jęknęła, gdy chłopak zaczął ściskać i lizać nabrzmiałe już sutki. Ten tylko uśmiechnął się pod nosem przejeżdżając po jej brzuchu i z ciągając z niej majtki. Błądził rękami jak i językiem po jej wewnętrznej stronie ud doprowadzając ją do szaleństwa. Głośno jęknęła odszukując jego usta i wbijając się w nie w namiętnym pocałunku.
- Louis. Proszę, zrób to. - szepnęła ściskając go za pośladki. Jednak chłopak zlekceważył to i od nowa zaczął pieścić jej piersi.
- Proszę! - pisnęła biorąc w dłonie jego członka.
- Louis! Nie wytrzymam! Zrób to. - zarządzała co w końcu dało pozytywny efekt, gdyż chłopak w tępię ekspresowym wyciągnął z szafki prezerwatywę, uporał sie z nią i natychmiast, chyba najbrutalniej jak umiał wszedł w dziewczynę oblizując spierzchnięte wargi. Ta głośno jęknęła obejmując go z całych sił i podrygując a to do góry, a to w dół. Rytmicznie sie poruszając i pojękując nadszedł moment kulminacyjny i w tym momencie chłopak zszedł z dziewczyny opadając koło niej. Brunetka nic juz nie mówiąc przytuliła się do Louis'a i chwilę później można było dosłyszeć cichutkie pochrapywanie.

***

- No to jak tam, urodziny zaliczamy do udanych? Gdzie je spędziłeś? Bo już na pewno nie z nami. Którą wybrałeś? - Loczek dał Tomlinsonowi kuksańca w bok szczerząc się.
- A dziękuję, bardzo dobrze. A wręcz fenomenalnie. - brunet sie uśmiechnął, wyciągając się na fotelu. - Byłem z Lily I było cuudownie!
- Ale że co, spałeś z nią? - Liam zrobił wielkie oczy.
- To mało powiedziane. Była cudowna. I aż prosiła się o sex. Jej usta, dłonie, a piersi... - chłopak rozmarzył się biorąc ze stolika garść krakersów. Blondynek, który po cichu przysłuchiwał się rozmowie teraz wstał i łapiąc Louis'a za szmaty dał mu z pięści prosto w nos. Wszyscy zszokowani gapili się na leżącego Louis'a i siedzącego na nim Niall'a, który nadal okładał bruneta. W końcu Liam poderwał się i oderwał Niall'a od Louis'a.
- Co ci odbiło do jasnej cholery ? - warknął Liam patrząc na krwawiący noc Marchewkowego.
- A to za co? - zszokowany Louis wstał trzymając się za noc.
- Ty dobrze wiesz kurwa za co. - Niall z zaciśniętymi piąstkami opuścił pokój.

***

- Gdzie wszyscy? - rzuciła ruda wchodząc do domu, w którym wiało pustkami.
-Harry z Louis'em na pogotowiu, a Liam poszedł szukać Niall'a. - oznajmił Zayn wychodząc z pokoju.
- Jak to na pogotowiu ? - zdziwiłam się - Co się stało?
- Eee no Niall sie wkurzył, kiedy Louis powiedział, że się z tobą przespał - Zayn spojrzał na Lily drapiąc się po głowie.
- Co zrobił ? - Lauren wybałuszyła oczy.
- Spałam z Louis'em!? O cholera!
- ... i opowiedział to ze szczegółami. No i Niall się wkurzył i przywalił Louis'owi. - kontynuował chłopak.
- A co do tego ma Niall ?
- no jak widać dużo. Nieźle mu przywalił i chyba ma złamany nos. - Zayn skrzywił się.
- Ale dlaczego? - ruda stanowczo zbladła siadając na oparciu od fotela.
- Zapytaj się jego - mulat kiwnął głową na wchodzącego do domu Niall'a.



* Niall *
Wchodząc do domu zobaczyłem ją. Nieco rudawe włosy, drobna lekko piegowata twarz i zaszklone oczy, które teraz patrzyły na mnie. A usta? usta najdelikatniejsze, jakie kiedykolwiek całowałem, i które jeszcze niedawno całowały mnie. Lekko zadarty nosek i nieco piskliwy głosik - tak, zakochałem się. Ale nie dzisiaj, czy wczoraj. To było zakochanie w prost od pierwszego wejrzenia. Była cudowna, radosna, beztroska i zupełnie nieświadoma, że zakochało się w niej 2 facetów, 2 najlepszych przyjacieli. Tyle, że był pewien problem. Był Louis i on tutaj był największą przeszkodą. Na samym początku, brzydko mówiąc " zaklepał " ją sobie i postanowiłem się nie wtrącać. Łatwiej było mi trzymać ja na dystans, sprawić, żeby patrzyła na mnie z pogardą, żeby mnie nienawidziła . Jesteśmy przyjaciółki, dlatego to wszystko. Ale Louis przesadził. Zrobił coś, czego Lily nie pamięta, coś czego nie wiadomo, czy Lily chciała. I jeszcze o tym rozpowiada, przy mnie, przy wszystkich, chociaż dobrze wie, co do niej czuje. Nerwy mi puściły, ale nie żałuję.
- Niall? - zapytała zachrypniętym głosem podnosząc się z fotela. Zerknąłem tylko na nią, na co kontynuowała. - Nie wiem dlaczego i po co to zrobiłeś, ale dziękuję.
- Nie ma sprawy. - rzuciłem z lekkim uśmiechem udając się na górę. Nie zrezygnuje z niej. nawet nie ma takiej opcji.


~.~

Ten rozdział uświadomił mi, jaka jestem zboczona :o no ale mniejsza :D przepraszam, za tą scenkę łóżkową, ale powtarzam jeszcze raz, ja za cholerę nie umiem pisać takich scen, więc musi być niestety tak. więc już wszystko jasne, Niall kocha Lily :D nie martwcie sie, Louis sie wyliże, bd dobrze :D ten rozdział pisany ekspresem, gdyż mam tutaj nie małe zaległości. damy rade. do napisania :) @AwwwMalik





sobota, 9 czerwca 2012

siedemnasta owieczka.

- Tutaj musisz wyżej. And you stole my heart... Widzisz?
-Dobra, parę poprawek i będzie dobrze - skwitował Niall z uśmiechem przybijając Lokowanemu piątkę.
- Dobra robota, jeszcze trochę i będziemy mogli ją i parę innych pokazać Robertowi.
- No, no to było dobre - pochwaliłam chłopców za ich kolejny świetnie napisany tekst do piosenki klepiąc ich po plecach.
- No, a teraz lecimy na aerobik dziewczęta. - machnęłam ręką zachęcając je do pójścia za mną.
- Jak to? Myślałem, że dzisiaj spędzimy dzień razem. Przecież jutro lecimy na galę - mruknął niezadowolony łapiąc mnie w talii i przyciągając do siebie w mocnym uścisku.
- Oh tak wiem - musnęłam jego policzek rękę. - Ale mamy wkupiony karnet, sam rozumiesz - wzruszyłam ramionami. - Nie martw sie, cała noc przed nami - ucałowałam jego usta wyswobadzając się z jego uścisku i zmierzając w stronę drzwi.

***

- I raz i dwa i rączki do góry! - słyszałyśmy męski głos instruktora kiedy wchodziłyśmy na sale. Tak, znowu spóźnione. No ale cóż, Lily postanowiła prowadzić, co się dziwić.
-Przepraszamy - powiedziała słodko ruda trzepocząc rzęsami.
- Ojojoj moje drogie panie. Proszę, pani w zielonym zostanie po zajęciach. A teraz proszę, rozgrzeweczka. - uśmiechnął się lekko patrząc na mnie i z powrotem powrócił do ćwiczeń. No tak, to ja miałam zieloną bluzkę, która zawaliłam z resztą Niall'owi. Skinęłam tylko głową i zabrałam się za rozgrzewkę. O co mogło mu chodzić? Przecież nie tylko ja się spóźniłam...Po godzinnych ćwiczeniach sala opustoszała i zostałam razem z instruktorem.
- Więc pani...
- Vivian, po prostu Vivian - podałam mu rękę z lekkim uśmiechem.
- Więc witaj Vivian. Jestem Thomas. - uścisnął rękę wyraźnie się uśmiechając.
- Co ty na to, że w ramach spóźnienia dasz zaprosić się na kawę?
- Ale - zawahałam się - Nie jestem odpowiednio ubrana, poza tym...
- To nie będzie potrzebne, na prawdę. - zaśmiał się otwierając przede mną drzwi.
- Więc dobrze, chodźmy - ominęłam go udając się do wyjścia a następnie do baru.




- Hahahahahaha no nie mogę! - usłyszałam śmiech Harolda turlającego się ze śmiechu po ziemi, kiedy to weszłam do domu.
- To było boskie! - usłyszałam dość piskliwy głos Louisa, który zaraz po tym wybychł śmiechem razem z resztą.
- Hej. - krzyknęłam zdejmując buty, zakładając super-owieczkowe ciapki i wchodząc do salonu. To co tam zobaczyłam, było dość dziwne. Harold tarzający się po ziemi, Lou leżący na kanapie zrozwalonymi chipsami, Liam z Lauren cali czerwoni, Zayn nagrywający to wszystko i Lily z gitarą. Tylko Nialla nigdzie nie mogłam dostrzec.
- Co wy tutaj robicie? - na te słowa Harry ponownie się roześmiał. Nie wiem, nawdychał się czegoś, czy co...
- Vivian, patrz co napisałam.


Muzyka ciągle gra, ty kręcisz się
Ale brak ci tchu, spociłeś się
Kiedy widzę cię, rzygać mi się chcę
, Ale nie martw się, kiedyś odchudzisz sięę...
Czekałam na takiego grubasa jak ty! *


Ostatnie pociągnięcia na strunach i nagle bum! Jedna ze strun, po prostu pękła.
- Ups! - ruda przyłożyła rękę do ust.
- No to świetnie.
- A gdzie jest tak w ogóle Niall? - zapytałam.
- Pojechał na zakupy, a później do Roberta. - wytłumaczył mi Liam obejmując Lauren.
- Jak wróci, mam przesrane. Cholera!
- To jego ulubiona gitara!
- Oj nie dobrze - skwitowałam słysząc trzask zamykających się drzwi wejściowych. Do salonu wszedł dumnie Niall z zakupami, na co wszyscy zwróciliśmy na niego wzrok.
- Cześć, co robicie? - zawołał radośnie, ale im dłużej patrzył na Lily, tym szybciej jego mina robiła się nieciekawa. - Co ty do cholery robisz z moją gitarą? - zapytał stanowczo wypuszczając siatkę za zakupami z rąk.
- Eee no wiesz. Grałam sobie, no i pękła no, no - ruda zaczęła się jąkać. - Nie chciałam, przykro mi. Odkupie ci ją, albo coś - wzruszyła ramionami wychodząc z pokoju.
- Niee no! Ja ją kiedyś zabiję! Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam, do cholery! - wykrzyczał Niall robiąc się czerwony.

* Lily *

Po prostu skandal! Normalnie chamstwo w biały dzień. Ja w tym domu nie mam nic do gadania! Od kiedy Liam wielki " Daddy Direction " ustawił grafik, kto i w jakie dni odbiera mnie ze szkoły trafia mnie szlag! Poniedziałek, środa - kto mnie odbiera? No oczywiście, że Niall! I teraz idę 10 metrów za tym matołem nie przyznawając się do niego. A tu ni z gruchy, ni z pietruchy tony fanek nagle rzuciło się na blondyna. Pięknie! Teraz to szybciej będzie iść do domu na piechotę. Podeszłam bliżej nasłuchując dzikie piski. To okropne! musiałam czekać, no bo co innego mi zostało? Ale kiedy na mnie spojrzał, jego spojrzenie było inne, nie takie samo jak zawsze. Dopiero wtedy zobaczyłam, jakie on na piękne oczy, i jak pięknie nimi na mnie patrzył. I wtedy mnie tknęło, zrobiłam coś głupiego. Tak, i to bardzo.
- Ah, Niall, kochanie. Miałeś na mnie poczekać. - krzyknęłam przepychając sie łokciami przez rzeszę fanek i uwieszając się na jego szyi. I wtedy to się stało. Ujęłam jego twarz i najnormalniej w świecie go pocałowałam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie był to żaden cmok, ani nic z tych rzeczy. Trwałam w tym i cholernie mi się to podobało. Gdyby jeszcze było mało głupstw, chłopak wcale się nie sprzeciwiał, wręcz przeciwnie, oddawał pocałunek za pocałunkiem. W końcu, kiedy się od niego oderwałam, pociągnęłam go, a raczej wyrwałam z sideł czegoś, co nazywa się fankami i wsiedliśmy do samochodu.Droga do domu? Bąknął tylko ciche " dzięki " i na tym się skończyło. I dobrze. Wcale nie chciałam z nim gadać. A może chciałam? Może chciałam usłyszeć jego delikatnie piskliwy głos i zobaczyć nieco krzywe zęby w szerokim uśmiechu? Nie! Lily, ogarnij. To był impuls.
- Myślę, że powinniśmy zapomnieć o tamtym. - powiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Mhm tak, to dobry pomysł.
- Fajnie.
- Fajnie.
No i to by było na tyle, proszę państwa. Wszystko wróciło do normy. Ale nie jestem pewna, czy chce, żeby wszystko było jak dawniej. Przynajmniej nie w stosunkach z Niall'em.






* - jest to fragment piosenki, którą napisałam ja, do piosenki Stole my heart.



Cześć i czołem! Jejku, strasznie przepraszam, że tak dawno mnie tu nie było. Najpierw byłam bez komputera przez ponad 2 tygodnie, a teraz mam remont w domu i jest ogólny bałagan :o rozdział krótki, bo krótki ale jest :> pytania tutaj : http://ask.fm/AwwwMalik
Do przeczytania ♥ @AwwwMalik

środa, 16 maja 2012

szesnasta owieczka.

- Puk puk! - brunet zapukał do pokoju, w którym jak zwykle już od kilku dni panowała ciemność. Zasłonięte zasłony, zgaszona lampka, głucha cisza i dziewczyna, z długimi wręcz rudawymi włosami i oczami niebieskimi niczym niebo, bezchmurne, czyste, które właśnie w tej chwili skupiały się tylko na nim, były tylko dla niego.
- Louis bez jaj. Coś ty na siebie włożył? - zaśmiała się podciągając się do siadu. 
- Louis? Nie znam gościa - wzruszył ramionami - Jestem doktor Super Marchewka i zaraz się tobą zajmę! - podniósł swoją pelerynkę, którą ruda dopiero teraz zauważyła. Nasunął słuchawki na uszy i przyrządem do osłuchiwania przyłożył jej do pleców i mamrotał coś pod nosem. - Ajajaj - cmoknął ustami - Myślę, że będziesz musiała zdjąć koszulkę, to na potrzeby badania, oczywiście - wyszczerzył się.
- A ja myślę, że to tobie przydał by się lekarz - ponownie się zaśmiała -Poza tym, mam złamaną nogę, a nie zapalenie płuc - Lily wywróciła oczami.
- Ah, ty to umiesz popsuć człowiekowi zabawę. - zmartwił się - Tak czy siak, zobacz co dla ciebie mam! Marchewkowy placek, marchewkowy sok, marchewkowa sałatka, z marchewek oczywiście, marchewkowe cukierki i marchewkowy budyń. 
- Ocipiałeś ze szczęścia!? Nie mam zamiaru tego czegoś jeść. Tobie naprawdę potrzeba lekarza - przyłożyła rękę do jego czoła, sprawdzając gorączkę.
- No, a teraz robimy aaaam, za Louiska - podmuchał marchewkowy budyń przykładając do ust niebieskookiej. Ta tylko wystawiła język z lekkim skrzywieniem i zanurkowała pod kołdrę. 
- To może za mamę? Tatę? Babcię? - poczekał na odpowiedź, ale nie otrzymawszy jej kontynuował - Oh daj spokój, nie może być takie złe - nabrał na łyżeczkę trochę marchewkowej papki wkładając ją w całości do buzi. - Osz cholera! Może! - w tępię natychmiastowym wypluł to co miał w buzi. 
- Tak tak, a teraz mógłbyś mnie wziąć...
- Nie, no dobra nie ma sprawy, ale nie lepiej, gdybyśmy poczekali? Przynajmniej do ślubu, sama rozumiesz. Wiem, że nie możesz się mi oprzeć, ale poczekaj jeszcze chwilę - przerwał jej.
- ... na dół? - dokończyła - Oh Tomlinson, ty zboczeńcu!
- A tam, dlaczego zaraz zboczeńcu? W końcu, to jakaś odskocznia od Harry'ego. - umieścił Lily na swoich plecach lekko ją poprawiając. Ta objęła go za szyję gryząc i pstrykając go w lewe ucho. Usadził ją delikatnie na sofie zajmując miejsce obok niej. 
- Ugotowałabym coś, gdyby Niall nie jadł za pięciu. - pokręciłam głową przysiadając się do Lily i Louis'a. 
- Nic nowego - prychnęła Lily. 
- Masz z tym jakiś problem? Nie twoja sprawa co i w jakich ilościach jem! 
- Moja, bo wyobraź sobie, że tez tu mieszkam! Nie jesteś sam Panie-Wielka-Gwiazdo.
- Dobra, dość tego. - podniosłam głos.
- Sorry Viv, ale nie wtrącaj się. Ma coś do mnie, no to słucham - Blondynek spojrzał na mnie przepraszająco zwracając wzrok z powrotem na rudą. 
- Mam i to dużo, żebyś wiedział! Dość mam oglądania twojego ryja, a moja babcia śpiewa już lepiej.
- Sama masz ryja - roześmiał się - I to jakiego. Zabawna jesteś. Ah, co ta zazdrość robi z człowiekiem. 
- Ta, ten twój aparacik może wyprostuje ci zęby, ale z twarzą będzie gorzej. 
- Dość! - tym razem uniósł się Liam - Macie do cholery przestać! Tego nie da się już słuchać! 
- Ona zaczęła - blondynek wzruszył ramionami - Mam nadzieje, że niedługo stąd wyjedzie - rzucił na odchodne udając się na taras. 
- Idealnie - szepnęłam idąc zła na górę i zamykając za sobą drzwi i kładąc się plackiem na łóżku. Nie mogłam pojąć, skąd u nich bierze się taka nienawiść? Ja tu zwariuję, ocipieje i ochujam, 3 w 1, taki bonus. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi i do pokoju wszedł Zayn kładąc się obok mnie. 
- Jak zwykle. Po prostu jak dzieci no. Brak słów. 
- To dlaczego ciągle mówisz? 
- Zayn no! - walnęłam go w ramie. 
- Daj spokój. To nie twoja wina. Nie zbawisz całego świata ani nie sprawisz, że wszyscy będą się lubić. Brzdąc, no. - złożył na moim nagim obojczyki pocałunek. 
- No wiem, ale to dziwne, kiedy twoi przyjaciele wiecznie się kłócą. Niech to szlag, przez nich nie zasnę i będę o tym myśleć. 
- Ależ kochanie, myślisz, że dałbym ci dzisiaj zasnąć? 


***


Korzystając z tego, że chłopcy grali koncert charytatywny i następnie mieli " wieczór 1D " postanowiłyśmy razem z dziewczynami pójść na aerobik. Wiadomo, trochę ruchu nam nie zaszkodzi, tym bardziej, że aż do świąt żadne z nas nie ma większej pracy a z noga Lily już wszystko w porządku.Wykupiłyśmy karnety, przebrałyśmy się i podążałyśmy we wskazanym nam kierunku. Wchodząc na salę zobaczyłyśmy już rozciągające się ( głownie kobiety, jak sądzę ). Przeprosiłyśmy grzecznie za spóźnienie pana instruktora i biorąc swoja maty zaczęłyśmy ćwiczenia. Nie powiem, że nie, facet był całkiem niezły. Całkiem?! Vivian, proszę cię! Był nieziemski! Jego ciało, aż się prosiło o dotknięcie, żeby tylko to. Uśmiechnęłyśmy się do siebie porozumiewawczo i Lily zaczęła swój podbój.
- Przepraszam - podniosła rękę - Jestem z koleżankami nowa i mamy drobne problemy z ćwiczeniami - zamrugała oczami poprawiając włosy. Co jak co, ale Lily umiała zagadać faceta. Była w tym perfekcjonistką. 
- Jasne, już podchodzę. - obdarzył ją uśmiechem i nie dłużej jak po 5 minutach podtrzymywał ją za biodra, gdy ta zadowolona robiła ćwiczenia. Nie było ono za bardzo skomplikowane, no ale.. Przystojny pan instruktor pomógł także nam, mimo naszych protestów. 
- Aaaaa! Jaka dupcia! - zachwycała się Lily, gdy byłyśmy już w samochodzie. - A widziałyście jego mięśnie brzucha? O mamo! 
- Ta, a widziałaś jak gapił się na naszą Viv? - zarzuciła Lauren odpalając silnik samochodu. 
- Ona zawsze zgarnia najgorętsze sztuki. Pfy! - zarzuciła mi Lily - Masz Zayn'a! 
- Przecież ja nic nie zrobiłam! To on patrzył się na mnie, a nie ja na niego. Wyluzujcie, tak? - krzyknęłam. 
- Dobra dobra, winny zawsze się tłumaczy. Powiem Zayn'owi! 
- Tak? W takim razie, ja powiem Liam'owi - wystawiłam język. 
- Nie śmieszne! Eh, skąd wiesz? 
- Bo wiesz, w nas w domu ściany i Niall mają uszy - zaśmiałam się - Ale ty to jednak jędza jesteś. Żeby nam nie powiedzieć, że jesteś z Liam'em no to już chamstwo.
- Oj no przepraszam no. Ale dla mnie to też jest szok. Zostawił ją i wybrał mnie. 
- I dobrze zrobił - wtrąciła się Lily. - Chłopak wie co dobre. 
- O tak. A teraz lepiej, żeby tego nie spieprzył. Bo będzie miał z nami do czynienia. - uśmiechnęłam się przytulając się do przyjaciółki - Bardzo się cieszę. 




No i w tym momencie, jestem z siebie cholernie dumna! Jutro mam sprawdzian z chemii, kartkówkę z matematyki i masę lekcji z niemieckiego, ale przepisałam rozdział :D Także tego, do następnego :> ~ wasza @AwwwMalik :D

piątek, 11 maja 2012

piętnasta owieczka.

Rozwścieczony scenarzysta chodził w tą i z powrotem silnie dyskutując o czymś z kimś przez telefon. 
- Pięknie! - skwitował rozłączając się - Złamała nogę. Nie mamy dziewczyny dla Niall'a. A nie mogę odwołać tych zdjęć. Vivian? - spojrzałam na niego wyczekująco, na co on kontynuował. - Głupia sprawa, ale co ty na to, żebyś to ty zagrała ? Nie mamy wyjścia, nie mamy tu więcej dziewczyn, a ty jesteś najpewniejsza. 
- Ale... ja no, no nie mogę. Mam robić zdjęcia poza tym...
- Hej, przecież mamy Lily! - odezwał się Zayn spoglądając na brunetkę.
- Świetnie. Za 30 minut zaczynamy. - oświadczył Robert biorąc Lily na bok. Rozmawiając z nią co chwilę się unosił i machał rękami krzycząc. 
- Nie no wszystko ładnie, pięknie, ale nie mógł by pan zmienić chłopaka? 
- Niestety nie, przykro mi. Lauren jest z Harry'm, blondi z Zayn'em a ty musisz być z małym Irlandczykiem. Tu masz napisane co masz robić - podał jej plik papierów. - Gdybyś miała jakieś pytanie, jestem u siebie. - oświadczył odchodząc. 
- Gdzie jest nóż? Dajcie mi noża - sieknęła się kartkami w czoło.

Zwrotka Liam'a, scena z Louisem jadącym samochodem. Zwrotka Harry'ego, seria zdjęć. Mała blondi razem z Zayn'em przy jego zwrotce. Ganiający się nastolatkowie wzdłuż brzegu, plusk do wody, poprawki scenarzystów, serie zdjęć. Refren, zbliżenie na Niall'a , który to śpiewał z uśmiechem na twarzy wprost do Lily. Pstrykałam zdjęcia wraz z 3 innymi fotografami bujając się w rytm puszczanej muzyki, gdy nagle usłyszałam hałas i przekleństwo Niall'a. Kiedy spojrzałam w tamta stronę, zobaczyłam Lily siedzącą dumnie na pnie drzewa, i Niall'a, który leżał na piasku. 
- Na miłość Boską, Lily! Co ci odbiło!? - Nie będzie mnie dotykał, już wystarczy że dla mnie " śpiewa " . A tak swoją drogą...
- To tylko zdjęcia, tak jest w planie! Proszę, jeszcze raz. Z tej sceny potrzeba nam dużo dobrych zdjęć. Kolejne rytmy piosenki, kolejna scena z Niall'em i Lily i kolejna gleba blondynka. 
- Do kurwy nędzy, jeszcze raz, a przysięgam, że ci oddam! - wkurzony Niall podniósł się otrzepując z siebie piach i idąc w stronę morza. 
- Przerwa! 10 minut. To dopiero zdjęcia, już się boję co będzie za kilka dni na planie. - Robert się załamał łapiąc się za głowę.
- Jak to za kilka dni? Nie, nie. Facet, ja jutro to będę się pakować, a za 2 dni wylatuje do Londynu.
- Facetko, nie wydaje mi się. Jutro i pojutrze mamy jeszcze zdjęcia, a później będziesz się uczyć jak grać i jak nie bić Niall'a. 
- Ale...
- Nie ma żadnych ale. Zaraz dzwonię do twoich rodziców i do twojej szkoły. Żeby nie przerywać ci roku, musimy zapisać cię do szkoły na miejscu. - zakomunikował, na co ona jęknęła. 



W następnych dniach zdjęć, a później kręcenia teledysku wszyscy bardzo się staraliśmy, włącznie z Lily i Niall'em, żeby jak najszybciej zakończyć pracę. Ja robiłam dodatkowe zdjęcia, dziewczyny, a przynajmniej blondi i Lauren świetnie się bawiły nagrywając teledysk.
- Dobra, teledysk skończony! Dobra robota moi drodzy! - na te słowa wszyscy wybuchnęliśmy głośnym " nareszcie " i postanowiliśmy wskoczyć do wody. Woda była cudowna. Piasek idealnie połyskiwał w słońcu. 
- No to co, noc pod gwiazdami ? - mulat objął mnie muskając przy tym moją mokrą skórę.
- Świetny pomysł, czemu nie? To ja pójdę po drzewo. Rozpalimy ognisko. - rzucił Lou. 
- Pomogę ci - zaoferował się Niall idąc za zielonookim. 
- No to ja jadę do sklepu po jakieś żarcie. - rzucił Zayn zmierzając w stronę samochodu. 
- No to ci pomogę - zaoferowała się Lauren i poszła w jego ślady. 

W międzyczasie reszta, czyli Harold, Liam, Lily i ja obijaliśmy się leżąc na ciepłym piasku i rozmawiając. Przynajmniej ja z Harry'm. Nasz Loczkowski był naprawdę wspaniałym chłopakiem i aż dziwne, że nie miał dziewczyny. Przystojny, dość wysportowany, z idealną fryzurą, miły, dowcipny, czuły, opiekuńczy i mega pociągający. Tak, to dziwne, że myślę o nim w ten sposób. Dobra, hamuj sobie. Tak więc rozmawiając tylko i wyłącznie z moim przyjacielem przeczekaliśmy do powrotu reszty.
- A dłużej się nie dało? - krzyknęłam, kiedy byli już niedaleko nas. - Co wy w Afryce po to drewno byliście?
- No wyobraź sobie, że nie. W żadnym sklepie nie było drewna do kupienia - Boo Bear wywrócił oczami - A Niall nie chciał mi pomóc tylko się obżerał. 
- No no, tak tak - mruknął - A tak swoją drogą, kiedy już skończycie ta bezsensowną dyskusję, to chce ktoś kebaba? 
- No wyobraź sobie, że nie, nie dało się dłużej. I ten jeszcze o tym kebabie. Nie no! - na te słowa zrobiłam mega poker face'a i oparłam się o Hazzę. Ja nie wiem, mamy XXI wiek, technologia poszła do przodu, a tu rodzi się taki Louis. 
- A nie pomyślałeś, że drzewo można znaleźć w lesie? Bo w lesie jest mnóstwo drzew, bo do chuja las mamy tam? - wskazałam palcem w kierunku lasu. Nie był on duży, ale przecież w jak normalnym lesie, drzewo było. - Nie no czymaj mnie, bo ja mnie wyczymie! ( decyk for Pingwin, yo! xd ) * 

Po bulwersach, w końcu nasz mały, głupiutki Carrot-boy przyniósł nam drewno ( wyobraźcie sobie, że z lasu *____*) i nawet udało mu się rozpalić ognisko. Zayn z Lauren odkupili pół sklepu, co Niall'owi było na rękę, więc usiedliśmy piekąc kiełbaski. Zadowoleni rozmawialiśmy się, śmialiśmy się i ogólny luzik. W końcu Louis'a olśniło, i wymyślił sobie, że pogramy w piłkę nożną. Wszyscy zgodnie zadecydowaliśmy, że to dobry pomyśł i podzieliliśmy się na 2 drużyny. W jednej znajdowali się Niall, Louis, Liam i ja, a w przeciwnej reszta, czyli Lauren, Lily, Zayn i Harold. Zrobiliśmy bramki z pustych puszek i gra się zaczęła. Może Lou nie jest zbyt mądry ( ba, grzechem byłoby powiedzieć, że on w ogóle jest mądry ) ale w sportach radzi sobie bardzo dobrze. Strzelał bramkę za bramką rozpraszając broniącego Loczka. Ten by się odpłacić postanowił pokazać mu swoje pośladki.
- Zacna pupcia, Haroldzie - skwitowałam kiwając głową z bananem na twarzy. Aj, co to była za pupcia... Lily, która obecnie miała piłkę, zagapiła się na Harry'ego i momentalnie kopnęła piłkę, znajdując się tym samym na piasku trzymając się za nogę. 
- Ale drewno! - krzyknął Lou, ale zaraz po chwili zaczął głośno krzyczeć jej imię i w tępię ekspresowym znalazł się przy brunetce. 
- Matko moja! Złamała stopę! Matko zróbcie coś! Ona umiera, Drewniana, nieeeeee! - zaczął panikę machając rękami. 
- Zaraz ty będziesz umierał, jak nie przestaniesz panikować. - syknęła przez zęby. - Nic mi nie jest - machnęła rękę próbując wstać, lecz bez skutku. Runęła z powrotem na ziemię opierając się o Louis'a. 
- No pięknie Harry. Widzisz co narobiłeś? Że też musisz mieć taką piękną pupcię. 





* - błąd celowy :D no stress :D




Nie dość, że krótko, to nudno. Tak tak, wiem. Poprawię się :>

No i tak, wielkie ukłony i wgl całuję rączki mojej Asi, bez której zgubiłabym się na blogspocie, i która kurde mnie motywuje. Uwielbiam cię :*

Do następnego xx @AwwwMalik

wtorek, 8 maja 2012

czternasta owieczka.

- Się porobiło - westchnęła Lily - To co, napijmy się. 
- No ba. Party hard biczys! - Loczek klepnął Louisa w tyłek ciągnąc go za pasek od spodni w kierunku napoi alkoholowych. 
- Chciałam dobrze, no! - jęknęłam uwieszając się na szyi Zayn'a. - Skąd miałam wiedzieć co strzeli do łba temu pajacowi? - wywróciłam oczami. - Nie, w sumie to było do przewidzenia. 
- Oh daj już spokój - cmoknął mnie w kącik ust. - To nie twoja wina. Ale teraz, chętnie posłucham o tobie i Niall'u. - założył ręce na klatce piersiowej bacznie mi się przyglądając. 
- Muszę się napić - kiwnęłam głową ciągnąc go do kuchni. 
Po paru głębszych razem z Lily i Louisem postanowiliśmy rozkręcić imprezę jeszcze bardziej i w tym celu wskoczyliśmy na stół gibiąc się na wszystkie strony i głośno śpiewając ( lepszym określeniem byłoby " drzeć ryja " ale zostańmy przy śpiewaniu ) . Następnie dołączył do nas Harry i razem z nim w rytmie " Ai Se Eu Pego " odtańczyliśmy cały taniec trochę go urozmaicając. Pomijając połamany stół na którym w jednej chwili znajdowała się cała nasza 6 było naprawdę ciekawie. Następną część imprezy przetańczyłam już tylko w objęciach mojego ulubionego brązowookiego. 

* Liam *

Obudziłem się w moim łózko sam. Spojrzałem na moją rękę, gdzie jeszcze przed paroma godzinami była ona połączona z rękę Lauren. Mimowolnie uśmiechnąłem się na samą myśl o dziewczynie i wypuściłem powietrze ze świstem. Leniwie zsunąłem się z łóżka, orientując się że nie jestem sam w pokoju. Na fotelu spała Lauren. Uśmiechała się przez sen i w tym momencie uświadomiłem sobie, jak bardzo kochałem ten uśmiech jak on na mnie działał i co potrafił ze mną zrobić. Na przykład wczoraj. Kłótnia z Dan, bardzo ostra kłótnia. Po której uświadomiłem sobie, że ona nie jest dla mnie już taka ważna. Nawet za nią nie pobiegłem kiedy wybiegała, wręcz przeciwnie - poczułem ulgę. Nie darzę jej już takim głębokim uczuciem, jakbym czuł, że uczucie wygasa a zamiast jego pojawiło się nowe, silniejsze w stosunku do brązowowłosej piękności leżącej teraz na wyciągnięcie ręki. Pytanie, czy chcę skrzywdzić Danielle i zaryzykować z Lauren? Czy Lauren czuje do mnie to, co ja czuje do niej? Czy na prawdę już nic nie obchodzi mnie moja ukochana, z którą miałem spędzić resztę swojego życia?
- Oh Liam - brunetka przetarła oczy - Przepraszam, chciałam pogadać, ale zobaczyłam, że jeszcze śpisz, więc postanowiłam poczekać i widocznie zasnęłam. - uśmiechnęła się przeciągając się. 
- Nic się nie stało. O czym chciałaś pogadać? 
- Jak to o czym? O wczoraj. Słuchaj Liam, jeśli chcesz to ja pogadam z Dan i wytłumaczę jej, że między nami nic nie ma i że tamto, to był tylko głupi żart Louis'a. Bo tak było. Swoją drogą, nie zauważyłeś, że jak na Louisa to było kiepskie? 
- Naprawdę tak myślisz? - prychnąłem - Naprawdę myślisz, że między nami nic nie ma? 
- A ty myślisz, że jest? - podniosła na mnie swój wzrok. Chwilę myślałem, ale postanowiłem iść na całość i przerwałem niezręczną ciszę krótkim ' tak ' i zrobiłem coś, czego za cholerę bym się po sobie nie spodziewał. Zasmakowałem namiętnie jej malinowych ust przylegając do niej całym ciałem. Trwaliśmy tak jeszcze przez chwilę i oderwaliśmy się od siebie zaczerpując powietrza. Popatrzyła na mnie wymierzając mi policzek i uciekając z płaczem z pokoju. Złapałem się za głowę, jakby dopiero w tej chwili dotarło do mnie co własnie zrobiłem. Ale nie żałowałem tego, za cholerę. Ten krótki, ale jakże namiętny pocałunek coś mi uświadomił. Czyżbym ją kochał?



* Viv *


Zamulając razem z ledwo żywym Harry'm, który leżał głową na stole zauważyłam wychodzącego, a wręcz wybiegającego Liam'a z domu. Zdziwiłam się, bo to by oznaczało, że ten ciołek ( czytaj : Louis ) znalazł klucz. Tylko dlaczego ja o tym nic nie wiem?
- Louis znalazłeś kluczyk ?
- Nie musiałem - mruknął - A co, chcesz pożyczyć ? - zerknął na mnie poruszając brwiami. 
- Jak to nie musiałeś? 
- Normalnie - wzruszył ramionami - Zrobiłem to celowo. Kluczyk miałem cały czas przy sobie. Tylko głupi by nie zauważył, że Liam leci na Lauren. Ale pogubił się chłopak, to mu pomogłem. 
- Od cholery - rzuciłam na odchodne udając się do wyjścia. Louis jest wręcz profesjonalistą w robieniu z siebie debila i udawaniu głupka. Z takim talentem trzeba się urodzić, nie ma co! Postanowiłam poszukać Liam'a i z nim pogadać. Wyszłam z domu udając się na aleję i szłam przed siebie. Miałam nadzieję, że spotkam Liam'a i nie myliłam się. Siedział na ławce ze spuszczoną głową.
- Hej - usiadłam obok niego.
- Pocałowałem Lauren.
- Co zrobiłeś? - wywaliłam oczy.
- No pocałowałem. I teraz już kompletnie nie wiem co mam robić Vivian. Bo ja po prostu nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ale Danielle. Co z nią? Czuję coś do niej, ale to już nie to samo. Boże, jedna wielka masakra. 
- No i to jaka. - westchnęłam - To jest trudna decyzja, ale co byś nie zrobił, skrzywdzisz jedną z nich. 
- Mam wybierać? Kogo? Jak?
- Nie wiem, ty odpowiedz sobie na to pytanie. Tylko pamiętaj, gdybyś kochał Dan, nie całowałbyś Lauren i tyle o niej nie myślał. Zastanów się czego chcesz, i z kim możesz być naprawdę szczęśliwy. - tymi słowami zostawiłam go wracając z powrotem do domu. 


~ . ~

Cały dom się trząsł od naszych porannych wariacji. Louis robił śniadanie, a przynajmniej próbował, Zayn układał sobie włosy głośno śpiewając, Liam słysząc to przyłączył się do niego. Harry jeszcze smacznie chrapał, ale głośne śpiewy obudziły go i z oburzoną miną udał się do salonu. Lauren toczyła wojnę z Niall'em o łazienkę, do której w końcu weszła Lily, co spowodowało jak zwykle wielką kłótnię z Niall'em. Po lekkim śniadaniu, ale naprawdę bardzo lekkim jakie sam Louis Tomlinson nam przygotował załadowaliśmy się do Tour Bus'a. Następnie, tym razem na moją prośbę zatrzymaliśmy się przy KFC, gdyż kisiel na śniadanie nie zadowolił mojego żołądka. No sorry, kisiel? Wykupieni załadowaliśmy się z powrotem do busa i zajadaliśmy się jedzeniem. Do plaży mieliśmy około 2 godziny jazdy, więc większość po zjedzeniu posiłku poszła spać. Z jednej strony miałam słodko śpiącego Harry'ego, a z drugiej Zayn'a, który usiłował nie zasypiać, twierdząc, że całe jego 30 minut układania włosów pójdzie na marne. Palnęłam go tylko pogrążając się w rozmowie z Lily o jej wyjeździe za 3 dni. Strasznie nie chciałam, żeby już jechała, nikt nie chciał, no oprócz naszego małego Irlandczyka. Od pewnego czasu mam wrażenie, że żyje w domu wariatów. Wszystko wszystkim nie pasuje, Lily i Niall się kłócą, Louis płacze, bo Harry nie chce " wozić " go na barana, Liam wydzwania do Danielle, bo podobno zadecydował z kim chce być, Lauren unika Liam'a i mam wrażenie, że Zayn w obecnym momencie ubóstwia bardziej swoje włosy niż mnie. No, ale mniejsza.
- Harry - potrząsnęłam Loczkowatym. - Harry wstawaj!
- Nie mamo, jeszcze 10 minut, przecież nie będę w spodniach - mamrotał pod nosem, na co wybuchnęliśmy głośnym śmiechem i Lou szybkim ruchem zwalił go z fotela. Wyszliśmy z busa i każdy poszedł w swoją stronę. Chłopcy do stylistek a następnie do scenarzystów, Lauren do scenarzystów, a ja udałam się razem z Lily do Roberta. Wzięłam aparat i wykonałam wszystkie niezbędne ustawienia. 
- Hej, widział ktoś resztę dziewczyn? - krzyczał jeden z filmowców. 
- Tu jestem! - krzyknęła mała blondynka podchodząc bliżej.
- Dobra, a 3 dziewczyna? Gdzie jest 3 dziewczyna? - popatrzył na nią, na co ta tylko wzruszyła ramionami. - Nie ma dziewczyny dla Niall'a!

trzynasta owieczka.

Chłopcy są dosłownie rozchwytywani. Pod domem, w sklepie, w kinie, na mieście, gdziekolwiek, kiedy się nie pojawią zaczynają się dzikie piski i wrzaski. Do tej pory mi to nie przeszkadzało, ale jak stoi banda rozwydrzonych dziewic pod domem i drze ryja no to nawet do kibla masz problemy iść. Ochrona 24h ma dobę. Piosenka What Makes You Beautiful przyniosła chłopcom wielką sławę. Boje się nawet pomyśleć, co będzie jak pojawi się teledysk, a co dopiero dalsze piosenki i płyta. Wyszłam z domu by wziąć najnowszą gazetę i odebrać listy ze skrzynki, gdy nagle dostałam czymś twardym w głowę. Upadłam, ale momentalnie się podniosłam orientując się, co było sprawcą mojego potknięcia. Marchewka. Marchewka?! A może to był ziemniak? Nie, to zdecydowanie była marchewka. Ale od kiedy marchewka ma kształt ziemniaka? Zmutowane dziadostwo. Nie ważne. W każdym razie fanki, fanki i jeszcze raz fanki. Ja wszystko rozumiem, serio. Kochają ich, ich muzykę, podziwiają, ale nie muszą stać tu całymi dniami i nocami ( bo takie osobniki tez się zdarzają ) rzucając zmutowanymi marchewkami! Dość tego. 
- Macie tam iść i to natychmiast. Bo inaczej ja się z tymi laluniami rozprawię.- krzyknęłam wchodząc do domu i trzaskając drzwiami. 
- Spokojnie Viv, pamiętaj o oddychaniu. - Liam poklepał mnie po plecach patrząc na moja czerwoną twarz.
- Jak mam oddychać, jak banda bachorów stoi i wydziera się pod naszym domem?! - wybuchnęłam machając rękami. Zayn wychodzący z kuchni gdy tylko mnie zobaczył momentalnie znalazł się przy mnie mocno mnie obejmując.
- No już, spokojnie. Zaraz tam pójdziemy i to załatwimy. - przeczesał ręką po moich włosach składając na mym policzku pojedynczy pocałunek. - Oj ty mój mały Brzdącu - szepnął mi do ucha i mocniej się we mnie wtulił powodując u mnie uśmiech. Boże, litości! Jak on na mnie działał! - A teraz, mogłabyś zajrzeć do kuchni? Zdaje się, że Harry chce nas wysadzić w powietrze - zaśmiał się, na co mu zawtórowałam wyswobadzając się z jego mocnego uścisku. Szepnęłam mu tylko " Dziękuję " i weszłam do kuchni. 
- O w dupkę, Hazzia, czy ty chcesz nas wszystkich otruć? Co ty w ogólne wyprawiasz? - patrzyłam na Kędzierzawego, który mieszał coś w wielkiej misce. W całej kuchni walały się opakowania po cukrze, mące itp.
- A mówiłem ci kiedyś, że nie lubię kiedy mówisz na mnie " Hazzia " - przechylił głowę patrząc na mnie spod ukosa. 
- A czy ja nie mówiłam ci kiedyś, że za tą " niunię " dostaniesz tak, że kiedyś będziecie musieli z Lou zaadoptować dzieci? - strzeliłam mu w tył głowy szczerząc się i zabierając od niego łyżkę. 
- Pfy, i tak będziemy musieli. - popatrzył na mnie głupio i zaraz wybuchnęliśmy śmiechem. 
- Ale co ci strzeliło do tej durnej pięknej główki, żeby coś.. (nazwijmy to, gotowaniem) gotować? 
- Chciałem być miły. Zawsze ty gotujesz, no więc pomyślałem...
- Więc już nie myśl, tak? - przerwałam mu pochylając się i czochrając go po włosach. 
- A ty? Masz okres miesiączkowy, czy to już ten czas? Co to było? 
- Oh daj spokój, banda zbuntowanych dziewic stoi pod domem i drze ryja. I jeszcze zaatakowały mnie zmutowaną marchewką! No bez przesady! 
- Tak, to trudne dla nas wszystkich. Ale jedni radzą sobie z tym lepiej, a jedni gorzej. Ty masz z tym problemy, a co dopiero my mamy powiedzieć. Nigdy nie myślałem, że tak to się wszystko potoczy. Dasz wiarę, już za niecały miesiąc nagrywamy swój teledysk. To będzie duże coś. 
- Masz rację. Ale macie siebie, swoje rodziny, i takie 3 trzepnięte przyjaciółki, które będą starały się zawsze być z wami. No, przynajmniej ta jedna. - uśmiechnęłam się tuląc się do niego na co ten zrobił to samo. - Ale proszę cię, nigdy więcej nie gotuj. 




- Eeee Liam? Masz chwilkę? Mógłbyś skoczyć do sklepu? Potrzebny mi makaron, ale Niall wszystko zjadł i sam rozumiesz...
- Pewnie - uśmiechnął się, wziął kluczyki i już go nie było. 
- Nie lubię go okłamywać. - westchnęłam wchodząc do salonu. - No dobra, jak wiecie urodziny Liam'a już w piątek. Co robimy? - na te słowa Hazzia, który pił wodę wypluł zawartość swojej buzi na Lou, Niall zachłysnął się jadzeniem zaczynając się dusić, a Lou wytrzeszczył oczy patrząc na mnie. - Dobra, od teraz już wiecie. Wstyd panowie, wstyd! - pomachałam palcem kręcąc głową.
- E tam, ja to nawet mam pomysł - Blondynek pokiwał głową patrząc na nas. 


***



- Tu Ajnsztajn01. Stokrotko350 słyszysz mnie? Cel namierzony. Odbiór. - powiedział Blondynek biorąc gryza batona.
- Ajnsztajn? Jakby widział co tutaj robisz 3 razy by się w grobie przewrócił. - wywróciłam oczami. - Serio musimy bawić się w to? - pokazałam na łoki-toki. 
- Tak. To bardzo ważne, żeby Liam nas nie zdemaskował. Musimy zachowywać się jak ninja, jeśli chcemy zrobić mu niespodziankę, to on nie może się o tym dowiedzieć. 
- No co ty? Ej weź, jak na to wpadłeś Niall? Poza tym jak mamy cokolwiek szykować na tą niespodziankę, skoro siedzimy w krzakach? 
- My jesteśmy od pilnowania Liam'a, żaby nie nakrył Lauren i tej drugiej na zakupach. Zayn Lou i Harry zajmują się...
- Eee Niall. A co jeśli on teraz idzie do tego sklepu? 
- No nie! Myśl Horan, myśl! - chodził w kółko machając rękami. - Dobra mam! Idź i go zagadaj! - wypchnął mnie z krzaków chowając się w nich. Zmierzyłam go wzrokiem i głośno zawołałam :
- Liam! O kurde, a to ci niespodzianka - klasnęłam w ręce - Co tutaj robisz? Nowa fryzura? - przejechałam ręką po jego włosach.
- Vivian? Jak to? Tak sie składa, że kupuję zakupy, które kazałaś mi kupić - zdezorientowany podrapał się po głowie. - Co? Nie, nie mam nowej fryzury. - popatrzył na mnie jak na idiotkę. 
- Ah tak. - dałam sobie z otwartej w czoło. - Tylko że zapomniałam ci powiedzieć o... ziemniakach! Tak właśnie, o ziemniakach. Kupiłbyś ziemniaki?
- Pewnie. Ale nie mogłaś zadzwonić? 
- Eee nie no w sumie mogłam, ale... ojj nie ważne. To co, kupisz? 
- Tak. Idziesz ze mną? Zrobilibyśmy zakupy i wrócilibyśmy razem do domu.
- Ah dzięki, mam coś jeszcze do załatwienia. To paa! - nerwowo się uśmiechnęłam i kiedy brunet się odwrócił skoczyłam w krzaki. 
- Nie mogłaś jeszcze chwile z nim pogadać? Lauren i ta druga jeszcze nie wyszły. 
- " Ta druga " ma imię, jakbyś zapomniał. Przepraszam panie wielki geniuszu, było iść samemu. I tak już go nieźle oszukuje. 
- Nie ważne. Wielbłąd się odezwał, w domu wszystko gotowe. Ludzie będą o 19. Lauren i ta dru... to znaczy Lily już się zbierają. Zwijamy się. - wyszliśmy zza krzaków wpadając na Liam'a. Popatrzył na nas dziwnie zakładając ręce na ramiona. 
- Czy, czy wy? - popatrzył na mnie zdezorientowany. 
- Dobra, masz nas! - Niall objął mnie puszczając mi oczko. - Tylko proszę cię, nic nie mów Zayn'owi. Chcemy powiedzieć mu razem w odpowiednim momencie, prawda kotku? - skinęłam tylko głową dalej wpatrując się w zaniepokojoną twarz i Liam'a. 
- Ale... Vivian naprawdę? Przecież ty i Zayn... Nie spodziewałem się tego po tobie. A ty Niall... Odbijać dziewczynę przyjacielowi...Nie, przepraszam was, albo dzisiaj mu powiecie, albo ja to zrobię. - spojrzałam na zegarek na którym była 18:15. Jeśli trochę spowolnimy nasz dojazd do domu, wyrobimy się idealnie na 19. 
- To chodźmy. - szłam koło Nialla szepcząc mu na ucho co ma robić. Wsiedliśmy do samochodu i jechaliśmy jak najdłużej się dało. Męczące, ale było warto. Zajechaliśmy pod dom, gdzie nie działo się nic szczególnego, pozory. Napisałam sms chłopakom, że już jesteśmy. Weszliśmy do domu, gdzie natknęliśmy się na Zayn'a zapinającego koszulę.Weszliśmy do salonu; wszyscy wyskoczyli ze swoich kryjówek krzycząc WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO. 
- Dobra, czyli ty wcale nie jesteś z Niall'em? - Liam wybuchnął śmiechem przytulając nas.
- Zaraz, co? - Zayn wtrącił się robiąc wielkie oczy. 
- Nic nic, chodźmy po prezenty. - zebrałam wszystkich, po czym ustawiliśmy się w kolejkę. Razem z dziewczynami zrobiłyśmy 3 koszulki z trzema różnymi napisami. " I Vivian ", " I Lily " i " I Lauren " oraz kupiłyśmy mu zestaw Toy Story, z którego był bardzo zadowolony. Chłopcy natomiast postanowili zadbać o jego życie intymne i kupuli mu włochate czerwone kajdanki i bicz. 
- Wszystkiego najlepszego tatuśku! - źgnęłam go w brzuch po czym złożyłam na jego rozgrzanym policzku pocałunek. Reszta zrobiła to samo. Chłopcy klepiąc go po plecach i przytulając powtarzali, że maja najfajniejszego ojca na świecie. 
- Mój prezent jest wyjątkowy, bo ja jestem wyjątkowy. - Lou podniósł głowę i jęknął, gdy dostał od Harry'ego. - to znaczy, ty jesteś, rzecz jasna - wyszczerzył się wręczając mu wspólny prezent. 
- O kajdanki, dzięki wam. - zmieszany chłopak podrapał się po głowie w pół uśmiechu. 
- No i pokażę ci jak to działa. - Louis w szybkim tępię rozpakował zapakowany prezent wkładając jedną rękę Liam'a, a drugą Lauren w kółka od kajdanek z dużym uśmiechem. 
- Nie no ogólnie to fajnie, cieszę się razem z tobą Lou, ale możesz już nas rozpiąć, chce potańczyć. 
- Tak tak. Kluczyk gdzieś tu był - macał się po wszystkich możliwych kieszonkach swoich i Harry'ego też. - Ups? - rozłożył ręce. - Cóż, no to bawmy się! - wykrzyknął zaczynając tańczyć. 
- Louis co ty masz w tej durnej głowie? - Lauren warknęła chodząc w kółko ciągając przy tym za sobą Liam'a który się uśmiechał. 
- Cóż, mylę, że jakoś musicie dać radę do czasu gdy nie znajdziemy klucza - poklepałam Liam'a po plecach. - Ale jest pewien problem. 
- Co masz na myśli? - Liam popatrzył na mnie na co pokazałam podbródkiem w stronę kuchni, gdzie stała rozradowana brunetka, która z każdą sekundą traciła uśmiech z twarzy.

dwunasta owieczka.

- Idźcie już, bo się spóźnicie - poganiałam moich współlokatorów wypychając ich z Tour Bus'a.
- O Boże, przytul mnie! - Harry udał panikę wtulając się we mnie. 
- No już, co ja wieszak? - zaśmiałam się. - Hazziu, dasz sobie radę. No to powodzenia panie gwiazdo - odwróciłam się do Zayn'a składając na jego ustach krótki pocałunek.
- Pfy ale wiesz, że to niesprawiedliwe? - blondynek wskoczył mi w ramiona po czym udał się za resztą chłopaków. 
- Połamcie nogi! - krzyknęłam za nimi zamykając klapę busa i dając znak kierowcy, by odjeżdżał. 

Chłopcy nagrywali dzisiaj swój pierwszy singiel na płytę " Up all Night " więc razem z dziewczynami postanowiłyśmy spędzić ten dzień odpoczywając. Gadałam z mamą i tatą i aż łzy cisnęły mi się do oczu widząc ich twarze. Tak bardzo za nimi tęskniłam. Opowiedziałam im jak tu jest, z kim współpracuje i na czym moja praca polega. Trajkotałam nie dając im dojść do słowa. Po długiej ponadgodzinnej rozmowie udałam się do kuchni gdzie siedziały dziewczyny.
- Wy tu macie jak w bajce - Lili przeciągnęła się na krześle głośno ziewając.
- No raczej. Mamy wypas dom i wspaniałych współlokatorów! 
- A szczególnie Liam'a nie? - szturchnęłam Lauren uśmiechając się zadziornie.
- Może - brunetka również mnie popchnęła - Po prostu świetny z niego przyjaciel.
- Ale nie lepszy od nas co nie? - Lily wstała nalewając sobie soku do szklanki. 
- No co ty. Nie da rady, wy jesteście wyją...
- Słyszałyście to? - Lily przerwała Lauren odstawiając szklankę.
- Co? 
- Znowu. No co nie słyszycie? 
- Lil, tobie kompletnie odbiło. Niby co mamy słyszeć  - Lauren wywróciła oczami zamykając je. Po chwili dało się słyszeć hałas, jakby ktoś był w ogrodzie. Popatrzyłyśmy po sobie.
- Dobra, to było dziwne. - Lily wzięła patelnie, ja wałek a Lauren szczotkę i trzymając się razem wyszłyśmy na zewnątrz. Zobaczyłyśmy dwóch chłopaków odwróconych tyłem, którzy trzymali pudło. 
- Cholera! To bomba! 
- Co? 
- No wiecie, to jak jak w " Dzień dobry, w pani domu jest bomba " tyle że to ogródek! - Lily panikowała wymachując rękami. Lauren żeby ją zmotywować i uspokoić walnęła ją szczotką, a ta powolnym krokiem podchodziła do chłopców. Gdy już była dosyć blisko zamachnęła się i z całej siły zdzieliła patelnią jednego z nich. Ten położył się na trawie zupełnie się nie ruszając. Ja z Lauren nadal stałyśmy jak wmurowane, gdy nagle spostrzegłyśmy, że chłopakiem, który leży na ziemi jest nasz mały Irlandczyk. Nie myśląc ani chwili dłużej podbiegłyśmy do nich. Lauren odciągnęła Lily, która próbowała walnąć również drugiego chłopca, który jak się okazało był Liam, a ja podbiegłam do leżącego Horana, który złapał się za głowę i cicho jęknął.
- Widzę kartofle, czy jestem w niebie? - wymachiwał rękami zamykając oczy.
- Horan bez jaj. Nie ruszaj się, możesz mieć wstrząs mózgu. Liam ? - zapytałam na co on skinął głową, podszedł do nas i rozpoczął rozmowę telefoniczną. Najpierw dzwonił na pogotowie, a później jak się domyśliłam do któregoś z chłopaków. 
- Mała zmiana planów. Zamiast przyjeżdżać do domu, jeźdźcie do szpitala. Lily potraktowała Niall'a patelnią. Może mieć wstrząs mózgu. - zakończył rozmowę patrząc na mnie. Sama nie wiem kiedy z moich oczy zaczęły cieknąć łzy. Przestraszyłam się o tego małego głodomora. Liam widząc to przysunął mnie do siebie głaszcząc mnie po włosach. Ja dalej trzymałam rękę Blondynka mocno ją ściskając.




Siedziałam przed salą, w której Niall miał badanie. Liam nerwowo chodził wzdłuż korytarza, a ja ścierałam nowe łzy, które jak głupie ściekały po moich policzkach. Bardzo przywiązałam się do Niall'a i sama myśl  że mogłoby mu się coś stać doprowadzała mnie do szału.
- Gdzie on jest? Co sie dzieje? - krzyczeli wszyscy na raz biegnąc w naszą stronę. Zayn gdy tylko mnie zobaczył momentalnie znalazł się przy mnie i wziął mnie w ramiona.
- Co z nim ? 
- Lekarz mówił, że raczej dobrze. Teraz ma badanie. Po prostu strasznie się o niego bałam. - złapałam za jego bluzę przyciągając go bliżej. 
- Wiem. Wyjdzie z tego. Kto jak kto, ale nasz Horan da sobie rade. - uśmiechnął się głaskając mnie po włosach. 
Gdy lekarz wyszedł z sali, odskoczyłam od Zayn'a jak oparzona wpadając do sali gdzie leżał Niall zostawiając resztę w tyle, którzi rozmawiali jeszcze z lekarzem. 
- Niall..- zaczęłam siadając koło niego i ujmując delikatnie jego dłoń. On widząc to uśmiechnął się i zacisną moją rękę w swojej. 
- Spokojnie. Nic mi nie jest. Wszystko dobrze. Nie, w sumie to nie. Strasznie chce mi się jeść! - gdy to powiedział śmieszne wykrzywił twarz na co się zaśmiałam. 
- Bałam się o ciebie ty głupku - przytuliłam go.
- No pięknie. Chwili nas nie było, a ten już przystawia się do mojej dziewczyny! - brunet zaśmiał się równie mocno przytulając blondyna. 
- A ja to bym mu przywalił - Lou przytulił się do Niall'a z wielkim uśmiechem. 
- Ale jak wstanie, leżącego się nie bije. - następie Niall'a przywitał Harry i Liam. 
- Wiedziałem, że Lily to ostra babka, ale że aż tak? - Louis wytrzeszczył oczy. 
- Bo to nie tak. Usłyszałyśmy hałas, więc wzięłyśmy to co miałyśmy pod ręką i wyszłyśmy. A że Lily ubzdurała sobie, że w tym pudełku była bomba, to zaatakowała Niall'a, bo jeszcze wtedy nie wiedziała że to Niall. Mieliście nagrywać piosenkę. 
- Tak, ale wcześniej skończyliśmy. To miała być niespodzianka. To wielkie pudło, to basen. - Zayn spojrzał na chłopaków rozkładając ręce.
- Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle. To kiedy wychodzisz? - dopytywał się Lou. 
- Jakoś za 3 dni. Muszą mi zrobić dodatkowe badania dla upewnienia się. Eh, zagłodzę i zanudzę się tu na śmierć. - Blondynek głęboko westchnął. 
- Oh mój biedaczek - pogłaskałam go po głowie - Jak chcesz, zostanę z tobą na noc. 
- To ja też! 
- I ja! 
- Jak wy to i ja! 
- No dajcie spokój, nie możemy tu zostać wszyscy i jeszcze na noc. - przekrzyczał nas Liam.
- Dobra, ale ja jeszcze nim posiedzę. - skinęłam głową patrząc na Zayn'a.
- Okej, to ja też zostanę z Viv. Harry? - Loczkowany skiną głową i Louis dokończył swoją wypowiedź. - Przyjedziemy później. Zajmijcie się wszystkim. 
- Dobra to my wpadniemy jakoś jutro - głos zabrał Zayn całując mnie w czoło i żegnając się z Niall'em. Nie minęło 10 minut, a do sali wpadły 2 zziajane brunetki ledwo oddychając. 
- Niall! Boże, dzięki Bogu! - Lily usiadła na krawędzi łóżka regulując oddech. - No bo wiesz, przepraszam cię za patelnie. Nie wiedziałam, że to ty. Ale i tak było fajnie! - zaśmiała się na to dostała kopniaka od Lauren. 
- W porządku. Nic mi nie jest - Niall siedział z poważną miną bawiąc się kawałkiem prześcieradła. - Przywiozłyście mi coś do jedzenia ?
- No ba. Jakbyś nie znał swojej Lauren - Lauren wywróciła oczami wyciągając zza siebie całą siatkę jedzenia. 
- Kocham cię kobieto - wyjął z siatki drożdżówkę z makiem i wziął dużego gryza. - Ale ciebie bardziej - wskazał palcem na drożdżówkę.
No tak, zbawienie dla Niall'a. Teraz to nawet my nie jesteśmy mu potrzebni. 
- Tak tak. To my lecimy. Lily się srała, więc na Boga Ojca musiałam tu z nią przyjechać. Teraz, gdy jesteś pewna że nie zabiłaś Niall'a, jeszcze, możemy już iść. Chłopaki pompują basen, a ja muszę jeszcze ogolić nogi! - krzyknęła brunetka ciągnąc Lily za sobą. 
- Fuu. 
- Nie fuu tylko tak. Ciesz się, że nie jesteś kobietą, chociaż...
- Zapewniam się, że mój Harold to mężczyzna z prawdziwego zdarzenia. - Louis uniósł dumnie głowę głaskając Loczka po plecach. 
- Dobra, żadnych gorących szczegółów z waszego chorego związku. Pozwólcie, że przeżyję życie bez tych informacji - zaśmiałam się. - Dobra Lou, mam prośbę. 
- Oh, w porządku. Zayn się nie dowie, podaj czas i miejsce. - poruszył brwiami w krzywym uśmieszku. 
- I właśnie o to chodzi. Mógłbyś przynieść mi kawę? 
- Ranisz - podniósł się i oboje z Hazzą wyszli na korytarz. 
- Em, Niall? - spojrzałam na niego orientując się, że zawartość siatki jest prawie pusta. 
- Ah, no tak - puknął się w czoło z otwartej. - Śmiało, częstuj się - wyszczerzył się ukazując swoje zęby z pozostałościami po czekoladzie. Wzięłam jednego batonika i rozpakowałam go. 
- Chyba nie bardzo lubisz Lily co nie? 
- No wiesz. Tak. Nie przepadam za nią. Jesteś zła? 
- Co? Nie. Nie każdy musi lubić osoby, które lubię ja. 
- Po prostu ona jest taka...
- Nietypowa, trudna, arogancka i czasami bezczelna - dokończyłam za niego. - Dziwna, ale i tak masz rację. 
- Tak, jest taka. Ale ta ją różni od wszystkich. Kiedy bliżej ja poznasz, to całkiem fajna kobietka i świetna przyjaciółka. - gadaliśmy tak jeszcze do przyjścia chłopaków, bo później spokojniej nie dało się porozmawiać. 



Wracałam z Louis'em i Harry'm od Niall'a około 21.OO. Cały czas trajkotali o nowo nagranej piosence. No tak, przez to wszystko zapomniałam nawet się o nią zapytać, ale szybko nadrobiłam zaległości. Zajechaliśmy pod nasz dom, gdzie dało się słyszeć głośną muzykę. Weszliśmy od razu go ogrodu, gdzie towarzystwo siedziało w wielkim basenie popijając drinki.
- Nono, nie za dobrze wam ? -stanęłam obok basenu zakładając ręce na piesi. 
- Teraz już tak, bo ty tu jesteś. - Zayn się uśmiechnął wyciągając rękę w moją stronę. Ja nieświadoma tego, co zamierzał zrobić bez namysłu ja ujęłam, przez co wylądowałam w basenie robiąc wielkie tsunami. 
- Zayn! - wynurzyłam się z wody wycierając oczy. - No po tobie. - zaczęłam go chlapać ruszając rękami i nogami. Na skutek czego, zostałam brutalnie przyciągnięta przez mulata, który równie brutalnie zaczął mnie całować. Przycisnęłam go do siebie siadając na jego kolanach okrakiem. Wsunął język do mojej buzi, co sprawiło u mnie przyjemne dreszcze i nasze języki toczyły niezwykle długą bitwę, dopóki ktoś ( czytaj : Louis ) nam nie przerwał. 
- Eee. Nie chcę się wtrącać czy coś, ale chyba na łózko było by wam wygodniej. - wyszczerzył się. - Poza tym, szkoda mi, jestem tu taki sam, więc spadać! No już. - roześmialiśmy się jeszcze raz łącząc nasze usta, po czym wyszłam z wody udając się na górę. Po drodze zauważyłam Lauren i Liam'a leżących koło siebie na trawie. Cholera mnie brała. Co ten chłopak sobie myśli? Odkąd tu jesteśmy przebywa cały czas z Lauren, a przecież ma dziewczynę. Nie mówię, że to źle, że z nią przebywa i że tak nie wolno, po prostu ja widzę jak Lauren na niego patrzy. Wybrałam z szafy suche ciuchy, ściągając mokre. Mozolnie się ubierałam dalej myśląc o Lauren. 
- Hej kociaku - w drzwiach ujrzałam mokrego i prawie nagiego mulata, który przeczesywał palcami swoje mokre włosy. Podszedł do mnie siadając okrakiem na moje kolana i musnął moje usta. Przytuliłam go z całej siły na co ten zrobił dziwną minę. 
- Ej, co jest brzdąc? - spojrzał na mnie całując mnie w czoło. 
- Czy nie uważasz, że Lauren i Liam zbliżyli się do siebie? No wiesz, nie tylko jako przyjaciele, tylko coś więcej? 
- Nie wiem. Ostatnio rzeczywiście dużo czasu spędzają razem, ale nie sądzę, żeby od strony Liam'a było to coś więcej. On poza Dan świata nie widzi. Tak jak ja za tobą. - pocałował mnie w nos.
- Mam nadzieję. Bo wiesz, Lauren łatwo skrzywdzić, a ona mu zaufała. - również oddałam mu pocałunek, tyle, że prosto w usta. 
- Pogadam z nim. Spokojnie, nie martw się na zapas. 
- Serio? Oh, kochany jesteś! Ale wiesz, tak delikatnie. - przejechałam dłonią po jego brzuchu.
- Sie wie. Nie umiem inaczej. - uśmiechnął się.
- Wracamy? 
- Wolałbym zostać tutaj. - mruknął mi do ucha lekko przygryzając jego płatek. Składał na moich ustach i nie tylko, pojedyncze pocałunki, ale nie reagowałam. Jeszcze chwilę się z nim podroczyłam po czym dobrowolnie poddałam się jego pieszczotom. W domu nie było nikogo, a nawet gdyby był, byłby z deczka zalany więc mieliśmy szansę na chwilę intymności, którą właściwie wykorzystaliśmy.