Po wyjściu z gabinetu głównego managera chłopców niemal skakałyśmy z radości. By uczcić nasz wspólny sukces wybrałyśmy się na długie zakupy. Mieszkanie z piątką chłopaków, tak sławnych chłopaków jest czasami męczące.
- Vivian?
- No? - zapytałam przeglądając ubrania.
- Co jest? Co się dzieje między tobą a Zayn'em? Dlaczego nie możecie normalnie pogadać? Nie da się już z wami żyć. Gdy jesteśmy razem i robimy coś fajnego jedno z was wychodzi. Długo tak jeszcze zamierzasz to ciągnąc? - Nie wiem - wzruszyłam ramionami.
- Cholera nie bądź taka!
- Jaka?
- Obojętna. Nie odtrącaj mnie od siebie do cholery! - podniosła głos, co sprawiło większe zainteresowanie ludzi w sklepie.
- Wydaje ci się. I nie odtrącam cię, przecież wiesz.
- Od kiedy cię znam? Od wczoraj? Znamy się od dziecka, siebie oszukuj proszę bardzo, ale nie nawet nie próbuj.
- Pfff - westchnęłam biorąc powietrze do ust. - Chodzi o to, że popełniliśmy masę błędów, i żadne z nas nie umie za nie ponieść kary. Po prostu nie umiemy o tym spokojnie pogadać. Jeszcze sprawa z Harry'm. Ja już nie mam siły. - Z Harry'm? Z jakiej mańki ?
- Oh, ubzdurał sobie, że z nim flirtuje. Lauri, ja nie chce się z nim kłócić, ale nie daje rady. Przy byle jakiej okazji czepia się o wszystko i rozdrapuje to co było. Strasznie się zmienił.
- Bo jego też to boli. Czuł się tak, jak ty teraz kiedy zobaczyłaś go z Jennifer. Może warto z nim pogadać na spokojnie i dać mu dojść do słowa, co?
- Tak, być może.
Może byłam obojętna ba, byłam na pewno. Ale sytuacja tego wymagała. Nie mogłam mu przecież pokazać że mi zależy, a zależy cholernie. Dałabym wszystko, by znowu było jak dawniej. Bym mogła dalej z nim o wszystkim porozmawiać, i zrobić dosłownie wszystko. Ale nie mogłam nic zrobić, miał dziewczynę, więc gdy wyskoczę z tekstem " jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjaciel " to będzie zupełnie nie na miejscu. Mimo, że zawsze o wszystkim mówiłam Lauren, w tej kwestii zachowałam milczenie. Lauren jest dość blisko z Zayn'em + kibicuje nam i próbuje zrobić wszystko byśmy się pogodzili + ma głupie pomysły, co równa się wypaplaniem wszystkiego brunetowi.
Po zakupach udałyśmy się do domu, gdzie było jak zwykle bardzo głośno. Przekraczając próg pokoju, Lauren uwiesiła się na mojej szyi i zaczęła głośno łkać.- Co jest? - zapytał zdezorientowany Niall. - Nie dowieźli ziemniaków do spożywczego!? - wykrzyknął, na co od razu dostał w głowę od Liam'a.
- Co się dzieje? Co powiedział Robert?
- Że nie jest z nas zadowolony i że znalazł kogoś innego. Mamy tydzień na wyprowadzenie się. - rzuciłam jednym tchem próbując utrzymać zmartwioną minę. Ich miny mówiły wszystko. Niall przestał jeść, Harry przytulał Louis'a który siedział i wlepiał w nas swoje piękne zielone oczy, a Zayn i Liam po prostu spuścili wzrok na dół.
- Jak to? Dlaczego?! - krzyknął Lou. - Pani Marcheweczko! - ryknął prawie plącząc. - Jesteście najlepsze! Liam, dzwoń do Roberta i powiedz, że nie chcemy nikogo innego. - zbulwersowany Loczek wstał z kanapy idąc w naszym kierunku.
Lauren na skraju wyczerpania wybuchnęła śmiechem, a ja razem z nią. Turlałyśmy się po podłodze widząc ich zdziwione miny.
- Cholera no nie! Wkręciły nas! - krzyknął Louis.
- O moje drogie, macie zdrowo przechlapane...! - zaczął Harry, ale już nie skończył.
- Czyli co, jednak są te ziemniaki tak? - blondynek stanął na kanapie i zaczął machać rękami na co wybuchnęliśmy jeszcze większym śmiechem. Mimo że chłopcy udawali obrażonych, śmiali się razem z nami.
-To co tak na prawdę powiedział wam Robert? Tylko żadnych numerów, Louis więcej już nie przeżyje. Mógł przez was dostać zawału. - Liam uśmiechnął się szturchając mnie w ramie.
- Oh, to takie miłe że nie chcecie nikogo innego. Chce żebym robiła wam zdjęcia podczas teledysku, a Lauren żeby w nim grała.
- No co ty? Serio ?
- To zajebiście, musimy to uczcić! - napalony Harry podniósł się z kanapy lecąc na górę. - Dzwonie po taksówki, jedziemy na miasto! - wykrzyczał z góry.
Rozeszliśmy się do pokoi i każdy zabrał się za ubieranie. Łazienek w całym domu mieliśmy 3, ale i tak staliśmy w kolejce do jednej. Przepychałam się i kłóciłam z Niall'em o moją kolejkę, w której byłam pierwsza, a on bezczelnie się wepchał. Po wyjściu z niej miałam na sobie małą czarną, włosy ułożone, wyprostowane i delikatnie uniesione, makijaż zrobiony trochę za poważnie i wysokie czarne szpilki. Czekając na Lauren zdążyłam jeszcze pomalować paznokcie, sprawdzić wiadomości na poczcie i zadzwonić do mamy z którą gadałam dobre 20 minut. W pewnym momencie już zaczęłam wątpić w nasze wyjście przed północą, ale po chwili już schodziłyśmy na dół. Lauren ubrana w niebieski top z wielkim dekoltem i idealnie dopasowane legginsy i szpilki wyglądała rewelacyjnie. Zawsze co by nie założyła wyglądała o niebo lepiej ode mnie.
- Kurde, gdybym nie miał dziewczyny to bym się z wami ożenił - zaśmiał się Liam tuląc nas do siebie.
- Ah, szczęście, że jestem singlem - westchnął Harry przyglądając mi się od góry do dołu i obdarowując mnie przy tym swoim pięknym uśmiechem. - Jak to? A co ze mną? - do kuchni wkroczył oburzony Lou zakładając ręce na piersi. - Chociaż, nie. Jestem w stanie się poświęcić na tą jedną malutką chwilę zapomnienia. - również się uśmiechnął. - Świetnie wyglądacie.
- Czego nie mogę powiedzieć o tobie. - Lauren stłumiła śmiech. Louis miał swój własny styl. Miał na sobie koszulkę w kolorze beżu z delikatnym dekoltem czarne rybaczki z dżinsu i tenisówki. Na włosach był nałożony żel, co sprawiało że jego włosy były lekko podniesione do góry. Wyglądał uroczo. Nic, tylko się zakochać.
Droga nie zajęła nam długo, a gdy wysiedliśmy z samochodu można było usłyszeć głośne bity dochodzące ze środku klubu. Nie obyło się też, bez dzikich fanek. Jedna nawet wzięła mnie za siostrę Harry'ego upierając się, że jesteśmy do siebie strasznie podobni. Z której strony to ja nie wiem. Ostatnia fanka poprosiła o autograf Louisa, tam gdzie słońce nie dochodzi. Cóż, na pewno będzie się tym chwalić więc gratuluję pomysłu. Wchodząc do środka zobaczyliśmy wielką salę. Po prawej stronie znajdował się długi bar, przy którym siedziało dużo osób. Na środku, ma się rozumieć był parkiet, na którym szalały już tłumy ludzi a po lewej stronie znajdowały się stoliki, gdzie było można pogadać i coś zjeść co bardzo przypasowało Irlandczykowi, który od razu udał się w tamto miejsce. Jego apetyt serio zaczynał mnie martwić. Lou poszedł po alkohole, a Liam z Lauren już bawili się na parkiecie. Zrobiła się niezręczna cisza, która mnie dobijała i postanowiłam ją natychmiast przerwać.- To co Harry dasz się zaprosić? - podałam mu rękę śmiejąc się.
- Z przyjemnością - złapał za moją rękę, zerknął jeszcze na siedzącego naprzeciwko nas Zayn'a i ruszyliśmy w ślady Lauren i Liam'a.
Leciała dość wolna piosenka, więc bez podchodów wtuliłam się z Loczka, co go wyraźnie zdziwiło. Nie było to niczym niezręcznym, całą piosenkę przegadaliśmy, a gdy z głośników dało się usłyszeć pierwsze wersy " Welcome to St. Tropez " zaczęliśmy szaleć. Przetańczyliśmy wiele piosenek wolnych jak i szybkich, po czym wróciliśmy do stolika gdzie atmosfera była wesoła. Opadłam na siedzenie, wzięłam kieliszek do ręki i wlałam jego zawartość do buzi zagryzając cytryną. Po kilku kolejnych wyraźnie się rozluźniłam i razem z chłopcami wyszliśmy wspólnie na parkiet i bawiliśmy się w swoim gronie. Nawet Zayn, który nie wyglądał na specjalnie wstawionego bawił się i uśmiechał razem z nami. Ah co ten alkohol może zrobić z człowiekiem. Ale mimo to cieszyłam się że chociaż w tańcu mogę z nim pobyć. Nastała wolna piosenka i wszyscy patrzyliśmy na siebie nawzajem, po czym Zayn z uśmieszkiem zarzucił moje ręce na jego barki i objął mnie w pasie. Inni zrobili to samo. Harry do tańca porwał Louisa, a Niall wyrwał jakąś dziewczynę. Położyłam głowę na jego ramieniu przymykając oczy i oddając się chwili. Mogłaby tak trwać wiecznie, lecz piosenka się już skończyła. Odskoczyłam od mulata dziękując za taniec i udając się do łazienki. Było mi strasznie gorąco, musiałam ochłonąć. Otwierając drzwi poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę przyciągając mnie do siebie. Stanęłam twarzą w twarz z brunetem, który miał poważną minę.
- Przepraszam cię, ale ja już tak dłużej nie mogę - po tych słowach wpił się zachłannie w moje usta. Był to nasz pierwszy prawdziwy pocałunek. Bez zastanowienia odwzajemniałam pocałunki łapiąc przy tym zachłannie powietrze. Nasze usta stanowiły jedność, jedno uzupełniało drugie. Oparłam się o ścianę przyciągając Zayn'a do siebie po czym przygryzłam jego wargę. On tylko się uśmiechnął i wziął mnie na ręce Oplotłam nogami jego talie masując jego idealnie wyrzeźbione mięśnie brzucha. Chłopak otworzył drzwi i wszedł do damskiej ubikacji na chwile odrywając się od moich ust, sadzając mnie na umywalce. Ja widząc to ujęłam jego twarzy w dłonie i obdarowałam jego usta gorącym pocałunkiem po czym przejechałam językiem po jego wargach na co on cicho jęknął. Uśmiechnęłam się z triumfem zdejmując jego koszulkę oraz pozbawiając go reszty jego rzeczy. On nie pozostając mi dłużny delikatnie podciągnął moją sukienkę do góry. Podniosłam ręce do góry co ułatwiło mu zdjęcie jej ze mnie. Reszta nie sprawiła mu już żadnych problemów. Patrzył w moje oczy jeżdżąc po moim ciele opuszkami palców. Ujął moje piersi w swoje ręce, przyssał sie do moich warg i wziął się do roboty. Przymknęłam oczy od czasu do czasu pojękując, łapiąc powietrze i przytuliłam go mocno do siebie. Po zakończeniu naszej łazienkowej przygody obdarowałam go jeszcze jednym namiętnym pocałunkiem, po czym ubrałam się. Nie zamieniliśmy ani słowa, bo one nie były tu potrzebne. Daliśmy się ponieść emocjom i pragnieniom. Ale nie żałowałam tego. I jakby było można, zrobiłabym to jeszcze raz.
- Tak Harry'usiu zaraz będziesz w swoim łóżeczku - głaskałam go po głowie pomagając Louis'owi i Zayn'owi przytaszczyć Loczka do domu.
- Ale to tutaj nie ma żelaza bo ciągnik?! - mamrotał brunet.- Tak tak, cii.
- Będę rzygał. - ostrzegł loczek.
- O masz! Ty to masz wyczucie czasu. - westchnął Zayn odsuwając się od Lokowanego.
- Albo nie będę. - wyprostował się - A może będę - z powrotem się nachylił.
- O człowieku zdecyduj się. Albo będziesz albo nie, nie mamy całego dnia. - Louis wywrócił teatralnie oczami zaciskając pięści.
Zaprowadziliśmy go do pokoju rozbierając go i kładąc do łóżka. Ten jeszcze chwilę po mamrotał odwrócił się na bok i odpłynął. Strasznie szumiało mi w głowie i ledwo trzymałam się na nogach, więc udałam się do łazienki biorąc szybki prysznic i zmywając z siebie makijaż. Przy zmywaniu go moja soczewka spadła mi na podłogę, na co głośno zaklęłam. Była taka mała i przezroczysta, że nie sposób było ją znaleźć więc szłam przez ciemny korytarz zupełnie po omacku. Otwierając drzwi weszłam po cicho do pokoju i położyłam się obok śpiącej brunetki która słodko chrapała. Dałam jej buziaka i poszłam w jej ślady.
- Lauren cholera posuń się! Jak zwykle musisz się rozwalić. - mamrotałam kopiąc dziewczynę w nogę co dało mi dużo do myślenia. Od kiedy Lauren ma dżunglę na nogach? W tępię natychmiastowym otworzyłam oczy i zamiast Lauren zobaczyłam chłopaka z burzą loków, który jeszcze słodko spał. - Harry? Aaaaaaaaa! - pisnęłam przez co obudziłam chłopaka. - W pizdu co robisz w moim łóżku?
- Twoim łóżku? - rozejrzał się po pokoju - Zaraz, z tego co wiem to mój pokój - podrapał się po głowie. - Więc i moje łóżko.
- Dobra, tylko co ja tu robię? Czy my.. ?
wtorek, 8 maja 2012
ósma owieczka.
* Zayn *
Stałem tam, jakby ktoś wmurował mnie w ziemię. Miał to być nasz najlepszy wyjazd z chłopakami, i 2 dziewczynami, a tym czasem widzę Vivian. Czyli to ona jest jedną z dziewczyn z którymi mamy tu być przez rok?! Nie, to nie możliwe. Wszystko co liczyło się w tym momencie przestało mieć znaczenie bo była ona. Próbowałem ją nienawidzić, wybić z głowy, przez co jestem z Jennifer, ale wszystko na nic. W trybie natychmiastowym udałem się do salonu, gdzie znalazłem wszystkich chłopaków. - No siema stary. Jak podróż? Bo u nas wyśmienicie - Louis uśmiechnął się przeciągając sie na kanapie.
- Właśnie widzę. Dobra, a teraz minuta prawdy. Co robi tutaj Vivian, do cholery ?
- Stary, wyluzuj. Vivian wygrała konkurs fotograficzny no i jest tu na stażu, fajnie nie ? - uśmiechnął się Harry. - I powiem ci, że jest o niebo ładniejsza na żywo niż na zdjęciach. Ah, i dlaczego nic nie wspominałeś o Lauren? - na twarzy Harolda zagościł grymas.
- Lauren też tu jest? - w odpowiedzi dostałem tylko kiwnięcie głową.
- Słuchaj, albo ty je znasz, albo mi się wydaje ?
- No co ty nie powiesz ? Niall czy ty czasami mnie słuchasz? To o niej mówiłem wam przez ten cały czas. O dziewczynie, mojej przyjaciółce, która to w prze zajebisty sposób zostawiła mnie dla jakiegoś frajera. Powiedzmy, że o niej zapomniałem, przynajmniej próbowałem. Ale to wróciło.
- O stary - westchnął Liam.
- Jestem w dupie. Będę musiał z nią pogadać, ale nie wiem jak... Nie wiem co mam jej powiedzieć. - Wiesz może ja z nią pogadam ? - zaproponował Lou.
- Nie, nie gadajcie z nią na ten temat. Sam muszę to załatwić.
* Vivian *
Normalnie miałam ochotę wrzeszczeć. W jednej chwili poczułam cholerną ulgę, że widzę Zayn'a całego i zdrowego. Ale co robi tu ta lafirynda? Sama nie wiedziałam, czy mam mu zajebać, czy go przytulić. Po skończeniu pizzy podałam ją do stołu i wyszłam na świeże powietrze oddychając głęboko.
- Hej - usłyszałam zza pleców tak dobrze znany mi głos, za którym tak tęskniłam - Słuchaj, ja wiem...- Co ty kurwa możesz wiedzieć? Ty nic nie wiesz! Nie wiesz co się działo przez najbliższy rok, nie wiesz co czułam i jak dawałam radę, nie obchodziło cię to! Super, jesteś w zespole, cieszę się i gratuluje, ale dlaczego do jasnej cholery nic nie powiedziałeś? - wybuchnęłam powoli wyrównując oddech.
- Viv, uspokój się - zaśmiałam się ironicznie na jego słowa.
- Ja mam się uspokoić? Jak ? Olałeś mnie i zostawiłeś rozumiesz? A ja nie wiem dlaczego. Nie wiedziałam gdzie byłeś i co się z tobą działo, dostawałam szału! Ale widzę że u ciebie super. To wyglądało tak, jakby moja przyjaźń się dla ciebie wcale nie liczyła.
- Ja ciebie olałem? Kobieto! A kto ganiał za Ryan'em jak za Bogiem? Nie pisałaś ani nie dzwoniłaś bo był on. I to ty miałaś mnie daleko! I ty mi mówisz o przyjaźni? Zastanów się jak ja się poczułem. Spędzaliśmy dużo czasu, a ty po jednej durnej imprezie już byłaś z nim! Cholera, miał rację. Na to wszystko mogłam mu tylko odpowiedzieć " Bo cię kocham baranie. " Ale nie mogłam.
- Po prostu nie ważne. - rzuciłam i zaczęłam iść oddalając się od domu. - Jasne, idź, uciekaj.
- Spierdalaj - powiedziałam prawie szeptem , lecz on to usłyszał, bo powiedziawszy " jak wolisz " wrócił się do domu.
Szłam szlochając w stronę nieznanej mi ulicy. Usiadłam na ławce, podkuliłam nogi pod szyję i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem. No i znowu wszystko przeze mnie. Zawsze wszystko pieprzysz, zawsze.To była moja wina, gdybym otwarcie z nim pogadała nie było by tej całej szopki. Pretensje mogę mieć tylko do siebie. Szkoda tylko, że on nie wiedział że Ryan był tylko dlatego, że bardzo go polubiłam, i by nie psuć naszej przyjaźni chciałam jakoś o nim zapomnieć i z całych sił próbowałam poczuć coś do Ryan'a, ale moja uczucia do mulata były zbyt mocne i prawdziwe.
Było ciemno, latarnia stojąca naprzeciwko mnie świeciła dość jasno, dając mi możliwość zobaczenia na jakiej ulicy się znajduję. Wyciągnęłam z kieszeni telefon dziękując Bogu, że go ze sobą zabrałam i zadzwoniłam do Harry'ego.- Halo? - powiedziałam próbując opanować drżenie głosu. - Harry, czy możesz po mnie przyjechać? Jestem koło Queen's Park.
- Zaraz będę. Zostań tam.
Po niecałych 15 minutach Harry znalazł mnie zziębniętą siedzącą na ławce. Wracając do domu o wszystkim mu opowiedziałam, o wszystkim tym, co leżało mi na sercu. To banalne, ale czułam, że mogę mu to powiedzieć, że mogę mu zaufać. Nie patrzyłam na niego jak na gwiazdę, ale normalnego człowieka, tak samo jak z resztą. Traktowałam ich normalnie, z dnia na dzień ciesząc się, że mogę się z nimi powygłupiać, pogadać, czy po prostu pomilczeć. Loczek tylko mnie słuchał, od czasu do czasu do siebie przytulając dając znak, że jest przy mnie. Wchodząc do domu poczułam jak Harry łapie mnie za rękę i delikatnie ciągnie do kuchni. - Powinnaś coś zjeść. A tak w ogóle, pizza marzenie. Już myśleliśmy, że będziemy musieli holować Niall'a od stołu. - zaśmiałam się nalewając sobie soku do szklanki.
- Cieszę się, że wam smakowało. I dzięki Harry. - uśmiechnęłam się, co on od razu odwzajemnił. - Mam prośbę, mógłbyś zobaczyć, czy no wiesz... Zayn'a nie ma w pokoju?
- Bez obaw, pojechał odwieść Jennifer na lotnisko, pojechała do jakiejś rodziny, wiec już raczej jej nie zobaczysz.
- Całe szczęście - weszliśmy do pokoju, gdzie każdy skupił na nas swój wzrok. - Panno Marcheweczko! - krzyknął Louis odrywając się od konsoli i biegnąc w moją stronę. - Jak mogłaś! Nie było cię aż... - szeptał jakieś liczby licząc na palcach. - O cholera, 2 godziny?! No nie! Będzie kara, moja droga - pogroził mi palcem po czym uwiesił mi się na szyi. - Martwiłem się. - szepnął mi do ucha.
- Tak tak Louis, mi ciebie również brakowało. - zaśmiałam się ciągnąc go i siadając razem z nim na kanapie. - O nic nie pytajcie, to po prostu sprawa między mną a Zayn'em.
- Tak to zrozumiałe - odezwał się Liam.
- Pewnie - uśmiechnął się Niall. - To co, może coś jemy?
- Niall! - powiedzieliśmy wspólnie wybuchając śmiechem.
- Dobrze Niall. Harry bardziej w lewo, głowa wyżej. Lou proszę cię, oderwij się od Liam'a, będziesz całował go po zdjęciach. Zayn trochę do przodu. - ustawiałam chłopców chodząc w te i we wte ustawiając a to ostrość, a to światło. Minął tydzień od kłótni z Zayn'em i przez ten tydzień nie wiele się zmieniło. Nie gadałam z nim, ignorowałam go, chociaż wiem, że nawaliłam i powinnam go przeprosić, lecz tego nie zrobiłam. Było trudno i nadal jest, bo muszę robić mu zdjęcia, ale daje radę. Muszę. Każdy dookoła próbował nas pogodzić, oprócz Harolda, który doskonale znał całą sytuację. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy, wychodziliśmy razem na spacery, do kina czy nawet do głupiego sklepu chodziliśmy razem. Po prostu dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Jak i z resztą chłopców. Każdy z nich był świetny i wyjątkowy, a razem tworzyli wspaniałą całość. W ciągu tego tygodnia wykonałam 3 sesje i ta obecną z udziałem Lauren. Były to niesamowity chwile. Mimo to, że chłopcom trudno było się skupić, a co lepsze zachować powagę, pracowało mi się z nimi bardzo dobrze. Dostawałam mnóstwo różnych pochwał, za świetne zdjęcia, tak samo jak Lauren. Każdy doceniał jej urodę, co jej szczególnie nie przeszkadzało. Zauważyłam ostatnio, że zaczęła więcej czasu poświęcać Liam'owi i z różnymi problemami zwracała sie do niego. Nic dziwnego, był godny zaufania, bardzo pomocny i zawsze umiał coś poradzić.
- Panno Rose - zawołał manager chłopców - Proszę wstąpić do mnie po pracy, wraz ze swoją koleżanką. - Tak jest - skinęłam głową i na powrót wróciłam do fotografowania.
- Okej Lauren, stań koło Louis'a, poczochraj go po włosach tylko nie zepsuj mu za bardzo fryzury. I proszę cię, skup się. - zrobiła to, co jej kazałam.
- Okej, teraz róbcie co chcecie. - rozkazałam zmieniając obiektyw i ustawiając go. Byłam skupiona, bo bardzo zależało mi na tym stażu. Taka szansa mogła się już nie powtórzyć. Gdy się obejrzałam ujrzałam jak dla kogoś normalnego niecodzienny widok, lecz dla mnie nie był o niczym dziwnym. Louis leżał na Harrym jedząc marchewkę, Niall razem z Lauren jedli cukierki, rozrzucając papierki po całym planie, Liam grał na swojej komórce, a Zayn gdzieś zniknął. - Hej! Do cholery, czy ja powiedziałam że mamy przerwę? Boże, istny chaos! Gdzie Zayn ?
- Pewnie pali - odpowiedział Lou kończąc jeść marchewkę. - Louis, cholera! Gadaliśmy już o tym, żadnych marchewek na planie! Niall... - zmierzyłam go wzrokiem
- Tak tak mamusiu, jeszcze jeden cukierek, ostatni, poczekaj.
- Niall!
- Dobra, już dobra. Kobieta bez serca!
- Ustawcie sie, no już! I niech ktoś idzie po Zayn'a. - ale nikt już mnie nie słuchał, gdyż zaczęli się bawić w głuchy telefon. Byłam zmuszona iść po Zayn'a sama. Wychodząc na zewnątrz zobaczyłam skulonego chłopaka, który popalał papierosa. - Zayn - zaczęłam. - Mógłbyś wrócić? Chce skończyć te cholerna zdjęcia.
- Ale nie wiem czy nie będę ci przeszkadzał.
- W czym ?
- W romansowaniu z Harrym. - prychnął depcząc niedopałek papierosa.
- Słucham!? - uniosłam się. - Nie twój interes z kim romansuje. Nic ci do tego, wiesz? Przynajmniej Harry jest ze mną kiedy go potrzebuje, a nie wyjeżdża zupełnie bez pożegnania.
- No i dobrze! To idź do niego!
- A żebyś wiedział - krzyknęłam i weszłam do budynku trzaskając drzwiami.
Dokończyliśmy sesje już bez Zayn'a, bo się nie pojawił. Ładnie wszystkim podziękowałam, po czym razem z Lauren udałam się do gabinetu Roberta. Zapukałam, a gdy usłyszałam ciche " proszę" nacisnęłam klamkę i weszłyśmy do pomieszczenia. - Siadajcie moje drogie. - uśmiechnął się. - Więc mam dla was pewną propozycję.
Stałem tam, jakby ktoś wmurował mnie w ziemię. Miał to być nasz najlepszy wyjazd z chłopakami, i 2 dziewczynami, a tym czasem widzę Vivian. Czyli to ona jest jedną z dziewczyn z którymi mamy tu być przez rok?! Nie, to nie możliwe. Wszystko co liczyło się w tym momencie przestało mieć znaczenie bo była ona. Próbowałem ją nienawidzić, wybić z głowy, przez co jestem z Jennifer, ale wszystko na nic. W trybie natychmiastowym udałem się do salonu, gdzie znalazłem wszystkich chłopaków. - No siema stary. Jak podróż? Bo u nas wyśmienicie - Louis uśmiechnął się przeciągając sie na kanapie.
- Właśnie widzę. Dobra, a teraz minuta prawdy. Co robi tutaj Vivian, do cholery ?
- Stary, wyluzuj. Vivian wygrała konkurs fotograficzny no i jest tu na stażu, fajnie nie ? - uśmiechnął się Harry. - I powiem ci, że jest o niebo ładniejsza na żywo niż na zdjęciach. Ah, i dlaczego nic nie wspominałeś o Lauren? - na twarzy Harolda zagościł grymas.
- Lauren też tu jest? - w odpowiedzi dostałem tylko kiwnięcie głową.
- Słuchaj, albo ty je znasz, albo mi się wydaje ?
- No co ty nie powiesz ? Niall czy ty czasami mnie słuchasz? To o niej mówiłem wam przez ten cały czas. O dziewczynie, mojej przyjaciółce, która to w prze zajebisty sposób zostawiła mnie dla jakiegoś frajera. Powiedzmy, że o niej zapomniałem, przynajmniej próbowałem. Ale to wróciło.
- O stary - westchnął Liam.
- Jestem w dupie. Będę musiał z nią pogadać, ale nie wiem jak... Nie wiem co mam jej powiedzieć. - Wiesz może ja z nią pogadam ? - zaproponował Lou.
- Nie, nie gadajcie z nią na ten temat. Sam muszę to załatwić.
* Vivian *
Normalnie miałam ochotę wrzeszczeć. W jednej chwili poczułam cholerną ulgę, że widzę Zayn'a całego i zdrowego. Ale co robi tu ta lafirynda? Sama nie wiedziałam, czy mam mu zajebać, czy go przytulić. Po skończeniu pizzy podałam ją do stołu i wyszłam na świeże powietrze oddychając głęboko.
- Hej - usłyszałam zza pleców tak dobrze znany mi głos, za którym tak tęskniłam - Słuchaj, ja wiem...- Co ty kurwa możesz wiedzieć? Ty nic nie wiesz! Nie wiesz co się działo przez najbliższy rok, nie wiesz co czułam i jak dawałam radę, nie obchodziło cię to! Super, jesteś w zespole, cieszę się i gratuluje, ale dlaczego do jasnej cholery nic nie powiedziałeś? - wybuchnęłam powoli wyrównując oddech.
- Viv, uspokój się - zaśmiałam się ironicznie na jego słowa.
- Ja mam się uspokoić? Jak ? Olałeś mnie i zostawiłeś rozumiesz? A ja nie wiem dlaczego. Nie wiedziałam gdzie byłeś i co się z tobą działo, dostawałam szału! Ale widzę że u ciebie super. To wyglądało tak, jakby moja przyjaźń się dla ciebie wcale nie liczyła.
- Ja ciebie olałem? Kobieto! A kto ganiał za Ryan'em jak za Bogiem? Nie pisałaś ani nie dzwoniłaś bo był on. I to ty miałaś mnie daleko! I ty mi mówisz o przyjaźni? Zastanów się jak ja się poczułem. Spędzaliśmy dużo czasu, a ty po jednej durnej imprezie już byłaś z nim! Cholera, miał rację. Na to wszystko mogłam mu tylko odpowiedzieć " Bo cię kocham baranie. " Ale nie mogłam.
- Po prostu nie ważne. - rzuciłam i zaczęłam iść oddalając się od domu. - Jasne, idź, uciekaj.
- Spierdalaj - powiedziałam prawie szeptem , lecz on to usłyszał, bo powiedziawszy " jak wolisz " wrócił się do domu.
Szłam szlochając w stronę nieznanej mi ulicy. Usiadłam na ławce, podkuliłam nogi pod szyję i wybuchnęłam jeszcze większym płaczem. No i znowu wszystko przeze mnie. Zawsze wszystko pieprzysz, zawsze.To była moja wina, gdybym otwarcie z nim pogadała nie było by tej całej szopki. Pretensje mogę mieć tylko do siebie. Szkoda tylko, że on nie wiedział że Ryan był tylko dlatego, że bardzo go polubiłam, i by nie psuć naszej przyjaźni chciałam jakoś o nim zapomnieć i z całych sił próbowałam poczuć coś do Ryan'a, ale moja uczucia do mulata były zbyt mocne i prawdziwe.
Było ciemno, latarnia stojąca naprzeciwko mnie świeciła dość jasno, dając mi możliwość zobaczenia na jakiej ulicy się znajduję. Wyciągnęłam z kieszeni telefon dziękując Bogu, że go ze sobą zabrałam i zadzwoniłam do Harry'ego.- Halo? - powiedziałam próbując opanować drżenie głosu. - Harry, czy możesz po mnie przyjechać? Jestem koło Queen's Park.
- Zaraz będę. Zostań tam.
Po niecałych 15 minutach Harry znalazł mnie zziębniętą siedzącą na ławce. Wracając do domu o wszystkim mu opowiedziałam, o wszystkim tym, co leżało mi na sercu. To banalne, ale czułam, że mogę mu to powiedzieć, że mogę mu zaufać. Nie patrzyłam na niego jak na gwiazdę, ale normalnego człowieka, tak samo jak z resztą. Traktowałam ich normalnie, z dnia na dzień ciesząc się, że mogę się z nimi powygłupiać, pogadać, czy po prostu pomilczeć. Loczek tylko mnie słuchał, od czasu do czasu do siebie przytulając dając znak, że jest przy mnie. Wchodząc do domu poczułam jak Harry łapie mnie za rękę i delikatnie ciągnie do kuchni. - Powinnaś coś zjeść. A tak w ogóle, pizza marzenie. Już myśleliśmy, że będziemy musieli holować Niall'a od stołu. - zaśmiałam się nalewając sobie soku do szklanki.
- Cieszę się, że wam smakowało. I dzięki Harry. - uśmiechnęłam się, co on od razu odwzajemnił. - Mam prośbę, mógłbyś zobaczyć, czy no wiesz... Zayn'a nie ma w pokoju?
- Bez obaw, pojechał odwieść Jennifer na lotnisko, pojechała do jakiejś rodziny, wiec już raczej jej nie zobaczysz.
- Całe szczęście - weszliśmy do pokoju, gdzie każdy skupił na nas swój wzrok. - Panno Marcheweczko! - krzyknął Louis odrywając się od konsoli i biegnąc w moją stronę. - Jak mogłaś! Nie było cię aż... - szeptał jakieś liczby licząc na palcach. - O cholera, 2 godziny?! No nie! Będzie kara, moja droga - pogroził mi palcem po czym uwiesił mi się na szyi. - Martwiłem się. - szepnął mi do ucha.
- Tak tak Louis, mi ciebie również brakowało. - zaśmiałam się ciągnąc go i siadając razem z nim na kanapie. - O nic nie pytajcie, to po prostu sprawa między mną a Zayn'em.
- Tak to zrozumiałe - odezwał się Liam.
- Pewnie - uśmiechnął się Niall. - To co, może coś jemy?
- Niall! - powiedzieliśmy wspólnie wybuchając śmiechem.
- Dobrze Niall. Harry bardziej w lewo, głowa wyżej. Lou proszę cię, oderwij się od Liam'a, będziesz całował go po zdjęciach. Zayn trochę do przodu. - ustawiałam chłopców chodząc w te i we wte ustawiając a to ostrość, a to światło. Minął tydzień od kłótni z Zayn'em i przez ten tydzień nie wiele się zmieniło. Nie gadałam z nim, ignorowałam go, chociaż wiem, że nawaliłam i powinnam go przeprosić, lecz tego nie zrobiłam. Było trudno i nadal jest, bo muszę robić mu zdjęcia, ale daje radę. Muszę. Każdy dookoła próbował nas pogodzić, oprócz Harolda, który doskonale znał całą sytuację. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy, wychodziliśmy razem na spacery, do kina czy nawet do głupiego sklepu chodziliśmy razem. Po prostu dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Jak i z resztą chłopców. Każdy z nich był świetny i wyjątkowy, a razem tworzyli wspaniałą całość. W ciągu tego tygodnia wykonałam 3 sesje i ta obecną z udziałem Lauren. Były to niesamowity chwile. Mimo to, że chłopcom trudno było się skupić, a co lepsze zachować powagę, pracowało mi się z nimi bardzo dobrze. Dostawałam mnóstwo różnych pochwał, za świetne zdjęcia, tak samo jak Lauren. Każdy doceniał jej urodę, co jej szczególnie nie przeszkadzało. Zauważyłam ostatnio, że zaczęła więcej czasu poświęcać Liam'owi i z różnymi problemami zwracała sie do niego. Nic dziwnego, był godny zaufania, bardzo pomocny i zawsze umiał coś poradzić.
- Panno Rose - zawołał manager chłopców - Proszę wstąpić do mnie po pracy, wraz ze swoją koleżanką. - Tak jest - skinęłam głową i na powrót wróciłam do fotografowania.
- Okej Lauren, stań koło Louis'a, poczochraj go po włosach tylko nie zepsuj mu za bardzo fryzury. I proszę cię, skup się. - zrobiła to, co jej kazałam.
- Okej, teraz róbcie co chcecie. - rozkazałam zmieniając obiektyw i ustawiając go. Byłam skupiona, bo bardzo zależało mi na tym stażu. Taka szansa mogła się już nie powtórzyć. Gdy się obejrzałam ujrzałam jak dla kogoś normalnego niecodzienny widok, lecz dla mnie nie był o niczym dziwnym. Louis leżał na Harrym jedząc marchewkę, Niall razem z Lauren jedli cukierki, rozrzucając papierki po całym planie, Liam grał na swojej komórce, a Zayn gdzieś zniknął. - Hej! Do cholery, czy ja powiedziałam że mamy przerwę? Boże, istny chaos! Gdzie Zayn ?
- Pewnie pali - odpowiedział Lou kończąc jeść marchewkę. - Louis, cholera! Gadaliśmy już o tym, żadnych marchewek na planie! Niall... - zmierzyłam go wzrokiem
- Tak tak mamusiu, jeszcze jeden cukierek, ostatni, poczekaj.
- Niall!
- Dobra, już dobra. Kobieta bez serca!
- Ustawcie sie, no już! I niech ktoś idzie po Zayn'a. - ale nikt już mnie nie słuchał, gdyż zaczęli się bawić w głuchy telefon. Byłam zmuszona iść po Zayn'a sama. Wychodząc na zewnątrz zobaczyłam skulonego chłopaka, który popalał papierosa. - Zayn - zaczęłam. - Mógłbyś wrócić? Chce skończyć te cholerna zdjęcia.
- Ale nie wiem czy nie będę ci przeszkadzał.
- W czym ?
- W romansowaniu z Harrym. - prychnął depcząc niedopałek papierosa.
- Słucham!? - uniosłam się. - Nie twój interes z kim romansuje. Nic ci do tego, wiesz? Przynajmniej Harry jest ze mną kiedy go potrzebuje, a nie wyjeżdża zupełnie bez pożegnania.
- No i dobrze! To idź do niego!
- A żebyś wiedział - krzyknęłam i weszłam do budynku trzaskając drzwiami.
Dokończyliśmy sesje już bez Zayn'a, bo się nie pojawił. Ładnie wszystkim podziękowałam, po czym razem z Lauren udałam się do gabinetu Roberta. Zapukałam, a gdy usłyszałam ciche " proszę" nacisnęłam klamkę i weszłyśmy do pomieszczenia. - Siadajcie moje drogie. - uśmiechnął się. - Więc mam dla was pewną propozycję.
siódma owieczka.
- Lily! Czy ty możesz chociaż na chwilę oderwać się od Lewisa ? - wrzasnęłam zaciskając telefon w ręcę.
- Oh spokojnie, mi to nie przeszkadza. - Lewis się zaśmiał miziając Lily po brzuchu.
- Pff... Nie mogę dodzwonić się do Zayn'a. Próbuje już od 2 dni i nic. Co z nim się dzieje?- Ah, to pewnie dlatego że zmienił numer... buta! Tak właśnie buta. Bo wiesz, noga rośnie, pewnie kupił buty i dostał grzybicy i teraz biedaczek siedzi u lekarza, współczuje. - wykrzywiła się. - W każdym razie, co na obiad?
- Dobra Lil, gadaj co wiesz.
- Vivian, Vivian, Vivian. Mała głupiutka Vivian. Myślisz, że coś ode mnie wyciągniesz ?
Już po 10 minutach wiedziałam wszystko, czyli z paplaniny Lily niewiele, ale wszystko co chciałam wiedzieć, było w liście. Wyciągając informacje z Lily, to jak zabrać małemu dziecku lizaka, bułka z masłem. Wspólnie z przyjaciółką znalazłam się w moim ogródku ? No tak, to tu pewnie ukryła list. Lily grzebiąc w krzakach wyciągnęła pudło i podała mi list. Widząc jak odchodzi rozpakowałam kawałek papieru i zaczęłam czytać.
" Wyjeżdżam (...) , Jeśli jesteś z nim szczęśliwa (...) , Tak będzie lepiej (...) "
Przeczytałam list od góry, do dołu mnóstwo razy, ale dalej nie mogła tego pojąć. Zostawił mnie. Nawet nie wiem gdzie teraz jest. Zmienił numer, bo chciał żebym była szczęśliwa? Usiadłam na trawie wypakowując bluzę zalewając się łzami. Patrząc na nią, przypomniało mi się wszystko. Pierwsze spotkanie, wyjazd, impreza, wszystkie najlepsze chwile. Płakałam jak głupia tuląc się do bluzy, tak jakby on tu był i siedział koło mnie. Krzyczałam z bezsilności. Nie mogłam w to uwierzyć. Jego tu nie ma i nie będzie. A najgorsze jest to, że nie wiem gdzie jest i dlaczego wyjechał.
Wakacje się skończyły. Został tylko jeden cholerny rok nauki i zaczynam studia. Fotografia i nauka znowu zeszły na boczny tor, chociaż powinnam jak najbardziej się starać. Ale ja myślałam tylko o jednym. Żyłam z dnia na dzień, z minuty na minutę i płakałam. Często, za często. Próbowałam się ogarnąć, lecz wszystko na nic. Byłam rozbita, tak jakby ktoś zabrał mi kawałek siebie. Nie byłam sobą. Nie byłam tą samą Vivian. Mimo, że chodziłam do szkoły na lekcjach byłam nieobecna. Myślami byłam w dalekiej przeszłości. Po jakimś czasie stopniowo było lepiej. Lily i Lauren były zawsze ze mną. Nawet Paul i Lewis pomagali mi jak mogli. Wypady do kina, pizza, kręgle etc. No, Lewis w przerwach kiedy nie był zajęty Lily i vice versa. W Paul'u aż się gotowało, lecz nie odbierał tego jako zagrożenia, był po prostu chorobliwie zazdrosny. Nic dziwnego. Gdyby mój chłopak migdalił się z dziewczyną będąc gejem to trochę niepokojące. Stawałam na nogi. I to dzięki im, moim przyjaciołom. Chodź dużo myślałam o Zayn'ie to cieszyłam się, że pewnie gdzieś się spełnia. Ja sama zaczęłam więcej fotografować i wolne chwile wiązać ze zdjęciami. Dziewczyny, jak i chłopaki zgłaszali sie do sesji, czy portretów. Raz miałam okazję zrobić zdjęcie na okładkę gazety.
- Vivian cholera! Ale mam newsa! - brunetka wpadła do mojego pokoju zdyszana. - Dobra Lil, ale pamiętaj o oddychaniu.
- Ah, to nie ważne tylko posłuchaj. Pamiętasz te zdjęcia, które ostatnio robiłaś Lauren ?
- No tak. Jesienna inspiracja. Wyszły świetnie. - Tak tak, nie ważne. Ważne, że tymi zdjęciami wygrałaś konkurs!
- Co? Lil do jasnej cholery jaki znowu konkurs? Znowu śniły ci się gej-misie? Przecież mówiłam ci, żebyś nie oglądała tych durnych filmików. - wywróciłam oczami.
- No, no - zaczęła się jąkać. - Wysłałam twoje zdjęcia na konkurs dla młodych zdolnych. Nagrodą za pierwsze miejsce jest wyjazd na roczny staż fotograficzny z gwiazdami! I masz racje cholera! Znowu mi się te sukinsyny śniły. A przecież mi mówiłaś. - Jakimi gwiazdami ?
- Tego nie wiem, ale czy to ważne? W każdym razie, bierz Lauren, i się pakujcie, bo za tydzień lecicie do Manchesteru. - dziewczyna powiedziała z entuzjazmem przytulając mnie. - Tak się cieszę, od zawsze o tym marzyłaś! Ja się wszystkim zajmę.
- Boże! Tak strasznie ci dziękuję. - przytuliłam ją za całej siły wycierając łzy.
- Mamo! Mam świetną wiadomość - krzyknęłam wchodząc do kuchni. - W monopolowym jest promocja?
- Eee nie? Wygrałam konkurs fotograficzny! Nagrodą jest wyjazd na roczny staż fotograficzny z jakąś gwiazdą! I to będą profesjonalne zdjęcia, więc Januszek będzie pasował idealnie! Jak bardzo mam się błagać żebyś się zgodziła? Bo wiesz, tak się składa, że jesteś moją ulubioną mamą. - puściłam jej oczko uśmiechając się. - Vivian - westchnęła siadając obok mnie - To nie takie łatwe. A szkoła?
- Zostało ledwie 2 miesiące, nie dramatyzuj. Akurat wszystko pozaliczamy.
- Pozaliczamy?
- Tak, lecę z Lauren dlatego, że ona była na zdjęciach. Proszę cię, to moje marzenie, przecież wiesz.
- A co mi tam! Cholera, jestem dumna! - przytuliła mnie. - Pakuj się kochanie. - przytuliłam ją równie mocno, po czym wpakowałam się do pokoju Dylana.
- Siema boczkowski - wrzeszczałam wchodząc do jego pokoju. - Kupa smalcu, cześć. A pukać to nie łaska? - odwrócił się do mnie odrywając się od komputera.
- A przestań. Padniesz jak usłyszysz!
- W monopolowym jest promocja?
- Co? Nie? Co wy dzisiaj z tym monopolowym do cholery? Jadę na rok do Manchesteru! Na staż fotograficzny, czujesz to? - klepnęłam go w plecy dając mu buziaka w czoło. Ten na ten gest prędko wytarł rękawem miejsce, gdzie go pocałowałam.
- To, to extra. Kurdę, smaluś, boczkowski jest dumny! - zaśmiał się. - To gratulacje i powodzenia a teraz żegnam, chłopaki zaraz przyjdą. - otworzył mi drzwi i przytrzymał je.
- Oh dzięki, ty dżentelmenie.
Wchodząc do pokoju wzięłam laptopa i napisałam do Lauren. Ona tez była w pełni szczęścia. W końcu nie każdemu trafia się taka szansa. To było niesamowite! Przeglądając archiwum natknęłam się na rozmowę z Zayn'em i wybuchnęłam płaczem. Dlaczego? Dlaczego tak postąpił? Nie pojmowałam tego. Nie miałam na to siły. Zastanawiałam się co zrobiłam źle. No tak, głupota nie boli. " Ryan kotku ". Vivian, jesteś debilką .
- Kurwa mać, Lauren! - wrzeszczałam na nią ciągnąc ją za rękę. - Chodź no! Jesteśmy mega spóźnione! Samolot nie będzie na nas czekał.
- Dobra dobra, wyluzuj.
- Czy ty zawsze musisz kogoś podrywać? Kiedyś taka nie byłaś.
- Cóż, ludzie się zmieniają kochanie. - dorównała mi kroku z uśmiechem na twarzy i oddałyśmy bagaże do odprawy. Wypełniłyśmy wszystkie formalności dotyczące lotu i wsiadłyśmy do samolotu. No tak, Lily zamawiała bilety. Co wyjaśnia dlaczego nie siedzimy razem i dlaczego Lauren siedzi koło starego dziadziusia, który jak się domyślam po ciągłym chodzeniu do toalety ma prostatę. Zaśmiałam się widząc jej minę i odwróciłam się.
- Przepraszam bardzo, czy miejsce koło ciebie to numer 37?
- Nie, 25.
- O! To moje! - krzyknął chłopak stojący na samym końcu przejścia przeciskając się przez pozostałych chłopaków i siadając koło mnie. - No witaj - teatralnie poruszył brwiami na co się roześmiałam.
- Uważaj na niego, czasami gryzie na widok takich ładnych dziewczyn jak ty. - zaśmiał się chłopak z burzą loczków na głowie i zajął miejsce za nami, obok blondyna, który jadł właśnie parówkę z nutellą. Ekstremalnie, nie powiem że nie. Zaraz po nim wysoki chłopak w koszule w kratę zajął miejsce przed nami.
- Jestem Louis. I wiesz, mam w zwyczaju, że całuję dziewczynę na powitanie.
- A ja Vivian, miło mi. - zaśmiałam się. - No jeśli masz taki zwyczaj, to śmiało - nadstawiłam policzek, ten musnął go i usiadł zadowolony.
- Więc gdzie taka piękna dziewczyna leci sama ? - Nie sama, z przyjaciółką. - odwróciłam się i wskazałam na Lauren grająca w karty z dwoma starszymi panami.
- Oh, więc gdzie tak dwie piękne dziewczyny lecą same ? - Na staż fotograficzny, do Manchesteru rzecz jasna. - wyszczerzyłam sie. - A Lauren jest moją modelką. To dzięki konkursowi, który wygrałam.
- No to gratulacje - klasnął w ręce Louis. - A nie masz więcej takich modelek ? - wtrącił się loczkowany.
- Niestety, ale jeśli jesteś zainteresowany tą, to radze ci mieć dużo forsy i ciężarówkę, by przywozić jej tony jedzenia.
- To ja zamawiam! - krzyknął blondyn z buzia pełną łakoci. - A tak w ogóle, to jestem Niall. Cukierka? - podstawił torebkę z cuksami, wzięłam jednego po czym wpakowałam do buzi. - Ja jestem Harry. - podał mi dłoń.
- A ja Liam. - pomachał mi chłopak siedzący przed nami.
- Więc gdzie tacy przystojniacy lecą sami ? - zaśmiałam się udając słaby podryw Louis'a.
- Jakaś niunia wygrała takie coś i my musimy jej coś tam pomóc - tłumaczył mi Harry walcząc z Niall'em na bagietki.
- Nie coś, tylko konkurs dla młodych zdolnych, nie coś tam pomóc tylko dać się fotografować.- oburzył się Liam wywracając oczami.
- Ale, ale to to przecież no ja! To ja wygrałam konkurs dla młodych zdolnych. - jąkałam się nie mogąc w to uwierzyć. - Niunia? - zmierzyłam loczkowanego dziwnym spojrzeniem. - Serio ?
- No co ty! - krzyknął Louis wstając i odprawiając erotyczne tańce z fotelem Liam'a - Więc ja zamawiam sypialnie z Vivian!
- Jak to sypialnie ?
- No tak. Nasz manager zgodził się, żebyśmy mieszkali razem. Wiesz, mniejsze koszty. I widzę że nie będzie problemu z dogadaniem się. -Liam uśmiechnął się i założył słuchawki na uszy. - Wasz manager?
- Tak, jako zespół raczej go mamy.
- Zespół ? - zdziwiłam się, bo nigdy o niech nic nie słyszałam. - No nie gadaj! Nie słyszałaś o nas? - oburzył się blondynek.
- Eeee Black Eyed Peas? - patrzyłam rozbawiona ich minami to na Niall'a to na Louis'a.
- Tak, Will I am madame - Louis przejechał ręką po włosach przymrużając oczy.
- A ja Fergie. - odezwał się Niall łapiąc się tam, gdzie powinny być piersi i przygryzając dolną wargę.
- O nie! Niall zabrałeś mi Fergie! - wybuchnął Harry udając obrażonego i podśpiewując piosenkę.
- Jesteśmy One Direction. - szepnął Louis. - Ale cii, jeśli nie chcesz być stratowana przez rozwrzeszczane nastolatki.
- Ale Louis, tu są sami emeryci. - zaśmiałam się. - Więc miło was poznać, One Direction.
- Nawzajem - odpowiedzieli chórem, po czym każdy zajął się sobą. Niall jadł, Harry grał na swojej komórce, Louis jadł marchewki bawiąc się moimi włosami, bo jak stwierdził moje są o wiele bardziej " puszyściejsze " od Harry'ego a ja dyskutowałam z Liam'em. Nie znałam tylko jednego członka zespołu, ale jak będzie tak samo przystojny jak reszta, to chyba umrę.
Droga samolotem minęła dość szybko. Odbierając bagaże załadowalismy się do dwóch taksówek i pojechalismy do naszego nowego domu. W drodzę Lauren poznała chłopców i od razu zbratała się z Niall'em. Dyskutowali jakie skrzydełka są najlepsze. Przecież skrzydełka są jedne. Tak czy siak, są dziwni. Dojeżdżając ujrzałam piękny dom koloru beżowego z wielkim balkonem. Dom nie był zbyt duży. Miał duże okna i był dwupiętrowy. Wchodząc do niego ujrzeliśmy wielki salon z wielkim telewizorem i przejściem do równie dużej kuchni. Łazienka była nieco mniejsza ale bardzo ładna. Schody prowadzące na góre doprowadziły nas do naszych sypialni. Było ich 3, więc idealnie się w nich mieściliśmy. Postawiliśmy walizki i zeszliśmy na dół. - Okej, to zamawiamy pizze. - krzyknął Niall i złapał za telefon.
- Poczekaj, jesli ładnie poprosimy Vivian, to zrobi nam przepyszną pizze. A robi ją na prawdę świetną.
- Naprawdę? - zapytał robiąc słodkie oczka. - Mogłabyś to dla mnie zrobić?
- Niech wam będzie. Ale ktoś musi mi pomóc. - po tych słowach każdy miał inne zajęcie, byle tylko mi nie pomagać w gotowaniu. Niall z Lauren udali się na taras z paczką czipsów, Harry przytulał Louis'a, który oglądał TV a Liam rozmawiał przez telefon.
- Eh. Zjeść chcą wszyscy, a zrobić nie ma komu ? - westchnęłam udając się do kuchni i szukając potrzebnych rzeczy.
- Ja bardzo chętnie ci pomogę. - usłyszałam żeński głos i odwróciłam się. Ujrzałam ładną, dość wysoką blondynkę która za rękę trzymała Zayn'a. Mojego Zayn'a.
- Oh spokojnie, mi to nie przeszkadza. - Lewis się zaśmiał miziając Lily po brzuchu.
- Pff... Nie mogę dodzwonić się do Zayn'a. Próbuje już od 2 dni i nic. Co z nim się dzieje?- Ah, to pewnie dlatego że zmienił numer... buta! Tak właśnie buta. Bo wiesz, noga rośnie, pewnie kupił buty i dostał grzybicy i teraz biedaczek siedzi u lekarza, współczuje. - wykrzywiła się. - W każdym razie, co na obiad?
- Dobra Lil, gadaj co wiesz.
- Vivian, Vivian, Vivian. Mała głupiutka Vivian. Myślisz, że coś ode mnie wyciągniesz ?
Już po 10 minutach wiedziałam wszystko, czyli z paplaniny Lily niewiele, ale wszystko co chciałam wiedzieć, było w liście. Wyciągając informacje z Lily, to jak zabrać małemu dziecku lizaka, bułka z masłem. Wspólnie z przyjaciółką znalazłam się w moim ogródku ? No tak, to tu pewnie ukryła list. Lily grzebiąc w krzakach wyciągnęła pudło i podała mi list. Widząc jak odchodzi rozpakowałam kawałek papieru i zaczęłam czytać.
" Wyjeżdżam (...) , Jeśli jesteś z nim szczęśliwa (...) , Tak będzie lepiej (...) "
Przeczytałam list od góry, do dołu mnóstwo razy, ale dalej nie mogła tego pojąć. Zostawił mnie. Nawet nie wiem gdzie teraz jest. Zmienił numer, bo chciał żebym była szczęśliwa? Usiadłam na trawie wypakowując bluzę zalewając się łzami. Patrząc na nią, przypomniało mi się wszystko. Pierwsze spotkanie, wyjazd, impreza, wszystkie najlepsze chwile. Płakałam jak głupia tuląc się do bluzy, tak jakby on tu był i siedział koło mnie. Krzyczałam z bezsilności. Nie mogłam w to uwierzyć. Jego tu nie ma i nie będzie. A najgorsze jest to, że nie wiem gdzie jest i dlaczego wyjechał.
Wakacje się skończyły. Został tylko jeden cholerny rok nauki i zaczynam studia. Fotografia i nauka znowu zeszły na boczny tor, chociaż powinnam jak najbardziej się starać. Ale ja myślałam tylko o jednym. Żyłam z dnia na dzień, z minuty na minutę i płakałam. Często, za często. Próbowałam się ogarnąć, lecz wszystko na nic. Byłam rozbita, tak jakby ktoś zabrał mi kawałek siebie. Nie byłam sobą. Nie byłam tą samą Vivian. Mimo, że chodziłam do szkoły na lekcjach byłam nieobecna. Myślami byłam w dalekiej przeszłości. Po jakimś czasie stopniowo było lepiej. Lily i Lauren były zawsze ze mną. Nawet Paul i Lewis pomagali mi jak mogli. Wypady do kina, pizza, kręgle etc. No, Lewis w przerwach kiedy nie był zajęty Lily i vice versa. W Paul'u aż się gotowało, lecz nie odbierał tego jako zagrożenia, był po prostu chorobliwie zazdrosny. Nic dziwnego. Gdyby mój chłopak migdalił się z dziewczyną będąc gejem to trochę niepokojące. Stawałam na nogi. I to dzięki im, moim przyjaciołom. Chodź dużo myślałam o Zayn'ie to cieszyłam się, że pewnie gdzieś się spełnia. Ja sama zaczęłam więcej fotografować i wolne chwile wiązać ze zdjęciami. Dziewczyny, jak i chłopaki zgłaszali sie do sesji, czy portretów. Raz miałam okazję zrobić zdjęcie na okładkę gazety.
- Vivian cholera! Ale mam newsa! - brunetka wpadła do mojego pokoju zdyszana. - Dobra Lil, ale pamiętaj o oddychaniu.
- Ah, to nie ważne tylko posłuchaj. Pamiętasz te zdjęcia, które ostatnio robiłaś Lauren ?
- No tak. Jesienna inspiracja. Wyszły świetnie. - Tak tak, nie ważne. Ważne, że tymi zdjęciami wygrałaś konkurs!
- Co? Lil do jasnej cholery jaki znowu konkurs? Znowu śniły ci się gej-misie? Przecież mówiłam ci, żebyś nie oglądała tych durnych filmików. - wywróciłam oczami.
- No, no - zaczęła się jąkać. - Wysłałam twoje zdjęcia na konkurs dla młodych zdolnych. Nagrodą za pierwsze miejsce jest wyjazd na roczny staż fotograficzny z gwiazdami! I masz racje cholera! Znowu mi się te sukinsyny śniły. A przecież mi mówiłaś. - Jakimi gwiazdami ?
- Tego nie wiem, ale czy to ważne? W każdym razie, bierz Lauren, i się pakujcie, bo za tydzień lecicie do Manchesteru. - dziewczyna powiedziała z entuzjazmem przytulając mnie. - Tak się cieszę, od zawsze o tym marzyłaś! Ja się wszystkim zajmę.
- Boże! Tak strasznie ci dziękuję. - przytuliłam ją za całej siły wycierając łzy.
- Mamo! Mam świetną wiadomość - krzyknęłam wchodząc do kuchni. - W monopolowym jest promocja?
- Eee nie? Wygrałam konkurs fotograficzny! Nagrodą jest wyjazd na roczny staż fotograficzny z jakąś gwiazdą! I to będą profesjonalne zdjęcia, więc Januszek będzie pasował idealnie! Jak bardzo mam się błagać żebyś się zgodziła? Bo wiesz, tak się składa, że jesteś moją ulubioną mamą. - puściłam jej oczko uśmiechając się. - Vivian - westchnęła siadając obok mnie - To nie takie łatwe. A szkoła?
- Zostało ledwie 2 miesiące, nie dramatyzuj. Akurat wszystko pozaliczamy.
- Pozaliczamy?
- Tak, lecę z Lauren dlatego, że ona była na zdjęciach. Proszę cię, to moje marzenie, przecież wiesz.
- A co mi tam! Cholera, jestem dumna! - przytuliła mnie. - Pakuj się kochanie. - przytuliłam ją równie mocno, po czym wpakowałam się do pokoju Dylana.
- Siema boczkowski - wrzeszczałam wchodząc do jego pokoju. - Kupa smalcu, cześć. A pukać to nie łaska? - odwrócił się do mnie odrywając się od komputera.
- A przestań. Padniesz jak usłyszysz!
- W monopolowym jest promocja?
- Co? Nie? Co wy dzisiaj z tym monopolowym do cholery? Jadę na rok do Manchesteru! Na staż fotograficzny, czujesz to? - klepnęłam go w plecy dając mu buziaka w czoło. Ten na ten gest prędko wytarł rękawem miejsce, gdzie go pocałowałam.
- To, to extra. Kurdę, smaluś, boczkowski jest dumny! - zaśmiał się. - To gratulacje i powodzenia a teraz żegnam, chłopaki zaraz przyjdą. - otworzył mi drzwi i przytrzymał je.
- Oh dzięki, ty dżentelmenie.
Wchodząc do pokoju wzięłam laptopa i napisałam do Lauren. Ona tez była w pełni szczęścia. W końcu nie każdemu trafia się taka szansa. To było niesamowite! Przeglądając archiwum natknęłam się na rozmowę z Zayn'em i wybuchnęłam płaczem. Dlaczego? Dlaczego tak postąpił? Nie pojmowałam tego. Nie miałam na to siły. Zastanawiałam się co zrobiłam źle. No tak, głupota nie boli. " Ryan kotku ". Vivian, jesteś debilką .
- Kurwa mać, Lauren! - wrzeszczałam na nią ciągnąc ją za rękę. - Chodź no! Jesteśmy mega spóźnione! Samolot nie będzie na nas czekał.
- Dobra dobra, wyluzuj.
- Czy ty zawsze musisz kogoś podrywać? Kiedyś taka nie byłaś.
- Cóż, ludzie się zmieniają kochanie. - dorównała mi kroku z uśmiechem na twarzy i oddałyśmy bagaże do odprawy. Wypełniłyśmy wszystkie formalności dotyczące lotu i wsiadłyśmy do samolotu. No tak, Lily zamawiała bilety. Co wyjaśnia dlaczego nie siedzimy razem i dlaczego Lauren siedzi koło starego dziadziusia, który jak się domyślam po ciągłym chodzeniu do toalety ma prostatę. Zaśmiałam się widząc jej minę i odwróciłam się.
- Przepraszam bardzo, czy miejsce koło ciebie to numer 37?
- Nie, 25.
- O! To moje! - krzyknął chłopak stojący na samym końcu przejścia przeciskając się przez pozostałych chłopaków i siadając koło mnie. - No witaj - teatralnie poruszył brwiami na co się roześmiałam.
- Uważaj na niego, czasami gryzie na widok takich ładnych dziewczyn jak ty. - zaśmiał się chłopak z burzą loczków na głowie i zajął miejsce za nami, obok blondyna, który jadł właśnie parówkę z nutellą. Ekstremalnie, nie powiem że nie. Zaraz po nim wysoki chłopak w koszule w kratę zajął miejsce przed nami.
- Jestem Louis. I wiesz, mam w zwyczaju, że całuję dziewczynę na powitanie.
- A ja Vivian, miło mi. - zaśmiałam się. - No jeśli masz taki zwyczaj, to śmiało - nadstawiłam policzek, ten musnął go i usiadł zadowolony.
- Więc gdzie taka piękna dziewczyna leci sama ? - Nie sama, z przyjaciółką. - odwróciłam się i wskazałam na Lauren grająca w karty z dwoma starszymi panami.
- Oh, więc gdzie tak dwie piękne dziewczyny lecą same ? - Na staż fotograficzny, do Manchesteru rzecz jasna. - wyszczerzyłam sie. - A Lauren jest moją modelką. To dzięki konkursowi, który wygrałam.
- No to gratulacje - klasnął w ręce Louis. - A nie masz więcej takich modelek ? - wtrącił się loczkowany.
- Niestety, ale jeśli jesteś zainteresowany tą, to radze ci mieć dużo forsy i ciężarówkę, by przywozić jej tony jedzenia.
- To ja zamawiam! - krzyknął blondyn z buzia pełną łakoci. - A tak w ogóle, to jestem Niall. Cukierka? - podstawił torebkę z cuksami, wzięłam jednego po czym wpakowałam do buzi. - Ja jestem Harry. - podał mi dłoń.
- A ja Liam. - pomachał mi chłopak siedzący przed nami.
- Więc gdzie tacy przystojniacy lecą sami ? - zaśmiałam się udając słaby podryw Louis'a.
- Jakaś niunia wygrała takie coś i my musimy jej coś tam pomóc - tłumaczył mi Harry walcząc z Niall'em na bagietki.
- Nie coś, tylko konkurs dla młodych zdolnych, nie coś tam pomóc tylko dać się fotografować.- oburzył się Liam wywracając oczami.
- Ale, ale to to przecież no ja! To ja wygrałam konkurs dla młodych zdolnych. - jąkałam się nie mogąc w to uwierzyć. - Niunia? - zmierzyłam loczkowanego dziwnym spojrzeniem. - Serio ?
- No co ty! - krzyknął Louis wstając i odprawiając erotyczne tańce z fotelem Liam'a - Więc ja zamawiam sypialnie z Vivian!
- Jak to sypialnie ?
- No tak. Nasz manager zgodził się, żebyśmy mieszkali razem. Wiesz, mniejsze koszty. I widzę że nie będzie problemu z dogadaniem się. -Liam uśmiechnął się i założył słuchawki na uszy. - Wasz manager?
- Tak, jako zespół raczej go mamy.
- Zespół ? - zdziwiłam się, bo nigdy o niech nic nie słyszałam. - No nie gadaj! Nie słyszałaś o nas? - oburzył się blondynek.
- Eeee Black Eyed Peas? - patrzyłam rozbawiona ich minami to na Niall'a to na Louis'a.
- Tak, Will I am madame - Louis przejechał ręką po włosach przymrużając oczy.
- A ja Fergie. - odezwał się Niall łapiąc się tam, gdzie powinny być piersi i przygryzając dolną wargę.
- O nie! Niall zabrałeś mi Fergie! - wybuchnął Harry udając obrażonego i podśpiewując piosenkę.
- Jesteśmy One Direction. - szepnął Louis. - Ale cii, jeśli nie chcesz być stratowana przez rozwrzeszczane nastolatki.
- Ale Louis, tu są sami emeryci. - zaśmiałam się. - Więc miło was poznać, One Direction.
- Nawzajem - odpowiedzieli chórem, po czym każdy zajął się sobą. Niall jadł, Harry grał na swojej komórce, Louis jadł marchewki bawiąc się moimi włosami, bo jak stwierdził moje są o wiele bardziej " puszyściejsze " od Harry'ego a ja dyskutowałam z Liam'em. Nie znałam tylko jednego członka zespołu, ale jak będzie tak samo przystojny jak reszta, to chyba umrę.
Droga samolotem minęła dość szybko. Odbierając bagaże załadowalismy się do dwóch taksówek i pojechalismy do naszego nowego domu. W drodzę Lauren poznała chłopców i od razu zbratała się z Niall'em. Dyskutowali jakie skrzydełka są najlepsze. Przecież skrzydełka są jedne. Tak czy siak, są dziwni. Dojeżdżając ujrzałam piękny dom koloru beżowego z wielkim balkonem. Dom nie był zbyt duży. Miał duże okna i był dwupiętrowy. Wchodząc do niego ujrzeliśmy wielki salon z wielkim telewizorem i przejściem do równie dużej kuchni. Łazienka była nieco mniejsza ale bardzo ładna. Schody prowadzące na góre doprowadziły nas do naszych sypialni. Było ich 3, więc idealnie się w nich mieściliśmy. Postawiliśmy walizki i zeszliśmy na dół. - Okej, to zamawiamy pizze. - krzyknął Niall i złapał za telefon.
- Poczekaj, jesli ładnie poprosimy Vivian, to zrobi nam przepyszną pizze. A robi ją na prawdę świetną.
- Naprawdę? - zapytał robiąc słodkie oczka. - Mogłabyś to dla mnie zrobić?
- Niech wam będzie. Ale ktoś musi mi pomóc. - po tych słowach każdy miał inne zajęcie, byle tylko mi nie pomagać w gotowaniu. Niall z Lauren udali się na taras z paczką czipsów, Harry przytulał Louis'a, który oglądał TV a Liam rozmawiał przez telefon.
- Eh. Zjeść chcą wszyscy, a zrobić nie ma komu ? - westchnęłam udając się do kuchni i szukając potrzebnych rzeczy.
- Ja bardzo chętnie ci pomogę. - usłyszałam żeński głos i odwróciłam się. Ujrzałam ładną, dość wysoką blondynkę która za rękę trzymała Zayn'a. Mojego Zayn'a.
szósta owieczka.
Tydzień po imprezie na plaży.
* Zayn *
Siedziałem na murku obok fontanny czekając na Vivian. Nie widziałem jej tylko przez tydzień, a stęskniłem się za nią jak głupi. Chciałem jej tyle powiedzieć, spojrzeć w te jej piękne tęczówki i zatopić się w jej uścisku.
- Hejka marzycielu - usłyszałem znany mi głos i odwróciłem się. Ujrzałem tą samą, zawsze uśmiechniętą dziewczynę, która stała wyciągając rękę w moją stronę. Ignorując jej rękę przytuliłem ją mocno. Nie wiem co we mnie wstąpiło, po prostu potrzebowałem tego.
- Oho! Ktoś się stęsknił -zaśmiała się obejmując mnie i zaczęliśmy się kołysać. - No nie mów że ty nie - wysunąłem język odsuwając się od niej.
- Dobra, dobra. I nawet bardziej niż ty. - szepnęła śmiejąc się i na powrót mnie przytulając.
Przegadaliśmy dobre 2 godziny siedząc a to na murku, biegając po rynku czy leżąc na ławkach. Z tą dziewczyną świat był o wiele lepszy. I tak szczerze, to nie wiem co by było bez niej.
- Zayn... - zaczęła niepewnie kładąc swoje ręce na moich. - Muszę ci coś powiedzieć i jesteś pierwszą osobą której to mówię - pokiwałem głową zachęcając ją do mówienia. - Więc.. Poznałam kogoś.
- Tak, ja ciebie też lu...Zaraz, co? - zająknąłem się.
- No tak. Na imprezie, po tym jak cię zgubiłam zaczęłam z kimś tańczyć, i ten ktoś wsunął mi swój numer to torebki. Więc do niego napisałam, co miałam do stracenia. Myślałam, że okaże się jakimś palantem, ale to naprawdę w porządku facet. - widząc ją uśmiechniętą na myśl o tym facecie, zachciało mi się rzygać. Zdecydowanie nie to chciałem usłyszeć. W tym momencie moje serce eksplodowało na tysiąc pierdolonych kawałków.
- Cieszę się, cieszę, że jesteś szczęśliwa. -zmusiłem się na sztuczny uśmiech. Z jednej strony to była prawda, cieszyłem się widząc ją taką szczęśliwą. Ale nie z jakimś palantem. Ona miała być szczęśliwa ze mną. Ale pretensje mogłem mieć tylko do siebie. Za długo zwlekałem, gdybym powiedział jej co czuje, może wszystko potoczyło by się inaczej. - To dobrze. Koniecznie musisz go poznać.
- Tak. Może kiedyś. - znowu kolejny uśmiech. - Viv, musze lecieć. Obiecałem mamie że będę dzisiaj wcześniej.
- Okej, w porządku. Pa. - pomachała mi.
No i stało się, a miało być tak pięknie. Nic na to nie poradzę jest z nim szczęśliwa. To widać i nic mi do tego. Tylko nie wiem czy będę w stanie spokojnie patrzeć na ich szczęście. Nienawidzę tego gościa, ale tak cholernie mu zazdroszczę. On ma wszystko to, co ja chciałem mieć. Ma przy sobie cały mój świat. Tak, Vivian stała się dla mnie wszystkim Zakochałem się, bez wątpienia. Dopiero kiedy mi ją zabrano, dotarło to do mnie.
- Zayn, co jest? Przestań się na niego tak gapić. - Lauren szturchnęła mnie i popatrzyła smutnym wzrokiem. Widok Vivian, z tym " Ryan'em " przyprawiał mnie o wszelkie możliwe bóle. Co ja tu robię No tak, jakbym nie znał Vivian. Tak jej zależało na tym spotkaniu i tak naciskała, że w końcu musiałem się zgodzić. Ale ten widok był nie do zniesienia.
- Głowa mnie rozbolała. Idę się przewietrzyć. - rzuciłem krótko, po czym poszedłem na dwór i usiadłem na schodkach. Z kieszeni spodni wyciągnąłem paczkę papierosów i wyciągnąłem jednego. - To ty palisz? - usłyszałem za sobą głos Lauren, która dosiadła się do mnie.
- Nie, ogień podtrzymuje.
- To daj, pomogę ci. - wzięła ode mnie papierosa zaciągając się nim. - Widzę, że nie tylko mi nowy kolega Viv nie przypadł do gustu.
- Kolega? - prychnąłem. - Jakby mógł to wziął by ją tam przy wszystkich. Nie jestem ślepy, widzę jak na nią patrzy.
- Ja też nie jestem ślepa i widzę jak ty na nią patrzysz.
- To już bez znaczenia. - wypuściłem dym ze świstem. - Ona jest z nim i muszę się z tym pogodzić. Moja szansa poszła się dymać. Nie ma odwrotu. Ale już dłużej nie zniosę jak się migdalą. Spadam. - ucałowałem jej czoło i odszedłem.
- Posłuchaj mnie! Co ty wyrabiasz? " Ryan kotku "? Co reszty cie pojebało!? - Boże, ale o co ci chodzi ?
- Dobra, nie udawaj słodkiej idiotki! Ryan? Serio? Co ty w nim widzisz? A Zayn? Co z Zayn'em ? Już się dla ciebie nie liczy? Nie obchodzi cię jak on się czuje? Widziałaś jak on na ciebie patrzy? Vivian, ty cholerna debilko! Ogarnij się, bo możesz go stracić. Tego chcesz? - słowa wypowiadanie przez Lauren docierały do mnie kolejno w zwolnionym tępię trafiając prosto w moje serce. Rozpłakałam się z bezsilności kryjąc twarz w rękach. Nie chcę go stracić. Nigdy bym na to nie pozwoliła. Ale robiłam wszystko, by o nim zapomnieć, by Zayn stał mi się obojętny. Nie mogłam znieść myśli, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, nie chciałam tego. Chciałam czegoś więcej. Bałam się, cholernie się bałam skrzywdzenia. I stąd Ryan. Był miłym chłopakiem, lecz to nie był Zayn. Mój Zayn.
- No juz cicho - Lauren przytuliła mnie głaszcząc po głowie. - Nie wiem co masz w tej durnej głowie, ale radze ci to szybko wybić, zanim ja zrobię to za ciebie. - dalej łkałam w ramionach brunetki pociągając nosem. Co jak co, talent to spieprzenia sobie życia mam niezły. Talent, jak nic. Jedynie przyjaciółki mi sie udały. A tak w ogóle to jedna. Bo druga latała jak głupia uganiając się za gejami. No i gdzie tu sens ? Lauren była twarda, zjechała mnie równo, ale było mi to potrzebne. Teraz już wiem co mam robić. Lepiej późno nić wcale. Powiem mu wszystko, i niech sie dzieje co chce!
* Zayn *
Jeszcze przed tygodniem nigdy bym nie pomyślał, że sprawy przybiorą takie tępo. Teraz siedzę tu, w naszym miejscu i bazgrolę te bzdury tylko dlatego, że boje spojrzeć jej prosto w twarz.
" Brzdącu, brzydalu, moja Vivian.
Kiedy to przeczytasz, mnie już pewnie tu nie będzie. Zapewne będę robił z siebie totalnego debila, ale czego nie robi się dla marzeń? Ale co mi tam, nic nie stracę. Wyjeżdżam. I przepraszam, że bez pożegnania, ale nie potrafiłbym. Liczę na to, że mnie zrozumiesz i mi wybaczysz, ale to nie na moje siły. Jeśli jesteś z nim szczęśliwa, w porządku, ale pozwól że nie będę tego oglądał. Przepraszam za moje łzy, które kapią mi jak szalone i które są oznaką mojej cholernej słabości. Po prostu będę bardzo tęsknił. Ale tak będzie najlepiej i dla mnie i dla ciebie. I proszę cię, żebyś mi obiecała, że ty też zrobisz wszystko, by spełnić swoje marzenia, tak jak ja robię to teraz. Pokazałaś mi, że tak można i za to ci dziękuje. W paczce masz moją bluzę, daje ci ją, byś o mnie zawsze pamiętała, tak jak ja zawsze będę pamiętał o tobie. Zayn. "
Łzy ciekły mi po policzkach. Nie myślałem, że to będzie takie trudne, nie myślałem że jestem taki słaby. Zapakowałem list do koperty, dołączając go do paczki. Wziąłem torby i zapakowałem je do samochodu. Paczkę wraz z listem Vivian dostanie w swoim czasie, czyli w chwili kiedy będę już na miejscu. Lily ma się wszystkim zająć. Wsiadając do samochodu obejrzałem się jeszcze raz na fontannę wspominając pierwsze spotkanie z Vivian i odjechałem z piskiem opon.
* Zayn *
Siedziałem na murku obok fontanny czekając na Vivian. Nie widziałem jej tylko przez tydzień, a stęskniłem się za nią jak głupi. Chciałem jej tyle powiedzieć, spojrzeć w te jej piękne tęczówki i zatopić się w jej uścisku.
- Hejka marzycielu - usłyszałem znany mi głos i odwróciłem się. Ujrzałem tą samą, zawsze uśmiechniętą dziewczynę, która stała wyciągając rękę w moją stronę. Ignorując jej rękę przytuliłem ją mocno. Nie wiem co we mnie wstąpiło, po prostu potrzebowałem tego.
- Oho! Ktoś się stęsknił -zaśmiała się obejmując mnie i zaczęliśmy się kołysać. - No nie mów że ty nie - wysunąłem język odsuwając się od niej.
- Dobra, dobra. I nawet bardziej niż ty. - szepnęła śmiejąc się i na powrót mnie przytulając.
Przegadaliśmy dobre 2 godziny siedząc a to na murku, biegając po rynku czy leżąc na ławkach. Z tą dziewczyną świat był o wiele lepszy. I tak szczerze, to nie wiem co by było bez niej.
- Zayn... - zaczęła niepewnie kładąc swoje ręce na moich. - Muszę ci coś powiedzieć i jesteś pierwszą osobą której to mówię - pokiwałem głową zachęcając ją do mówienia. - Więc.. Poznałam kogoś.
- Tak, ja ciebie też lu...Zaraz, co? - zająknąłem się.
- No tak. Na imprezie, po tym jak cię zgubiłam zaczęłam z kimś tańczyć, i ten ktoś wsunął mi swój numer to torebki. Więc do niego napisałam, co miałam do stracenia. Myślałam, że okaże się jakimś palantem, ale to naprawdę w porządku facet. - widząc ją uśmiechniętą na myśl o tym facecie, zachciało mi się rzygać. Zdecydowanie nie to chciałem usłyszeć. W tym momencie moje serce eksplodowało na tysiąc pierdolonych kawałków.
- Cieszę się, cieszę, że jesteś szczęśliwa. -zmusiłem się na sztuczny uśmiech. Z jednej strony to była prawda, cieszyłem się widząc ją taką szczęśliwą. Ale nie z jakimś palantem. Ona miała być szczęśliwa ze mną. Ale pretensje mogłem mieć tylko do siebie. Za długo zwlekałem, gdybym powiedział jej co czuje, może wszystko potoczyło by się inaczej. - To dobrze. Koniecznie musisz go poznać.
- Tak. Może kiedyś. - znowu kolejny uśmiech. - Viv, musze lecieć. Obiecałem mamie że będę dzisiaj wcześniej.
- Okej, w porządku. Pa. - pomachała mi.
No i stało się, a miało być tak pięknie. Nic na to nie poradzę jest z nim szczęśliwa. To widać i nic mi do tego. Tylko nie wiem czy będę w stanie spokojnie patrzeć na ich szczęście. Nienawidzę tego gościa, ale tak cholernie mu zazdroszczę. On ma wszystko to, co ja chciałem mieć. Ma przy sobie cały mój świat. Tak, Vivian stała się dla mnie wszystkim Zakochałem się, bez wątpienia. Dopiero kiedy mi ją zabrano, dotarło to do mnie.
- Zayn, co jest? Przestań się na niego tak gapić. - Lauren szturchnęła mnie i popatrzyła smutnym wzrokiem. Widok Vivian, z tym " Ryan'em " przyprawiał mnie o wszelkie możliwe bóle. Co ja tu robię No tak, jakbym nie znał Vivian. Tak jej zależało na tym spotkaniu i tak naciskała, że w końcu musiałem się zgodzić. Ale ten widok był nie do zniesienia.
- Głowa mnie rozbolała. Idę się przewietrzyć. - rzuciłem krótko, po czym poszedłem na dwór i usiadłem na schodkach. Z kieszeni spodni wyciągnąłem paczkę papierosów i wyciągnąłem jednego. - To ty palisz? - usłyszałem za sobą głos Lauren, która dosiadła się do mnie.
- Nie, ogień podtrzymuje.
- To daj, pomogę ci. - wzięła ode mnie papierosa zaciągając się nim. - Widzę, że nie tylko mi nowy kolega Viv nie przypadł do gustu.
- Kolega? - prychnąłem. - Jakby mógł to wziął by ją tam przy wszystkich. Nie jestem ślepy, widzę jak na nią patrzy.
- Ja też nie jestem ślepa i widzę jak ty na nią patrzysz.
- To już bez znaczenia. - wypuściłem dym ze świstem. - Ona jest z nim i muszę się z tym pogodzić. Moja szansa poszła się dymać. Nie ma odwrotu. Ale już dłużej nie zniosę jak się migdalą. Spadam. - ucałowałem jej czoło i odszedłem.
- Posłuchaj mnie! Co ty wyrabiasz? " Ryan kotku "? Co reszty cie pojebało!? - Boże, ale o co ci chodzi ?
- Dobra, nie udawaj słodkiej idiotki! Ryan? Serio? Co ty w nim widzisz? A Zayn? Co z Zayn'em ? Już się dla ciebie nie liczy? Nie obchodzi cię jak on się czuje? Widziałaś jak on na ciebie patrzy? Vivian, ty cholerna debilko! Ogarnij się, bo możesz go stracić. Tego chcesz? - słowa wypowiadanie przez Lauren docierały do mnie kolejno w zwolnionym tępię trafiając prosto w moje serce. Rozpłakałam się z bezsilności kryjąc twarz w rękach. Nie chcę go stracić. Nigdy bym na to nie pozwoliła. Ale robiłam wszystko, by o nim zapomnieć, by Zayn stał mi się obojętny. Nie mogłam znieść myśli, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, nie chciałam tego. Chciałam czegoś więcej. Bałam się, cholernie się bałam skrzywdzenia. I stąd Ryan. Był miłym chłopakiem, lecz to nie był Zayn. Mój Zayn.
- No juz cicho - Lauren przytuliła mnie głaszcząc po głowie. - Nie wiem co masz w tej durnej głowie, ale radze ci to szybko wybić, zanim ja zrobię to za ciebie. - dalej łkałam w ramionach brunetki pociągając nosem. Co jak co, talent to spieprzenia sobie życia mam niezły. Talent, jak nic. Jedynie przyjaciółki mi sie udały. A tak w ogóle to jedna. Bo druga latała jak głupia uganiając się za gejami. No i gdzie tu sens ? Lauren była twarda, zjechała mnie równo, ale było mi to potrzebne. Teraz już wiem co mam robić. Lepiej późno nić wcale. Powiem mu wszystko, i niech sie dzieje co chce!
* Zayn *
Jeszcze przed tygodniem nigdy bym nie pomyślał, że sprawy przybiorą takie tępo. Teraz siedzę tu, w naszym miejscu i bazgrolę te bzdury tylko dlatego, że boje spojrzeć jej prosto w twarz.
" Brzdącu, brzydalu, moja Vivian.
Kiedy to przeczytasz, mnie już pewnie tu nie będzie. Zapewne będę robił z siebie totalnego debila, ale czego nie robi się dla marzeń? Ale co mi tam, nic nie stracę. Wyjeżdżam. I przepraszam, że bez pożegnania, ale nie potrafiłbym. Liczę na to, że mnie zrozumiesz i mi wybaczysz, ale to nie na moje siły. Jeśli jesteś z nim szczęśliwa, w porządku, ale pozwól że nie będę tego oglądał. Przepraszam za moje łzy, które kapią mi jak szalone i które są oznaką mojej cholernej słabości. Po prostu będę bardzo tęsknił. Ale tak będzie najlepiej i dla mnie i dla ciebie. I proszę cię, żebyś mi obiecała, że ty też zrobisz wszystko, by spełnić swoje marzenia, tak jak ja robię to teraz. Pokazałaś mi, że tak można i za to ci dziękuje. W paczce masz moją bluzę, daje ci ją, byś o mnie zawsze pamiętała, tak jak ja zawsze będę pamiętał o tobie. Zayn. "
Łzy ciekły mi po policzkach. Nie myślałem, że to będzie takie trudne, nie myślałem że jestem taki słaby. Zapakowałem list do koperty, dołączając go do paczki. Wziąłem torby i zapakowałem je do samochodu. Paczkę wraz z listem Vivian dostanie w swoim czasie, czyli w chwili kiedy będę już na miejscu. Lily ma się wszystkim zająć. Wsiadając do samochodu obejrzałem się jeszcze raz na fontannę wspominając pierwsze spotkanie z Vivian i odjechałem z piskiem opon.
piąta owieczka.
- Lily! Bez jaj, przespałaś się z Dylanem ? - krzyknęła Lauren dławiąc się przy tym piciem.
- Dlaczego robicie z tego taką sensacje? To nic takiego - wzruszyła ramionami.
- W głowie sie nie mieści. Powinnaś to zrobić z kimś, kogo kochasz. Lubisz go chociaż? - chodziłam po całym pokoju wymachując rękami.
- No, chyba. Ale nie tak jak myślicie. Po prostu jest w porządku. Tak jakoś wyszło, więcej tak nie zrobię. - Łatwo mówić. - bąknęła Lauri. - Jesteś jeszcze bardzo młoda. Poczekaj z tym okej ?
- Dobra dobra, jak macie mi tak truć to rzeczywiście najpierw pomyśle zanim coś zrobię. - uśmiechnęła się tuląc nas.
- To dobrze, po prostu się o ciebie martwimy.
- To co? Idziemy się napić! - krzyknęła Lauren.
Radosne i uśmiechnięte szłyśmy przez niewielki lasek. Uwielbiałyśmy przesiadywać w pobliskim sklepie i gadać godzinami. To było nasze miejsce do rozmów, wygłupów, czy też poważnych zwierzeń. Po 15 minutach drogi dotarłyśmy na miejsce. Zrobiłyśmy zakupy i usiadłyśmy przy niewielkim stoliku.
- To jak tam nasza Vivian? Bierzesz się za Zayn'a czy ja mam to zrobić ? - zarechotała Lauren popijając sok z kartonika.
- O nie, nie! Ty go lepiej zostaw w spokoju. Tak na marginesie, jak coś to jesteś zajęta. No wiesz, wypsnęło mi się.
- Czyli Viv ma plan!
- Lily daj spokój.
- A może nie? - wtrąciła się Lauren. - Wiem że ci się podoba, bo komu by się nie podobał? - No własnie! Widziałyście jego tyłeczek? Jest idealny. - Lily rozmarzyła się wylewając przy tym swój sok.
- Dobra, podoba mi się. I co z tego? To mój kumpel i nic więcej.
- Okej, jasne jasne. To tak się teraz to nazywa? Vivian oszukujesz samą siebie.
- Po prostu nie chcę się wiązać. Po Davidzie nie jestem w stanie zaufać komuś na tyle by z nim być. Nie będę w stanie przeżyć kolejnego rozstania. Jak się wkręcę to koniec. Po mnie. - Cholera, dlaczego zakładasz że Zayn jest taki sam jak David? I że cię zrani?
- Nie chce ryzykować. Poza tym każdy jest taki sam. - wzięłam łyk napoju.
- Okej rozumiem, tak myślę.
- Lauren, to ty umiesz myśleć? - Lily otworzyła szeroko oczy udając szok.
- Bardzo śmieszne Lil, serio.
Miesiąc. Czas w którym moje życie przybrało zupełnie inny bieg. Ponieważ w moim życiu pojawił się ktoś zupełnie niespodziewany. Chłopak o imieniu Zayn. Wmawiałam przyjaciółkom, a przede wszystkim sobie że nic do niego nie czuje, oprócz przyjaźni oczywiście. Ale czułam. Przy każdym spotkaniu serce waliło mi jak młot. Polubiłam go, nawet bardzo. Ale jeśli Zayn się nie stara, to ja też nie będę. Nie chce się narzucać. Dobrze jest jak jest. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Nie jesteśmy " blisko ", kłócimy się ale zawsze godzimy i wszystko robimy wspólnie. Ostatnio postanowiliśmy zrobić sobie tatuaż. Na lewej ręce, który miał oznaczać naszą przyjaźń. I tak się stało. Tatuaż widnieje na naszych lewych rękach przedstawiający splecione ręce Przez te dni, w których spotykałam się z tym chłopakiem mogłam śmiało powiedzieć że znam go dobrze. Wiedziałam o jego planach, marzeniach, przyzwyczajeniach, wadach i wybrykach. Mimo to, a raczej pomimo złych rzeczy nie skreślałam go. Uwielbiałam go takim jakim był. Był moim Zayn'em którego nie oddałabym nikomu w świecie. Za którego oddałabym wszystko. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, lub we 4, z Lauren i Lily. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Nawet moja mama zaczęła mówić na Zayn'a zięciu, lub synu. Było to dość dziwne, ale na swój sposób przyjemne. Cieszyłam się że ktoś tak ważny jak Zayn jest lubiany przez moją mamę. Z Dylanem też znalazł własny język. Grają razem w kosza, gry komputerowe, naprawiają jakiś samochód czy inny sprzęt. Jeśli tak dalej pójdzie to Zayn z nami zamieszka. Ah, to by było coś!
Siedziałam w salonie czytając kolorowe pisemko, pijąc kakao i oglądając TV, gdy zadzwoniła moja komórka. - Viv, mam pomysł! - usłyszałam radosny głos mojej przyjaciółki.
- Czyli mam się bać? Ty i jakiekolwiek pomysły to złe połączenie - zaśmiałam się przerzucając kilka kartek gazety.
- Dobra dobra. W piątek jest impreza, na plaży. Co ty na to? - Eee. Czemu nie? Dawno nigdzie nie byłyśmy. Zabawimy się jak kiedyś.
- Jak to? Myślałam, że no wiesz pójdziesz z Zayn'em.
- Hmm.. pomyślę. Dam ci znać. Dzięki pa. - rozłączyłam się, po czym w tępię natychmiastowym wybrałam numer Zayn'a.
- Cześć piękny. - roześmiałam sie. - Cześć brzydalu, co tam?
- Co porabiasz w piątek?
- To zależy. Ale chyba nic szczególnego. A co kombinujesz ?
- Jaa? Ależ skąd. Jest impreza na plaży, w ten piątek. Masz ochotę pójść?
- Mhm - mruknął. - Randka? Z tobą? Jeszcze pytasz!? - krzyknął z rozbawieniem. - Ale ja przecież nie mam się w co ubrać! - powiedział naśladując mnie. - Spadaj, ale ja na serio nie mam się w co ubrać.
- Na pewno masz. A jeśli nie, po prostu przyjdź nago. Nie obrażę się. - Zboczeniec! Do piątku, o 18. Siemanko. - cmoknęłam do telefonu rozłączając się.
Następnie wykonałam kolejny telefon, tym razem do Lily. Zdążyłam tylko powiedzieć " Lily, ratuj " a ona już dobrze wiedziała o co ją poproszę Jak ona mnie dobrze zna. Wybrałyśmy się na zakupy. Spędziłyśmy ledwo 10 minut w galerii i już kupiłyśmy wszystko co było nam potrzebne. Ja kupiłam sobie śliczną beżową sukienkę przed kolano z zamkiem na środku. Do tego na wystawie obczaiłam seksowną bieliznę, z która od razu sie zaprzyjaźniłam. Doszły do tego jeszcze czarne baletki i mój skromny strój na piątek był kompletny. Nigdy nie lubiłam chodzić w sukienkach lub spódniczkach ale ten jeden raz moje zrobić wyjątek. W końcu taka impreza, w dodatku z Zayn'em nie zdarza się codziennie. Dla Lily wybrałyśmy dość obcisły kremowy top i białe krótkie spodenki. Bo jak zakupy, to tylko z nią. Gdybym była z Lauren, to nie wyszłybyśmy stąd do jutra. Dla niej zakupy to była czysta przyemność, a dla nas? Konieczność.
W piątek wstałam o 11 jak co dzień i przystąpiłam do codziennych czynności. Śniadanie, TV i laptop. Mama była w pracy, więc nikt mi nie truł że niezdrowo się odżywiam, że niedługo oślepnę i chodzę w piżamie prawie do południa. Totalny luz. Około godziny 16 zaczęłam się szykować. Na początku wzięłam długą gorącą kąpiel, wysuszyłam włosy i zamiast je wyprostować zrobiłam sobie jeszcze więcej loczków. Założyłam zakupioną bieliznę i przygotowaną sukienkę i następnie zabrałam się za makijaż. Pociągnęłam eyelinerem górną kreskę nad okiem, rzęsy pociągnęłam tuszem, nałożyłam trochę cieni do powiek i założyłam soczewki. Gotowa zeszłam na dół. Do wyjścia zostało mi 15 więc usiadłam w kuchni i czekałam na przyjście Zayn'a. Gdy ktoś zadzwonił do drzwi od razu się zerwałam i je otworzyłam.
- Łał. To znaczy, kurde i ty nie miałaś w co się ubrać? I masz na sobie sukienkę! A ja głupi miałem nadzieje że jednak wystąpisz toples. - zaśmiał się i złożył pocałunek na moim policzku. Uśmiechnęłam się tylko wzruszając ramionami. Wzięłam torebkę, przerzuciłam ją przez ramie i zamknęłam dom. - Zapraszam do mojego nowego wozu.
- Ale Zayn, to jest rower. - zrobiłam głupią minę. - No właśnie! Super nie ?
- Czy ty się dobrze czujesz? I jak masz zamiar tym dojechać na plażę? I zabrać jeszcze mnie ?
- To proste. Ty siadasz tutaj. - wskazał na bagażnik.
Wgramoliłam się na bagażnik od razu żałując że założyłam sukienkę. - Jesteś szurnięty - skwitowałam po czym objęłam go w pasie.
- Dlaczego robicie z tego taką sensacje? To nic takiego - wzruszyła ramionami.
- W głowie sie nie mieści. Powinnaś to zrobić z kimś, kogo kochasz. Lubisz go chociaż? - chodziłam po całym pokoju wymachując rękami.
- No, chyba. Ale nie tak jak myślicie. Po prostu jest w porządku. Tak jakoś wyszło, więcej tak nie zrobię. - Łatwo mówić. - bąknęła Lauri. - Jesteś jeszcze bardzo młoda. Poczekaj z tym okej ?
- Dobra dobra, jak macie mi tak truć to rzeczywiście najpierw pomyśle zanim coś zrobię. - uśmiechnęła się tuląc nas.
- To dobrze, po prostu się o ciebie martwimy.
- To co? Idziemy się napić! - krzyknęła Lauren.
Radosne i uśmiechnięte szłyśmy przez niewielki lasek. Uwielbiałyśmy przesiadywać w pobliskim sklepie i gadać godzinami. To było nasze miejsce do rozmów, wygłupów, czy też poważnych zwierzeń. Po 15 minutach drogi dotarłyśmy na miejsce. Zrobiłyśmy zakupy i usiadłyśmy przy niewielkim stoliku.
- To jak tam nasza Vivian? Bierzesz się za Zayn'a czy ja mam to zrobić ? - zarechotała Lauren popijając sok z kartonika.
- O nie, nie! Ty go lepiej zostaw w spokoju. Tak na marginesie, jak coś to jesteś zajęta. No wiesz, wypsnęło mi się.
- Czyli Viv ma plan!
- Lily daj spokój.
- A może nie? - wtrąciła się Lauren. - Wiem że ci się podoba, bo komu by się nie podobał? - No własnie! Widziałyście jego tyłeczek? Jest idealny. - Lily rozmarzyła się wylewając przy tym swój sok.
- Dobra, podoba mi się. I co z tego? To mój kumpel i nic więcej.
- Okej, jasne jasne. To tak się teraz to nazywa? Vivian oszukujesz samą siebie.
- Po prostu nie chcę się wiązać. Po Davidzie nie jestem w stanie zaufać komuś na tyle by z nim być. Nie będę w stanie przeżyć kolejnego rozstania. Jak się wkręcę to koniec. Po mnie. - Cholera, dlaczego zakładasz że Zayn jest taki sam jak David? I że cię zrani?
- Nie chce ryzykować. Poza tym każdy jest taki sam. - wzięłam łyk napoju.
- Okej rozumiem, tak myślę.
- Lauren, to ty umiesz myśleć? - Lily otworzyła szeroko oczy udając szok.
- Bardzo śmieszne Lil, serio.
Miesiąc. Czas w którym moje życie przybrało zupełnie inny bieg. Ponieważ w moim życiu pojawił się ktoś zupełnie niespodziewany. Chłopak o imieniu Zayn. Wmawiałam przyjaciółkom, a przede wszystkim sobie że nic do niego nie czuje, oprócz przyjaźni oczywiście. Ale czułam. Przy każdym spotkaniu serce waliło mi jak młot. Polubiłam go, nawet bardzo. Ale jeśli Zayn się nie stara, to ja też nie będę. Nie chce się narzucać. Dobrze jest jak jest. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Nie jesteśmy " blisko ", kłócimy się ale zawsze godzimy i wszystko robimy wspólnie. Ostatnio postanowiliśmy zrobić sobie tatuaż. Na lewej ręce, który miał oznaczać naszą przyjaźń. I tak się stało. Tatuaż widnieje na naszych lewych rękach przedstawiający splecione ręce Przez te dni, w których spotykałam się z tym chłopakiem mogłam śmiało powiedzieć że znam go dobrze. Wiedziałam o jego planach, marzeniach, przyzwyczajeniach, wadach i wybrykach. Mimo to, a raczej pomimo złych rzeczy nie skreślałam go. Uwielbiałam go takim jakim był. Był moim Zayn'em którego nie oddałabym nikomu w świecie. Za którego oddałabym wszystko. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, lub we 4, z Lauren i Lily. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Nawet moja mama zaczęła mówić na Zayn'a zięciu, lub synu. Było to dość dziwne, ale na swój sposób przyjemne. Cieszyłam się że ktoś tak ważny jak Zayn jest lubiany przez moją mamę. Z Dylanem też znalazł własny język. Grają razem w kosza, gry komputerowe, naprawiają jakiś samochód czy inny sprzęt. Jeśli tak dalej pójdzie to Zayn z nami zamieszka. Ah, to by było coś!
Siedziałam w salonie czytając kolorowe pisemko, pijąc kakao i oglądając TV, gdy zadzwoniła moja komórka. - Viv, mam pomysł! - usłyszałam radosny głos mojej przyjaciółki.
- Czyli mam się bać? Ty i jakiekolwiek pomysły to złe połączenie - zaśmiałam się przerzucając kilka kartek gazety.
- Dobra dobra. W piątek jest impreza, na plaży. Co ty na to? - Eee. Czemu nie? Dawno nigdzie nie byłyśmy. Zabawimy się jak kiedyś.
- Jak to? Myślałam, że no wiesz pójdziesz z Zayn'em.
- Hmm.. pomyślę. Dam ci znać. Dzięki pa. - rozłączyłam się, po czym w tępię natychmiastowym wybrałam numer Zayn'a.
- Cześć piękny. - roześmiałam sie. - Cześć brzydalu, co tam?
- Co porabiasz w piątek?
- To zależy. Ale chyba nic szczególnego. A co kombinujesz ?
- Jaa? Ależ skąd. Jest impreza na plaży, w ten piątek. Masz ochotę pójść?
- Mhm - mruknął. - Randka? Z tobą? Jeszcze pytasz!? - krzyknął z rozbawieniem. - Ale ja przecież nie mam się w co ubrać! - powiedział naśladując mnie. - Spadaj, ale ja na serio nie mam się w co ubrać.
- Na pewno masz. A jeśli nie, po prostu przyjdź nago. Nie obrażę się. - Zboczeniec! Do piątku, o 18. Siemanko. - cmoknęłam do telefonu rozłączając się.
Następnie wykonałam kolejny telefon, tym razem do Lily. Zdążyłam tylko powiedzieć " Lily, ratuj " a ona już dobrze wiedziała o co ją poproszę Jak ona mnie dobrze zna. Wybrałyśmy się na zakupy. Spędziłyśmy ledwo 10 minut w galerii i już kupiłyśmy wszystko co było nam potrzebne. Ja kupiłam sobie śliczną beżową sukienkę przed kolano z zamkiem na środku. Do tego na wystawie obczaiłam seksowną bieliznę, z która od razu sie zaprzyjaźniłam. Doszły do tego jeszcze czarne baletki i mój skromny strój na piątek był kompletny. Nigdy nie lubiłam chodzić w sukienkach lub spódniczkach ale ten jeden raz moje zrobić wyjątek. W końcu taka impreza, w dodatku z Zayn'em nie zdarza się codziennie. Dla Lily wybrałyśmy dość obcisły kremowy top i białe krótkie spodenki. Bo jak zakupy, to tylko z nią. Gdybym była z Lauren, to nie wyszłybyśmy stąd do jutra. Dla niej zakupy to była czysta przyemność, a dla nas? Konieczność.
W piątek wstałam o 11 jak co dzień i przystąpiłam do codziennych czynności. Śniadanie, TV i laptop. Mama była w pracy, więc nikt mi nie truł że niezdrowo się odżywiam, że niedługo oślepnę i chodzę w piżamie prawie do południa. Totalny luz. Około godziny 16 zaczęłam się szykować. Na początku wzięłam długą gorącą kąpiel, wysuszyłam włosy i zamiast je wyprostować zrobiłam sobie jeszcze więcej loczków. Założyłam zakupioną bieliznę i przygotowaną sukienkę i następnie zabrałam się za makijaż. Pociągnęłam eyelinerem górną kreskę nad okiem, rzęsy pociągnęłam tuszem, nałożyłam trochę cieni do powiek i założyłam soczewki. Gotowa zeszłam na dół. Do wyjścia zostało mi 15 więc usiadłam w kuchni i czekałam na przyjście Zayn'a. Gdy ktoś zadzwonił do drzwi od razu się zerwałam i je otworzyłam.
- Łał. To znaczy, kurde i ty nie miałaś w co się ubrać? I masz na sobie sukienkę! A ja głupi miałem nadzieje że jednak wystąpisz toples. - zaśmiał się i złożył pocałunek na moim policzku. Uśmiechnęłam się tylko wzruszając ramionami. Wzięłam torebkę, przerzuciłam ją przez ramie i zamknęłam dom. - Zapraszam do mojego nowego wozu.
- Ale Zayn, to jest rower. - zrobiłam głupią minę. - No właśnie! Super nie ?
- Czy ty się dobrze czujesz? I jak masz zamiar tym dojechać na plażę? I zabrać jeszcze mnie ?
- To proste. Ty siadasz tutaj. - wskazał na bagażnik.
Wgramoliłam się na bagażnik od razu żałując że założyłam sukienkę. - Jesteś szurnięty - skwitowałam po czym objęłam go w pasie.
Jechaliśmy jakieś 30 minut. Na piechotę zajęło by to miej czasu. I gdybym nie znała Zayn'a to pomyślałabym że zabłądził, ale znałam go i on po prostu robił mi na złość.
- Nienawidzę cię. - rzuciłam schodząc z roweru. - Z powrotem idę pieszo!
- Daj spokój. Na pewno nie było aż tak źle. - po tych słowach objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę głośnej muzyki.
***
- Bo widzisz miłość jest jak gadający kucyk. Najpierw myślisz sobie " Super, gadający kucyk " a on później robi cię w chuja. I rani cię na każdym kroku - łyknęłam drinka idąc wzdłuż plaży.- Tak, tak, naturalnie cię rozumiem.
- Wiem! Zatańczymy. - pociągnęłam go w stronę bawiących się ludzi. Mimo to, że byłam trochę wstawiona czułam się dobrze. Odstawiłam drinka, stanęłam przed Zayn'em i zaczęliśmy tańczyć. Wygibasy, różne pozy, różne rodzaje tańca i różni ludzie z którymi tańczyłam. Po dłuższej chwili zauważyłam, że Zayn gdzieś zniknął. Pomyślałam, że pewnie gdzieś tańczy i oddałam się piosence w objęciach nieznajomego mi faceta.
~.~
* Zayn *
- Viv?! - krzyknąłem. - Vivian! - ponownie wykrzyczałem jej imię Zacząłem chodzić wzdłuż plaży i wokół imprezy, lecz nigdzie nie mogłem znaleźć Vivian. Zacząłem się martwić. Była już dobrze wstawiona i była łatwym celem. Wyobrażałem sobie najgorsze, lecz próbowałem o tym nie myśleć. Po chwili zobaczyłem Lily i Lauren szalejące przy szybkiej piosence i podszedłem do nich. - Dziewczyny, gdzie jest Vivian? Nigdzie jej nie ma.
- O! Zayn'ik. - pisnęła Lily i uwiesiła się na mojej szyi.
- Nie - odezwała się Lauren dalej machając rękami. - Myślałyśmy że jest z tobą. - Bo była, ale w czasie tańca gdzieś uciekła. - wykrzywiłem się.
- Pewnie się gdzieś dobrze bawi. Jest duża. I zna drogę do domu. Wyluzuj. - wymamrotała Lily.
- Może macie racje. Jeśli by się pojawiła, zadzwońcie. - i po tych słowach wróciłem do domu.
* Viv *
Obudziłam się z wielkim bólem głowy w czyimś łóżku. Spoglądając na osobę leżącą obok mnie doznałam szoku. Mozolnie wstałam i udałam się do łazienki, której szukanie zajęło mi trochę czasu. Wychodząc z niej zauważyłam, że łóżko na którym wcześniej spałam jest puste, a z kuchni dochodzą hałasy. - Dzień dobry! - przywiał mnie z uśmiechem chłopak, a raczej mężczyzna. Jak na moje oko koło 20- 25 lat.
- No nie wiem czy taki dobry. - odparłam siadając na krzesło. - Słuchaj, czy my... - przerwałam widząc kolejnego faceta wychodzącego z drugiego pokoju i cmokającego tego pierwszego. No tak, geje! Niech to szlag jaka ulga. - To znaczy, już nic. - uśmiechnęłam się.- W porządku, to normalne że chciałaś o to zapytać. Nie zawsze budzisz się z mężczyzną którego ledwo znasz. - zaśmiał się obejmując drugiego chłopaka. Jakie to było słodkie. - Jestem Paul, a ten przystojniak to Lewis. - ukłonili się. - A tak w ogóle, to musisz zrobić coś ze swoją przyjaciółką, wczoraj podbijała do Lewisa! - mówiąc to, Lewis zaczął się śmiać.
- Jak to moja przyjaciółka ?
- No tak. Wczoraj razem z Paul'em zaleźliśmy cię śpiącą na plaży. Paul się uparł, że powinniśmy cię zabrać. Po drodze spotkaliśmy twoje koleżanki, Lily i Lauren jeśli się nie mylę Które raczej same do domu by nie doszły. Więc znajcie nasze dobre serce! - zaśmiał się ukazując przy tym szereg białych zębów.
- Jejku, tak mi głupio. Dziękuję wam bardzo! - po tych słowach podeszłam do każdego i przytuliłam. - Gdyby nie wy.. To byłoby ze mną cienko. Strasznie dziękuję!
- Boże, chyba umarłam. - Lily weszła do kuchni łapiąc się za głowę. - Jeśli Paul był już u ciebie na skardze, to nie słuchaj go. Przecież wiesz, że mam słabość do gei. - po tych słowach podeszła do Lewisa i przytuliła się. Roześmiałam się głaszcząc Paul'a który udawał że płacze. - Dobra, ale gdzie jest Lauren? Co się stało z Zayn'em? Właśnie, Zayn!
- Nienawidzę cię. - rzuciłam schodząc z roweru. - Z powrotem idę pieszo!
- Daj spokój. Na pewno nie było aż tak źle. - po tych słowach objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę głośnej muzyki.
***
- Bo widzisz miłość jest jak gadający kucyk. Najpierw myślisz sobie " Super, gadający kucyk " a on później robi cię w chuja. I rani cię na każdym kroku - łyknęłam drinka idąc wzdłuż plaży.- Tak, tak, naturalnie cię rozumiem.
- Wiem! Zatańczymy. - pociągnęłam go w stronę bawiących się ludzi. Mimo to, że byłam trochę wstawiona czułam się dobrze. Odstawiłam drinka, stanęłam przed Zayn'em i zaczęliśmy tańczyć. Wygibasy, różne pozy, różne rodzaje tańca i różni ludzie z którymi tańczyłam. Po dłuższej chwili zauważyłam, że Zayn gdzieś zniknął. Pomyślałam, że pewnie gdzieś tańczy i oddałam się piosence w objęciach nieznajomego mi faceta.
~.~
* Zayn *
- Viv?! - krzyknąłem. - Vivian! - ponownie wykrzyczałem jej imię Zacząłem chodzić wzdłuż plaży i wokół imprezy, lecz nigdzie nie mogłem znaleźć Vivian. Zacząłem się martwić. Była już dobrze wstawiona i była łatwym celem. Wyobrażałem sobie najgorsze, lecz próbowałem o tym nie myśleć. Po chwili zobaczyłem Lily i Lauren szalejące przy szybkiej piosence i podszedłem do nich. - Dziewczyny, gdzie jest Vivian? Nigdzie jej nie ma.
- O! Zayn'ik. - pisnęła Lily i uwiesiła się na mojej szyi.
- Nie - odezwała się Lauren dalej machając rękami. - Myślałyśmy że jest z tobą. - Bo była, ale w czasie tańca gdzieś uciekła. - wykrzywiłem się.
- Pewnie się gdzieś dobrze bawi. Jest duża. I zna drogę do domu. Wyluzuj. - wymamrotała Lily.
- Może macie racje. Jeśli by się pojawiła, zadzwońcie. - i po tych słowach wróciłem do domu.
* Viv *
Obudziłam się z wielkim bólem głowy w czyimś łóżku. Spoglądając na osobę leżącą obok mnie doznałam szoku. Mozolnie wstałam i udałam się do łazienki, której szukanie zajęło mi trochę czasu. Wychodząc z niej zauważyłam, że łóżko na którym wcześniej spałam jest puste, a z kuchni dochodzą hałasy. - Dzień dobry! - przywiał mnie z uśmiechem chłopak, a raczej mężczyzna. Jak na moje oko koło 20- 25 lat.
- No nie wiem czy taki dobry. - odparłam siadając na krzesło. - Słuchaj, czy my... - przerwałam widząc kolejnego faceta wychodzącego z drugiego pokoju i cmokającego tego pierwszego. No tak, geje! Niech to szlag jaka ulga. - To znaczy, już nic. - uśmiechnęłam się.- W porządku, to normalne że chciałaś o to zapytać. Nie zawsze budzisz się z mężczyzną którego ledwo znasz. - zaśmiał się obejmując drugiego chłopaka. Jakie to było słodkie. - Jestem Paul, a ten przystojniak to Lewis. - ukłonili się. - A tak w ogóle, to musisz zrobić coś ze swoją przyjaciółką, wczoraj podbijała do Lewisa! - mówiąc to, Lewis zaczął się śmiać.
- Jak to moja przyjaciółka ?
- No tak. Wczoraj razem z Paul'em zaleźliśmy cię śpiącą na plaży. Paul się uparł, że powinniśmy cię zabrać. Po drodze spotkaliśmy twoje koleżanki, Lily i Lauren jeśli się nie mylę Które raczej same do domu by nie doszły. Więc znajcie nasze dobre serce! - zaśmiał się ukazując przy tym szereg białych zębów.
- Jejku, tak mi głupio. Dziękuję wam bardzo! - po tych słowach podeszłam do każdego i przytuliłam. - Gdyby nie wy.. To byłoby ze mną cienko. Strasznie dziękuję!
- Boże, chyba umarłam. - Lily weszła do kuchni łapiąc się za głowę. - Jeśli Paul był już u ciebie na skardze, to nie słuchaj go. Przecież wiesz, że mam słabość do gei. - po tych słowach podeszła do Lewisa i przytuliła się. Roześmiałam się głaszcząc Paul'a który udawał że płacze. - Dobra, ale gdzie jest Lauren? Co się stało z Zayn'em? Właśnie, Zayn!
czwarta owieczka.
- Dobra, dobra - niecierpliwiła się Lauren. - Gadaj, no już, jaki on jest!
- Bardzo zabawny, mega przystojny i kochany. Popatrz. - pokazałam jej zdjęcia, które zrobiliśmy sobie na ostatnim wyjeździe.
- O Boże! Moja astma!
- Lauri, przecież ty nie masz astmy. - zmierzyłam ją wzrokiem robiąc kwaśną minę.- Oh, no wiem. - piszczała. - I co, będziesz z nim? No bo wiesz, jak coś to masz moje błogosławieństwo. - zrobiła znak krzyża w powietrzu śmiejąc się.
- Dziękuję łaskawco. Lubie go i podoba mi się ale nie wiem czy no wiesz, czuje do niego coś więcej. I czy on czuje coś do mnie.
- Mhm, rozumiem. A teraz, chodźmy. - złapała mnie za rękę ciągnąc w strone kuchni. - Zrobisz mi pyszne kanapki, zgłodniałam. - zasiadła dumnie przy kuchennym stole wyjadając mi przy tym granulowaną herbatę. No tak, cała Lauren. U mnie w domu czuła sie jak u siebie. Ba, nawet lepiej.
- No wiesz co. - prychnęłam i zabrałam się za robienie kanapek.
- Widzę że świetnie ci idzie - uśmiechnęła się do mnie. - To jeszcze pomidorka poproszę.
- Lauren, przeginasz. - wymamrotałam przez zęby wyciągając z lodówki pomidora. Wzięłam nóż i deskę i zabrałam się za krojenie. Pomidor okazał się tak śliski że spadł mi na podłogę. Dobra, to jeszcze raz. Udało się, z tym że niezbyt równo. - Viv, ty sieroto! Jak ty kroisz te pomidory ? - do kuchni wkroczyła mama załamując ręce.
Zanim się spojrzałam Lauren już leżała na podłodze nie mogąc złapać oddechu.
- Dzięki mamo! - krzyknęłam. Miałam się wkurzyć, ale widząc jak zwija się ze śmiechu zaczęłam robić to samo - śmiać się. Z pewnością musiało to wyglądać kosmicznie. Po skończeniu kanapek skonsumowałyśmy je i postanowiłyśmy wybrać się na sesję. Przebrane, uczesane i pomalowane ruszyłyśmy ulicami Londynu. Było lato, słońce świeciło niemiłosiernie i założę się że było ponad 30 stopni na plusie. Leżałyśmy leniwie w parku pod drzewem wspominając stare dzieje.
- A pamiętasz... ?
- No pewnie, haha - roześmiała się brunetka nie dając mi dokończyć. Nie byłam pewna czy śmiejemy się z tego samego, ale śmiałam się razem z nią. Wstając z trawy wzięłam Januszka ( mój aparat ) z torby i pstrykałam zdjęcia Lauren. Na początku robiłyśmy sobie jaja, dużo śmiechu i mnóstwo głupich min. Później ustawiłam Lauren, ona zaś przybrała pozę niczym profesjonalistka i pykałam jej zdjęcia. Słońce idealnie się z nami zgrywało i zdjęcia wychodziły naprawdę świetne. Zmiana pozy i kolejna i jeszcze jedna. - Viv, nie wiem jak ty, ale ja już nie dam rady. Gorąco mi!
- Nie marudź, jeszcze chwilka.
- Dobra! Ale wisisz mi bardzo duże lody. - spojrzała na mnie sprawiając wrażenie jakby myślała. - No i plus pyszne ciasto czekoladowe.
- Jak to? - wystawiłam głowę zza aparatu. - To nie jesteś na diecie?
- A tam, zamknij się. - i ponownie ustawiła się w inną pozę.
Pomimo, że Lauren sie " odchudzała " nie trwało to dłużej nić 15 minut. Nie była ona gruba, była normalna i szalenie atrakcyjna.
Po skończonych zdjęciach zawsze siadałyśmy na murku koło fontanny z wielkimi lodami i oglądałyśmy efekty mojej pracy. I tak było tym razem.
- O, to jest fajne. Masz tu boskie oczy.
- Tak, całkiem. I tak to jest najlepsze! - przewijała zdjęcia, aż znalazła nasze wspólne, na którym to nasze miny przyprawiały mnie o napad smiechu.
- Tak, mi też się podoba. - usłyszałam za sobą męski znajomy głos.
- Zayn? - odwróciłam się.
- Tak, Vivian? - uśmiechnął się.
- Fajnie, fajnie a ja Lauren! - brunetka odwróciła sie i przywitała serdecznie chłopaka całusem w policzek, na co od razu dostała dyskretnego kopniaka w nogę. Jednak nie był on taki dyskretny, gdyż Zayn widząc go uśmiechał się zadziornie. - Witam. Jestem Zayn. - wziął jej rękę i delikatnie ucałował. A mnie aż cholera brała! Że mnie tak nie przywitał. Nic dziwnego, ty uraczyłaś go w sklepie, robiąc z siebie totalną idiotkę nieumiejącą robić w spokoju zakupów.- skarciłam się w myślach.
- Od dawna tak tu za nami siedzisz? - zpaytałam przerywając jednocześnie ich " miłe " przywitanie.
- Nie, przechodziłem tędy, a że cię zobaczyłem w tak miłym towarzystwie - uśmiech zwrócił na Lauren.- Postanowiłem się przywitać - kontynuował. O nie! Czy on próbował z nią flirtować? No tego było za wiele! A ta się jeszcze uśmiechała jak ta słodka idiotka.- Ah, tak. To fajnie.
- Wiem! - krzyknęła Lauri. Po jej minie wiedziałam że to nie będzie nic dobrego. - Po prostu zrobię wam zdjęcie! - odeszła kawałek łapiąc za aparat.
- No nie. Lauren, daj spokój no. - protestowałam.
- Ależ świetny pomysł! - powiedział chłopak z entuzjazmem obejmując mnie w pasie. - Daj spokój, może cię nie zjem.
- Hm, może? - zerknęłam na niego zatapiając się w intensywnej barwie jego oczu.
- Dobra! Koniec czułości gołąbeczki. Zapozujcie! - krzyknęła Lauren przystawiając aparat do siebie.
- To co robimy?
- A co proponujesz?
- No nie wiem, chyba jesteś w tym lepsza, co nie?
- Tak, tyle że ja powinnam stać o tam. - wskazałam w strone Lauren. - No to improwizujmy.
- Mam plan! - brunet wstał z murku pociągając mnie za sobą. Postawił mnie przed siebie obejmując mnie i przystawiając głowę do mojej. - Dobra, to jest ten twój plan?
- Może. No to proszę, wymyśl coś geniuszu.
- Dobra, ale musisz się schylić. - chłopak na moją prośbę się schylił, a ja szybkim ruchem wskoczyłam mu na barana. Objęłam rękami jego szyje czując woń jego perfum. Zwróciłam wzrok w stronę Lauren i dałam jej znak że jesteśmy gotowi. Uśmiechnęłam się bawiąc się przy tym włosami Zayn'a. Ten gdy tylko to poczuł zaczął biegać i udawać samolot, wychylając mnie i podrzucając w różne strony. Ja się tylko darłam i mocno trzymałam. - Zayn!.. - cisza, dalej biegał. - Puszczaj! - znowu cisza i kolejne wygibasy. - Bo zacznę śpiewać!
- Dobra, wygrałaś. - podniósł ręce do góry puszczając mnie. Ja bezwładnie opadłam na ziemie od razu wybuchając śmiechem. - No to teraz stary wisisz mi porządny masaż tyłka. - rozmasowywałam pośladki kładąc się na trawie i przymykając oczy.
- Nie ma sprawy, da się zrobić. - z zadziornym uśmieszkiem położył się obok mnie. - Hm, albo twoja przyjaciółka zniknęła, albo mam haluny. - Nie, nie masz halun. Pewnie poszła do domu, albo coś. A co, spodobała ci się?
- Mhm. - mruknął. - Całkiem w porządku, tak myślę. I bardzo ładna.
- Tak to prawda. Ale niestety, ma już kogoś. - Co? Co ja gadam? Boże Viv, totalnie ci odwala. - Ale chyba nie w moim typie. - dokończył, a ja odetchnęłam z ulgą.
Znam Zayn'a jakoś miesiąc, a jestem do niego tak przywiązana jakbyśmy znali się co najmniej rok. Przywiązana, czy może zakochana? Nie, nie wykluczone! A może.. ?
- To jakie dziewczyny są w twoim typie? - wypaliłam z grubej. Tak Vivian, może jeszcze zapytasz czy ty jesteś w jego typie?
- Myślę, że określonego typu nie mam. Po prostu musi mi się podobać pod względem charakteru, jak i wyglądu.
- No tak, logiczne. - zaśmiałam się. - To co, idziemy do mnie ? - Okej, chętnie. A będzie twoja mama?
- Nie, niestety. Jest w pracy.
- To nigdzie nie idę. - wystawił mi język na powrót zamykając oczy.
- Chłopaku ranisz! Chcesz powiedzieć, że spotykasz się ze mną by być blisko mojej mamy?
- No pewnie, a co myślałaś?
Z obrażoną miną złożyłam ręcę na piersi i zaczęłam iść w stronę domu. Zayn polubił moją mame, i nawzajem. Ten moment, kiedy własna rodzicielka ośmiesza cię na oczach twojego kumpla pokazując mu twoje zdjęcia z dzieciństwa, kiedy to byłaś gruba jak beczka i latałaś z gołą dupą. Czujesz to? A Zayn tylko siedzi i co 5 minut ląduje na podłodze z nowym zdjęciem. Bomba!
- Viv, kochanie! - usłyszałam za sobą rozbawiony głos i mimowolnie się uśmiechnęłam. - Ona nic dla mnie nie znaczy! Jesteś moim światem! Oh wybacz mi! - objął mnie od tyłu spoglądając na mnie. - Bo zacznę cię całować!
- O, tak się bawimy? W takim razie ja zacznę śpiewać!
- Eh, to takie niesprawiedliwe. - udawał że płacze.
- No dobra, nie rycz już, no chodź. - objęłam go jedną ręką i powędrowaliśmy do mojego domu.
- Dylannnnnnnnnnnnnnnnnnnnn! Tak! - usłyszałam wchodząc do domu żeński głos. Spojrzałam na Zayn'a a on na mnie. - Dylan? - powiedziałam głośniej. - Jesteś ?
Wchodząc do salonu doznałam szoku i gdyby nie Zayn, to leżałabym na podłodze.
- Powiedźcie że to nie prawda, i że właśnie się nie pierdoliliście.
- O, hej Viviuś. - Lily podeszła do mnie zakładając spodnie i cmokając mnie w policzek. - Nie złość się. Tak wyszło. Nie zdążyliśmy do pokoju. - roześmiała się. - Że słucham!? Lily, co ty w ogóle tutaj robisz?
- Samotność moja droga, samotność. Lauren nie odbiera telefonu, jak zwykle zresztą. Ciebie nie było a z Dylanem zawsze sie dogadywałam. Nic wielkiego. Poza tym wiesz że Elena nie jest ze Stefkiem? ( chodziło tutaj o Pamiętniki Wampirów :D ) Chamstwo nie? No, to lecę. - ucałowała mnie i wyszła.
- O zgrozo! Gdzie ten gówniarz? No przecież go zabije jak go spotkam. - już miałam iść na górę, gdy zatrzymała mnie ręka chłopaka. - Spokojnie. Lily to duża dziewczynka, Dylan tym bardziej. To ich życie. Może akurat coś im z tego wyjdzie? Poczekaj, co? A teraz chodź, jestem głodny.
Poszliśmy do kuchni i robiliśmy jedzenie. Martwiłam się tą sytuacją. W końcu to był mój brat i moja przyjaciółka. Starałam się o tym nie myśleć, przynajmniej nie w tej chwili. Po skończeniu zasiedliśmy przed telewizorem z kurczakiem, colą i chipsami. - Kocham kurczaka. - powiedzieliśmy jednocześnie z buzia pełną jedzenia wybuchając śmiechem.
Latałam po programach szukając coś sensownego, lecz nic takiego nie znalazłam. W pewnym momencie natknęłam się na powtórki z X- Factor. Włączyłam program.
- Patrz, zawalisty jest!
- Tak. Świetnie śpiewa. - powiedział obojętnie.
- I tak jesteś lepszy.
- No co ty. Przy nim jestem zerem.
Po tych słowach odłożyłam jedzenie na bok, odwróciłam się do niego twarzą i ujęłam w ręce jego twarz. - Dobra, uważaj, będę przemawiać. Tylko nie przerywaj. Posłuchaj. Nie będę cię naciskać ale.. nie, w sumie będę. Jesteś wspaniałym człowiekiem. Ufam ci, więc chce byś i ty zaufał mi, chociaż w tej jednej sprawie.
- Ale ja ci ufam. - wtrącił.
- Nie przerywaj, no. Umiesz śpiewać. Jesteś w tym dobry. Co prawda słyszałam tylko kawałek, ale to było coś wspaniałego. Jesteś do tego stworzony. Kiedy śpiewałeś, wtedy w samochodzie, mogłabym cię słuchać godzinami. Więc proszę cię, zaufaj mi i spróbuj. Masz niewyobrażalny talent i wykorzystaj go. Nic nie stracisz. Obiecaj mi, obiecaj że spróbujesz. Nie dla mnie, dla siebie.
- Obiecuje..
- Bardzo zabawny, mega przystojny i kochany. Popatrz. - pokazałam jej zdjęcia, które zrobiliśmy sobie na ostatnim wyjeździe.
- O Boże! Moja astma!
- Lauri, przecież ty nie masz astmy. - zmierzyłam ją wzrokiem robiąc kwaśną minę.- Oh, no wiem. - piszczała. - I co, będziesz z nim? No bo wiesz, jak coś to masz moje błogosławieństwo. - zrobiła znak krzyża w powietrzu śmiejąc się.
- Dziękuję łaskawco. Lubie go i podoba mi się ale nie wiem czy no wiesz, czuje do niego coś więcej. I czy on czuje coś do mnie.
- Mhm, rozumiem. A teraz, chodźmy. - złapała mnie za rękę ciągnąc w strone kuchni. - Zrobisz mi pyszne kanapki, zgłodniałam. - zasiadła dumnie przy kuchennym stole wyjadając mi przy tym granulowaną herbatę. No tak, cała Lauren. U mnie w domu czuła sie jak u siebie. Ba, nawet lepiej.
- No wiesz co. - prychnęłam i zabrałam się za robienie kanapek.
- Widzę że świetnie ci idzie - uśmiechnęła się do mnie. - To jeszcze pomidorka poproszę.
- Lauren, przeginasz. - wymamrotałam przez zęby wyciągając z lodówki pomidora. Wzięłam nóż i deskę i zabrałam się za krojenie. Pomidor okazał się tak śliski że spadł mi na podłogę. Dobra, to jeszcze raz. Udało się, z tym że niezbyt równo. - Viv, ty sieroto! Jak ty kroisz te pomidory ? - do kuchni wkroczyła mama załamując ręce.
Zanim się spojrzałam Lauren już leżała na podłodze nie mogąc złapać oddechu.
- Dzięki mamo! - krzyknęłam. Miałam się wkurzyć, ale widząc jak zwija się ze śmiechu zaczęłam robić to samo - śmiać się. Z pewnością musiało to wyglądać kosmicznie. Po skończeniu kanapek skonsumowałyśmy je i postanowiłyśmy wybrać się na sesję. Przebrane, uczesane i pomalowane ruszyłyśmy ulicami Londynu. Było lato, słońce świeciło niemiłosiernie i założę się że było ponad 30 stopni na plusie. Leżałyśmy leniwie w parku pod drzewem wspominając stare dzieje.
- A pamiętasz... ?
- No pewnie, haha - roześmiała się brunetka nie dając mi dokończyć. Nie byłam pewna czy śmiejemy się z tego samego, ale śmiałam się razem z nią. Wstając z trawy wzięłam Januszka ( mój aparat ) z torby i pstrykałam zdjęcia Lauren. Na początku robiłyśmy sobie jaja, dużo śmiechu i mnóstwo głupich min. Później ustawiłam Lauren, ona zaś przybrała pozę niczym profesjonalistka i pykałam jej zdjęcia. Słońce idealnie się z nami zgrywało i zdjęcia wychodziły naprawdę świetne. Zmiana pozy i kolejna i jeszcze jedna. - Viv, nie wiem jak ty, ale ja już nie dam rady. Gorąco mi!
- Nie marudź, jeszcze chwilka.
- Dobra! Ale wisisz mi bardzo duże lody. - spojrzała na mnie sprawiając wrażenie jakby myślała. - No i plus pyszne ciasto czekoladowe.
- Jak to? - wystawiłam głowę zza aparatu. - To nie jesteś na diecie?
- A tam, zamknij się. - i ponownie ustawiła się w inną pozę.
Pomimo, że Lauren sie " odchudzała " nie trwało to dłużej nić 15 minut. Nie była ona gruba, była normalna i szalenie atrakcyjna.
Po skończonych zdjęciach zawsze siadałyśmy na murku koło fontanny z wielkimi lodami i oglądałyśmy efekty mojej pracy. I tak było tym razem.
- O, to jest fajne. Masz tu boskie oczy.
- Tak, całkiem. I tak to jest najlepsze! - przewijała zdjęcia, aż znalazła nasze wspólne, na którym to nasze miny przyprawiały mnie o napad smiechu.
- Tak, mi też się podoba. - usłyszałam za sobą męski znajomy głos.
- Zayn? - odwróciłam się.
- Tak, Vivian? - uśmiechnął się.
- Fajnie, fajnie a ja Lauren! - brunetka odwróciła sie i przywitała serdecznie chłopaka całusem w policzek, na co od razu dostała dyskretnego kopniaka w nogę. Jednak nie był on taki dyskretny, gdyż Zayn widząc go uśmiechał się zadziornie. - Witam. Jestem Zayn. - wziął jej rękę i delikatnie ucałował. A mnie aż cholera brała! Że mnie tak nie przywitał. Nic dziwnego, ty uraczyłaś go w sklepie, robiąc z siebie totalną idiotkę nieumiejącą robić w spokoju zakupów.- skarciłam się w myślach.
- Od dawna tak tu za nami siedzisz? - zpaytałam przerywając jednocześnie ich " miłe " przywitanie.
- Nie, przechodziłem tędy, a że cię zobaczyłem w tak miłym towarzystwie - uśmiech zwrócił na Lauren.- Postanowiłem się przywitać - kontynuował. O nie! Czy on próbował z nią flirtować? No tego było za wiele! A ta się jeszcze uśmiechała jak ta słodka idiotka.- Ah, tak. To fajnie.
- Wiem! - krzyknęła Lauri. Po jej minie wiedziałam że to nie będzie nic dobrego. - Po prostu zrobię wam zdjęcie! - odeszła kawałek łapiąc za aparat.
- No nie. Lauren, daj spokój no. - protestowałam.
- Ależ świetny pomysł! - powiedział chłopak z entuzjazmem obejmując mnie w pasie. - Daj spokój, może cię nie zjem.
- Hm, może? - zerknęłam na niego zatapiając się w intensywnej barwie jego oczu.
- Dobra! Koniec czułości gołąbeczki. Zapozujcie! - krzyknęła Lauren przystawiając aparat do siebie.
- To co robimy?
- A co proponujesz?
- No nie wiem, chyba jesteś w tym lepsza, co nie?
- Tak, tyle że ja powinnam stać o tam. - wskazałam w strone Lauren. - No to improwizujmy.
- Mam plan! - brunet wstał z murku pociągając mnie za sobą. Postawił mnie przed siebie obejmując mnie i przystawiając głowę do mojej. - Dobra, to jest ten twój plan?
- Może. No to proszę, wymyśl coś geniuszu.
- Dobra, ale musisz się schylić. - chłopak na moją prośbę się schylił, a ja szybkim ruchem wskoczyłam mu na barana. Objęłam rękami jego szyje czując woń jego perfum. Zwróciłam wzrok w stronę Lauren i dałam jej znak że jesteśmy gotowi. Uśmiechnęłam się bawiąc się przy tym włosami Zayn'a. Ten gdy tylko to poczuł zaczął biegać i udawać samolot, wychylając mnie i podrzucając w różne strony. Ja się tylko darłam i mocno trzymałam. - Zayn!.. - cisza, dalej biegał. - Puszczaj! - znowu cisza i kolejne wygibasy. - Bo zacznę śpiewać!
- Dobra, wygrałaś. - podniósł ręce do góry puszczając mnie. Ja bezwładnie opadłam na ziemie od razu wybuchając śmiechem. - No to teraz stary wisisz mi porządny masaż tyłka. - rozmasowywałam pośladki kładąc się na trawie i przymykając oczy.
- Nie ma sprawy, da się zrobić. - z zadziornym uśmieszkiem położył się obok mnie. - Hm, albo twoja przyjaciółka zniknęła, albo mam haluny. - Nie, nie masz halun. Pewnie poszła do domu, albo coś. A co, spodobała ci się?
- Mhm. - mruknął. - Całkiem w porządku, tak myślę. I bardzo ładna.
- Tak to prawda. Ale niestety, ma już kogoś. - Co? Co ja gadam? Boże Viv, totalnie ci odwala. - Ale chyba nie w moim typie. - dokończył, a ja odetchnęłam z ulgą.
Znam Zayn'a jakoś miesiąc, a jestem do niego tak przywiązana jakbyśmy znali się co najmniej rok. Przywiązana, czy może zakochana? Nie, nie wykluczone! A może.. ?
- To jakie dziewczyny są w twoim typie? - wypaliłam z grubej. Tak Vivian, może jeszcze zapytasz czy ty jesteś w jego typie?
- Myślę, że określonego typu nie mam. Po prostu musi mi się podobać pod względem charakteru, jak i wyglądu.
- No tak, logiczne. - zaśmiałam się. - To co, idziemy do mnie ? - Okej, chętnie. A będzie twoja mama?
- Nie, niestety. Jest w pracy.
- To nigdzie nie idę. - wystawił mi język na powrót zamykając oczy.
- Chłopaku ranisz! Chcesz powiedzieć, że spotykasz się ze mną by być blisko mojej mamy?
- No pewnie, a co myślałaś?
Z obrażoną miną złożyłam ręcę na piersi i zaczęłam iść w stronę domu. Zayn polubił moją mame, i nawzajem. Ten moment, kiedy własna rodzicielka ośmiesza cię na oczach twojego kumpla pokazując mu twoje zdjęcia z dzieciństwa, kiedy to byłaś gruba jak beczka i latałaś z gołą dupą. Czujesz to? A Zayn tylko siedzi i co 5 minut ląduje na podłodze z nowym zdjęciem. Bomba!
- Viv, kochanie! - usłyszałam za sobą rozbawiony głos i mimowolnie się uśmiechnęłam. - Ona nic dla mnie nie znaczy! Jesteś moim światem! Oh wybacz mi! - objął mnie od tyłu spoglądając na mnie. - Bo zacznę cię całować!
- O, tak się bawimy? W takim razie ja zacznę śpiewać!
- Eh, to takie niesprawiedliwe. - udawał że płacze.
- No dobra, nie rycz już, no chodź. - objęłam go jedną ręką i powędrowaliśmy do mojego domu.
- Dylannnnnnnnnnnnnnnnnnnnn! Tak! - usłyszałam wchodząc do domu żeński głos. Spojrzałam na Zayn'a a on na mnie. - Dylan? - powiedziałam głośniej. - Jesteś ?
Wchodząc do salonu doznałam szoku i gdyby nie Zayn, to leżałabym na podłodze.
- Powiedźcie że to nie prawda, i że właśnie się nie pierdoliliście.
- O, hej Viviuś. - Lily podeszła do mnie zakładając spodnie i cmokając mnie w policzek. - Nie złość się. Tak wyszło. Nie zdążyliśmy do pokoju. - roześmiała się. - Że słucham!? Lily, co ty w ogóle tutaj robisz?
- Samotność moja droga, samotność. Lauren nie odbiera telefonu, jak zwykle zresztą. Ciebie nie było a z Dylanem zawsze sie dogadywałam. Nic wielkiego. Poza tym wiesz że Elena nie jest ze Stefkiem? ( chodziło tutaj o Pamiętniki Wampirów :D ) Chamstwo nie? No, to lecę. - ucałowała mnie i wyszła.
- O zgrozo! Gdzie ten gówniarz? No przecież go zabije jak go spotkam. - już miałam iść na górę, gdy zatrzymała mnie ręka chłopaka. - Spokojnie. Lily to duża dziewczynka, Dylan tym bardziej. To ich życie. Może akurat coś im z tego wyjdzie? Poczekaj, co? A teraz chodź, jestem głodny.
Poszliśmy do kuchni i robiliśmy jedzenie. Martwiłam się tą sytuacją. W końcu to był mój brat i moja przyjaciółka. Starałam się o tym nie myśleć, przynajmniej nie w tej chwili. Po skończeniu zasiedliśmy przed telewizorem z kurczakiem, colą i chipsami. - Kocham kurczaka. - powiedzieliśmy jednocześnie z buzia pełną jedzenia wybuchając śmiechem.
Latałam po programach szukając coś sensownego, lecz nic takiego nie znalazłam. W pewnym momencie natknęłam się na powtórki z X- Factor. Włączyłam program.
- Patrz, zawalisty jest!
- Tak. Świetnie śpiewa. - powiedział obojętnie.
- I tak jesteś lepszy.
- No co ty. Przy nim jestem zerem.
Po tych słowach odłożyłam jedzenie na bok, odwróciłam się do niego twarzą i ujęłam w ręce jego twarz. - Dobra, uważaj, będę przemawiać. Tylko nie przerywaj. Posłuchaj. Nie będę cię naciskać ale.. nie, w sumie będę. Jesteś wspaniałym człowiekiem. Ufam ci, więc chce byś i ty zaufał mi, chociaż w tej jednej sprawie.
- Ale ja ci ufam. - wtrącił.
- Nie przerywaj, no. Umiesz śpiewać. Jesteś w tym dobry. Co prawda słyszałam tylko kawałek, ale to było coś wspaniałego. Jesteś do tego stworzony. Kiedy śpiewałeś, wtedy w samochodzie, mogłabym cię słuchać godzinami. Więc proszę cię, zaufaj mi i spróbuj. Masz niewyobrażalny talent i wykorzystaj go. Nic nie stracisz. Obiecaj mi, obiecaj że spróbujesz. Nie dla mnie, dla siebie.
- Obiecuje..
trzecia owieczka.
Gdy tylko pożegnałam Zayn'a namiętnym uściskiem usiadłam na ławce. Ten dzień był nieziemski, ale i zwariowany. Przy tym chłopaku czułam się jak w niebie, sprawiał że w jego towarzystwie o nic nie musiałam się martwić. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk wibracji. Momentalnie wyciągnęłam telefon naciskając zieloną słuchawkę.
- Konfiskuję ci telefon! Do cholery jasnej Vivian, gdzie ty się szlajasz? Wiesz która jest godzina? - usłyszałam zaraz po odebraniu wiązankę od mamy.
- Przepraszam, miałam wyciszony. Wiem, wiem trochę się zasiedziałam u Lauren. Już wracam. - skłamałam.
- Oh, niebiosa brońcie mnie! Ja niedługo wyląduje w wariatkowie. Dylan! Do cholery zostaw to ciastko! Viv, proszę cię wracaj już. - powiedziała spokojniejszym tonem po czym rozłączyła się.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 24 nieodebranych połączeń. No to ładnie, bez wykładu sie nie obejdzie. Skrzywiłam się na samą myśl o kolejnej wiązance z ust mamy. Wstając z ławki szybko wybrałam numer Lauren i nic nie myśląc zadzwoniłam do niej.
- Dobra młoda, jak coś, to byłam u ciebie dzisiaj cały dzień. Kryj mnie. Jutro ci wszystko wytłumaczę. - Ale.. no dobra. Ale wiesz że teraz nie zasnę? Oh niech cię szlag Viv! Branoc bąblu.
- Kolorowych i dzięki. Wiesz że cie kocham. - cmoknęłam do telefonu rozłączając się.
Ja i Lauren byłyśmy jak siostry. Znałyśmy się od dziecka. Zawsze mogłam liczyć na jej rade i dyskrecje. Ufałyśmy sobie bezgranicznie i jakby trzeba było wejść dla drugiej w ogień, to bez wahania każda z nas by weszła. Lauren była bardziej zamknięta, nie to co ja, gęba mi się nie zamyka nigdy. Lecz mimo jej zamkniętości zaufała mi, a ja staram się nie zawieść jej zaufania. Towarzyszyła mi w każdym momencie życia, aż czasami tego żałowałam bo iść na koncert Jonas Brothers? O błagam, litości. Mimo tego, a raczej pomimo że ma nie równo pod sufitem i nigdy z nią nie mogę być poważna, kocham ją najbardziej na świecie i nigdy nie dam jej skrzywdzić.
Do domu wróciłam około 23 i przywitała mnie tylko głucha cisza. No tak, tata był w delegacji, Dylan pewnie grał na górze w gry, a mama spała, no ewentualnie wylądowała w tym słynnym wariatkowie. Druga propozycja była kusząca, ale szybko wybiłam sobie ją z głowy widząc mamę wychodzącą z kuchni.
- Dobra, zanim coś powiesz posłuchaj. Tak wiem, zrobiłam źle, tak wiem powinnam zadzwonić, a przynajmniej odebrać telefon. Nic mnie nie usprawiedliwia. Przepraszam, to się więcej nie powtórzy. Tak myślę.
- Dobra, to było dziwne. Okej, niech ci będzie, wierze ci. Ale następnym razem po prostu zadzwoń. Martwiłam się. - przytuliła mnie. - A teraz spać! Zanim się rozmyślę. Dobranoc. - uśmiechnęła się.
- Tak mamo, spij dobrze.
Poszłam do pokoju, wzięłam moja piżamę na którą składała się koszulka z krótkim rękawkiem z wielką namalowaną owcą na środku i krótkie spodenki i udałam się do łazienki. Czysta i odświeżona wzięłam mojego laptopa, który miał ten zaszczyt nazywać się WIEŚKA ( bo to była dziewczynka.) i zasiadłam na łóżku przykrywając się kołdrą. Zapaliłam lampkę stojącą na stoliku nocnym, która rozbłysła słabym światłem ukazując ledwo pół mojego pokoju. Włączyłam moja playlistę, która na pierwszym miejscu gościła piosenkę Chrisa Browna - With You załączyłam gadu-gadu i Facebooka. Nie byłam jakąś maniaczką tego ostatniego, po prostu w wolnych chwilach lubiłam tam wejść. Po włączeniu komunikatora na ekranie pojawiły się 3 nowe wiadomości. 1 od Lauren, która to dobijała się od godziny zamęczając pytaniami czy jestem. 2 od Lily, mojej równie dobrej przyjaciółki, z którą to niedawno zakopałam topór wojenny. Różnie między nami bywało, ale zawsze umiałyśmy się jakoś dogadać. Miałyśmy taki sam stosunek do życia, lubiłyśmy te same książki, te same filmy, kochałyśmy spędzać ze sobą czas. Była zupełnym przeciwieństwem Lauren, mimo tego wszystkie we 3 świetnie się ze sobą dogadywałyśmy i lubiłyśmy swoje towarzystwo. Na wiadomość od niej składało sie zdjęcie Ian'a Somerhaldera, słynnego Damona z " Pamiętników Wampirów " za którym przepadałyśmy. Dosłownie, miałyśmy na jego punkcie świra. 3 wiadomość należała natomiast do nieznanego mi osobnika. Otwierając ją buzia sama się śmiała.
Od Zayn'a : " Bałem się ci to powiedzieć wcześniej więc mówię teraz. Masz boskie bicusie! "
Odczytałam śmiejąc się i już wiedziałam kto jest nadawcą.
Do Zayn'a : " Bałam się ci to powiedzieć, ale słodko wyglądałeś z tymi lodami na bluzce. "
Od Zayn'a : " Ah tak, to taki mój chwyt na dziewczyny, i dziwnie że wszystkie na niego lecą.
Do Zayn'a : " Tak, tak. Ale na mnie ten chwyt nie podziałał, musisz sie bardziej postarać ;) Jakie plany na jutro? "
Od Zayn'a : " Jeśli będziesz tak skłonna zostać moimi planami na jutro, to powiem że mam jutro najlepsze plany na świecie. "
Do Zayn'a : " W porządku. Ale pod jednym warunkiem,że ujrzę twoje bicusie! "
Od Zayn'a : " Haha, dobrze ale ja twoje. Do jutra, będę po ciebie o 12. Dobranoc. "
Czując jak serce mi bije na myśl ponownego spotkania się z Zayn'em zgasiłam laptopa momentalnie odpływając.
***
- Hej. Coś się stało? Dlaczego dzwonisz w środku nocy? (...) - Co? (...) - Ale (...) - O cholera (...) - Gdzie czekasz? (...) - Dobra, wejdź do środka, ale nigdzie się nie ruszaj. - rozłączyłam się. Oczywiście! Pieprzony budzik! Jak jest potrzebny to nigdy go nie ma! Wystrzeliłam jak z procy prosto do łazienki próbując się ogarnąć. Zawinięta w sam ręcznik weszłam do pokoju gdzie na łóżku siedział nie kto inny jak Zayn z chytrym uśmieszkiem. No to bomba, lepiej być nie mogło. - pomyślałam.
- Zayn! - niemal pisnęłam robiąc się czerwona. Sama nie wiedziałam czy ze wstydu czy gniewu. - Której części " Tylko nigdzie się nie ruszaj " nie zrozumiałeś!?
- Oj Vivian, ale po co te nerwy? Nawet się nie przywitasz? - rozłożył ręce śmiejąc się.
- O nie! - zrobiłam krok w tył. - Zayn no! Jestem w samym ręczniku. Błagam cię, wyjdź.
- Nie wiem czy wiesz, ale masz bardzo wygodne łóżko. - na powrót zasiadł za łóżku ignorując moje wszelkie prośby.
- Pfff. - oddychałam głęboko. - To chociaż zamknij oczy. - podeszłam do szafy przebierając ubrania. Wybrałam prostą morelową bluzkę i materiałowe spodenki. - Jeśli mógłbym... - zaczął, ale nie dane było mu skończyć.
- Jeszcze jedno słowo mój chłopcze, a mój bicepsik pójdzie w ruch. Poza tym, miałeś zamknąć oczy.
- Nalegam. W tej zielonej byłoby ci ładniej. - wskazał na bluzkę która wisiała na wieszaku w głębi szafy. Spojrzałam tylko na niego ze złością biorąc rzeczy i udając się do łazienki. Po przebraniu się weszłam do pokoju gdzie przywitał mnie Zayn z triumfem.
- Wiedziałem że będzie ci w tym lepiej. To co, jedziemy?
- Dokąd?
- Niespodzianka. Zbieraj się, czekam w samochodzie.
Nie miałam zielonego, ani nawet czerwonego pojęcia gdzie jedziemy, ale ufałam Zayn'owi na tyle by z nim jechać. Do niewielkiej torebki wpakowałam sweterek, gumy do żucia, telefon i aparat fotograficzny. Fotografia była moja pasją już od kiedy miałam 10 lat. Pamiętam jak rodzice kupili mi na 10-te urodziny zabawkowy aparat i jak mówiłam wszystkim że będę robić zdjęcia takim ładnym paniom. I tak od wieku dziecięcego, aż do teraz dalej chce to robić. Wygrywałam w szkole wiele konkursów. Wcześniejsze zdjęcia były głownie krajobrazami czy widoczkami, teraz natomiast robię swoje własne, sesje zdjęciowe. Uwielbiam to robić, i byłabym na prawdę szczęśliwa gdyby ktoś moją pracę docenił. I żeby moje marzenia się spełniły. Tak dawno nie robiłam zdjęć, więc postanowiłam wziąć mojego Januszka ( został tak nazwany na cześć mojego sąsiada, który jeździł jak wariat wyprzedzany przez dzieci jadące na rowerach) na wypadek, gdyby mógł mi się przydać.
Wsiadłam do samochodu Zayn'a z lekkim strachem w oczach.
- Ale jesteś pewien, że umiesz to prowadzić i że nas nie zabijesz tak? - zerknęłam na niego zapinając pas bezpieczeństwa.
- Nie, ale raz się żyje, nie? - puścił oczko, po czym odpalił silnik i powoli ruszył.
- Okej. To teraz powiedz mi gdzie mnie porywasz.
- Zobaczysz.
- Pfy no weź, proszę cię nie rób mi tego. - przybliżyłam się do niego głaskając go po ramieniu. On tylko bezgłośnie powiedział " Chciałabyś " i skupił się na drodze. Nawet co minutowe zaczepki go nie ruszały. Twardy był skubany. Ale ja też nie należałam do miękkich ludzi.
- Zayn... ale ja cię tak ładnie proszę. Wiesz.. bardzo cię lubię.. Zayn do cholery! Ja tu zaraz jakiejś cholery dostane!
- Oh Viv, i ja ciebie kocham.
- Pff. Ty chyba lubisz mnie denerwować, co? - udając obrażoną odwróciłam się w stronę okna.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Poddałam się i przez resztę drogi siedziałam cicho. Po półgodzinie dojechaliśmy do celu.
- A teraz bądź grzeczna i zamknij oczy. - poprosił mnie otwierając mi drzwi.
- A jak nie?
- Wolisz nie wiedzieć. - uśmiechnął się po czym złapał mnie za rękę.
Wysiadłam z samochodu posłusznie zamykając oczy. Szliśmy dobre 5 minut, cały czas po górkę. Wreszcie, kiedy Zayn za komunikował że prawie jesteśmy na miejscu, poczułam przyjemny chłodny wiaterek na twarzy. Otworzyłam oczy widząc przed sobą klify, doliny, masę wgłębień, a z tyłu szum spadającej wody. Na ramionach poczułam dotyk dłoni Zayn'a oplatających moją szyję.
- Cholera, jak tu pięknie. - wychyliłam się zza barierki zamykając oczy i głęboko oddychając.
Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Jeszcze nikt nie był dla mnie takim przyjacielem. Wyciągnęłam aparat i w tępię natychmiastowym pstrykałam zdjęcia jedno, po drugim.
- Fotografujesz?
- Oh, tak. To taka moja mała odskocznia od rzeczywistości. - skierowałam aparat w stronę chłopaka ustawiając ostrość.
- Ej! - zasłonił się rękami. - Daj spokój, jestem niefotogeniczny.
- Oszalałeś!? Jesteś bardzo fotogeniczny! No dalej, za pozuj No wiesz, kochaj się z aparatem. - puściłam mu oczko by go zachęcić.
Wstał, wyciągnął przed siebie rękę pokazując swoje mięśnie i zaczął pozować. Ciężko było robić zdjęcia dusząc się i turlając ze śmiechu ale dałam radę. Później to on robił mi zdjęcia kierując mnie i ustawiając. Na późniejszych zdjęciach byliśmy już razem. Zawsze miałam problemy z pozowaniem, czy robieniem sobie zdjęć, ale przy tym chłopaku nie było to nic nadzwyczajnego. Mogłam być naturalna.
- O! Lubię to! - krzyknęłam. - With you, with you, with you, with you...* - nuciłam piosenkę.
- O proszę cię! Jak można zepsuć tak świetną piosenkę ?
- Zaśpiewaj lepiej cwaniaczku.
- Spróbuję. - i zaczął śpiewać.
- Oh, dziewczyno! Nie chcę nikogo innego, prócz ciebie, nie pozostał nikt, jesteś jak Jordans w sobotę, muszę ciebie mieć i nie mogę teraz czekać, hej! maleńka, powiedz, że zależy ci na mnie, ty wiesz, że zależy mi na tobie, ty wiesz... to, że będę prawdziwy, ty wiesz, że nie będę kłamał, ty wiesz, że będę próbował być dla ciebie wszystkim…tak…*- kończąc popatrzył na mnie z przepięknym uśmiechem.
- O w dupę. Mam zawał. Dzwoń po karetkę. Człowieku! Jesteś nieziemski! - krzyczałam.
- Dzięki, to nic wielkiego. Ale to tak jakby tajemnica.
- Nic wielkiego? No trzymajcie mnie bo mu przyłożę. Tajemnicy? To nie średniowiecze. Powinieneś pokazać swój talent całemu światu.
- Może kiedyś. - zakończył temat. Ale to nie koniec, już ja się postaram żeby świat go dostrzegł. - A ty, jakieś tajemnice?
- Hmm. Raczej nie. - pomyślałam przez chwilę. - Chociaż.. - przysunęłam się do niego i powiedziałam mu na ucho.
- Co!? - a potem przez najbliższe minuty słyszałam tylko jego śmiech. - No co ty! Pierdolisz!
- Właśnie że nie. Moje piersi na prawdę nazywają się Marceliny. - spojrzałam na nie. - Ta jest prawa, a ta lewa. - pokazałam mu spoglądając na niego śmiertelnie poważnie. On tylko się śmiał i powtarzał że wariatka ze mnie. Cóż, podobno. Ale kto teraz jest normalny? Normalność jest nudna.
* Kawałki tekstu piosenki Chris'a Brown'a - With You.
I jest i trzeci. Jakoś opornie mi szło to pisanie, ale jest.
zależy mi na tym, żebyście czytały i komentowały. Żebyście mówiły co jest źle i co powinnam poprawić. ja nie gryzę więc przyjmę każdą krytykę, nawet najgorszą ;) zyziak.
- Konfiskuję ci telefon! Do cholery jasnej Vivian, gdzie ty się szlajasz? Wiesz która jest godzina? - usłyszałam zaraz po odebraniu wiązankę od mamy.
- Przepraszam, miałam wyciszony. Wiem, wiem trochę się zasiedziałam u Lauren. Już wracam. - skłamałam.
- Oh, niebiosa brońcie mnie! Ja niedługo wyląduje w wariatkowie. Dylan! Do cholery zostaw to ciastko! Viv, proszę cię wracaj już. - powiedziała spokojniejszym tonem po czym rozłączyła się.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 24 nieodebranych połączeń. No to ładnie, bez wykładu sie nie obejdzie. Skrzywiłam się na samą myśl o kolejnej wiązance z ust mamy. Wstając z ławki szybko wybrałam numer Lauren i nic nie myśląc zadzwoniłam do niej.
- Dobra młoda, jak coś, to byłam u ciebie dzisiaj cały dzień. Kryj mnie. Jutro ci wszystko wytłumaczę. - Ale.. no dobra. Ale wiesz że teraz nie zasnę? Oh niech cię szlag Viv! Branoc bąblu.
- Kolorowych i dzięki. Wiesz że cie kocham. - cmoknęłam do telefonu rozłączając się.
Ja i Lauren byłyśmy jak siostry. Znałyśmy się od dziecka. Zawsze mogłam liczyć na jej rade i dyskrecje. Ufałyśmy sobie bezgranicznie i jakby trzeba było wejść dla drugiej w ogień, to bez wahania każda z nas by weszła. Lauren była bardziej zamknięta, nie to co ja, gęba mi się nie zamyka nigdy. Lecz mimo jej zamkniętości zaufała mi, a ja staram się nie zawieść jej zaufania. Towarzyszyła mi w każdym momencie życia, aż czasami tego żałowałam bo iść na koncert Jonas Brothers? O błagam, litości. Mimo tego, a raczej pomimo że ma nie równo pod sufitem i nigdy z nią nie mogę być poważna, kocham ją najbardziej na świecie i nigdy nie dam jej skrzywdzić.
Do domu wróciłam około 23 i przywitała mnie tylko głucha cisza. No tak, tata był w delegacji, Dylan pewnie grał na górze w gry, a mama spała, no ewentualnie wylądowała w tym słynnym wariatkowie. Druga propozycja była kusząca, ale szybko wybiłam sobie ją z głowy widząc mamę wychodzącą z kuchni.
- Dobra, zanim coś powiesz posłuchaj. Tak wiem, zrobiłam źle, tak wiem powinnam zadzwonić, a przynajmniej odebrać telefon. Nic mnie nie usprawiedliwia. Przepraszam, to się więcej nie powtórzy. Tak myślę.
- Dobra, to było dziwne. Okej, niech ci będzie, wierze ci. Ale następnym razem po prostu zadzwoń. Martwiłam się. - przytuliła mnie. - A teraz spać! Zanim się rozmyślę. Dobranoc. - uśmiechnęła się.
- Tak mamo, spij dobrze.
Poszłam do pokoju, wzięłam moja piżamę na którą składała się koszulka z krótkim rękawkiem z wielką namalowaną owcą na środku i krótkie spodenki i udałam się do łazienki. Czysta i odświeżona wzięłam mojego laptopa, który miał ten zaszczyt nazywać się WIEŚKA ( bo to była dziewczynka.) i zasiadłam na łóżku przykrywając się kołdrą. Zapaliłam lampkę stojącą na stoliku nocnym, która rozbłysła słabym światłem ukazując ledwo pół mojego pokoju. Włączyłam moja playlistę, która na pierwszym miejscu gościła piosenkę Chrisa Browna - With You załączyłam gadu-gadu i Facebooka. Nie byłam jakąś maniaczką tego ostatniego, po prostu w wolnych chwilach lubiłam tam wejść. Po włączeniu komunikatora na ekranie pojawiły się 3 nowe wiadomości. 1 od Lauren, która to dobijała się od godziny zamęczając pytaniami czy jestem. 2 od Lily, mojej równie dobrej przyjaciółki, z którą to niedawno zakopałam topór wojenny. Różnie między nami bywało, ale zawsze umiałyśmy się jakoś dogadać. Miałyśmy taki sam stosunek do życia, lubiłyśmy te same książki, te same filmy, kochałyśmy spędzać ze sobą czas. Była zupełnym przeciwieństwem Lauren, mimo tego wszystkie we 3 świetnie się ze sobą dogadywałyśmy i lubiłyśmy swoje towarzystwo. Na wiadomość od niej składało sie zdjęcie Ian'a Somerhaldera, słynnego Damona z " Pamiętników Wampirów " za którym przepadałyśmy. Dosłownie, miałyśmy na jego punkcie świra. 3 wiadomość należała natomiast do nieznanego mi osobnika. Otwierając ją buzia sama się śmiała.
Od Zayn'a : " Bałem się ci to powiedzieć wcześniej więc mówię teraz. Masz boskie bicusie! "
Odczytałam śmiejąc się i już wiedziałam kto jest nadawcą.
Do Zayn'a : " Bałam się ci to powiedzieć, ale słodko wyglądałeś z tymi lodami na bluzce. "
Od Zayn'a : " Ah tak, to taki mój chwyt na dziewczyny, i dziwnie że wszystkie na niego lecą.
Do Zayn'a : " Tak, tak. Ale na mnie ten chwyt nie podziałał, musisz sie bardziej postarać ;) Jakie plany na jutro? "
Od Zayn'a : " Jeśli będziesz tak skłonna zostać moimi planami na jutro, to powiem że mam jutro najlepsze plany na świecie. "
Do Zayn'a : " W porządku. Ale pod jednym warunkiem,że ujrzę twoje bicusie! "
Od Zayn'a : " Haha, dobrze ale ja twoje. Do jutra, będę po ciebie o 12. Dobranoc. "
Czując jak serce mi bije na myśl ponownego spotkania się z Zayn'em zgasiłam laptopa momentalnie odpływając.
***
- Hej. Coś się stało? Dlaczego dzwonisz w środku nocy? (...) - Co? (...) - Ale (...) - O cholera (...) - Gdzie czekasz? (...) - Dobra, wejdź do środka, ale nigdzie się nie ruszaj. - rozłączyłam się. Oczywiście! Pieprzony budzik! Jak jest potrzebny to nigdy go nie ma! Wystrzeliłam jak z procy prosto do łazienki próbując się ogarnąć. Zawinięta w sam ręcznik weszłam do pokoju gdzie na łóżku siedział nie kto inny jak Zayn z chytrym uśmieszkiem. No to bomba, lepiej być nie mogło. - pomyślałam.
- Zayn! - niemal pisnęłam robiąc się czerwona. Sama nie wiedziałam czy ze wstydu czy gniewu. - Której części " Tylko nigdzie się nie ruszaj " nie zrozumiałeś!?
- Oj Vivian, ale po co te nerwy? Nawet się nie przywitasz? - rozłożył ręce śmiejąc się.
- O nie! - zrobiłam krok w tył. - Zayn no! Jestem w samym ręczniku. Błagam cię, wyjdź.
- Nie wiem czy wiesz, ale masz bardzo wygodne łóżko. - na powrót zasiadł za łóżku ignorując moje wszelkie prośby.
- Pfff. - oddychałam głęboko. - To chociaż zamknij oczy. - podeszłam do szafy przebierając ubrania. Wybrałam prostą morelową bluzkę i materiałowe spodenki. - Jeśli mógłbym... - zaczął, ale nie dane było mu skończyć.
- Jeszcze jedno słowo mój chłopcze, a mój bicepsik pójdzie w ruch. Poza tym, miałeś zamknąć oczy.
- Nalegam. W tej zielonej byłoby ci ładniej. - wskazał na bluzkę która wisiała na wieszaku w głębi szafy. Spojrzałam tylko na niego ze złością biorąc rzeczy i udając się do łazienki. Po przebraniu się weszłam do pokoju gdzie przywitał mnie Zayn z triumfem.
- Wiedziałem że będzie ci w tym lepiej. To co, jedziemy?
- Dokąd?
- Niespodzianka. Zbieraj się, czekam w samochodzie.
Nie miałam zielonego, ani nawet czerwonego pojęcia gdzie jedziemy, ale ufałam Zayn'owi na tyle by z nim jechać. Do niewielkiej torebki wpakowałam sweterek, gumy do żucia, telefon i aparat fotograficzny. Fotografia była moja pasją już od kiedy miałam 10 lat. Pamiętam jak rodzice kupili mi na 10-te urodziny zabawkowy aparat i jak mówiłam wszystkim że będę robić zdjęcia takim ładnym paniom. I tak od wieku dziecięcego, aż do teraz dalej chce to robić. Wygrywałam w szkole wiele konkursów. Wcześniejsze zdjęcia były głownie krajobrazami czy widoczkami, teraz natomiast robię swoje własne, sesje zdjęciowe. Uwielbiam to robić, i byłabym na prawdę szczęśliwa gdyby ktoś moją pracę docenił. I żeby moje marzenia się spełniły. Tak dawno nie robiłam zdjęć, więc postanowiłam wziąć mojego Januszka ( został tak nazwany na cześć mojego sąsiada, który jeździł jak wariat wyprzedzany przez dzieci jadące na rowerach) na wypadek, gdyby mógł mi się przydać.
Wsiadłam do samochodu Zayn'a z lekkim strachem w oczach.
- Ale jesteś pewien, że umiesz to prowadzić i że nas nie zabijesz tak? - zerknęłam na niego zapinając pas bezpieczeństwa.
- Nie, ale raz się żyje, nie? - puścił oczko, po czym odpalił silnik i powoli ruszył.
- Okej. To teraz powiedz mi gdzie mnie porywasz.
- Zobaczysz.
- Pfy no weź, proszę cię nie rób mi tego. - przybliżyłam się do niego głaskając go po ramieniu. On tylko bezgłośnie powiedział " Chciałabyś " i skupił się na drodze. Nawet co minutowe zaczepki go nie ruszały. Twardy był skubany. Ale ja też nie należałam do miękkich ludzi.
- Zayn... ale ja cię tak ładnie proszę. Wiesz.. bardzo cię lubię.. Zayn do cholery! Ja tu zaraz jakiejś cholery dostane!
- Oh Viv, i ja ciebie kocham.
- Pff. Ty chyba lubisz mnie denerwować, co? - udając obrażoną odwróciłam się w stronę okna.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
Poddałam się i przez resztę drogi siedziałam cicho. Po półgodzinie dojechaliśmy do celu.
- A teraz bądź grzeczna i zamknij oczy. - poprosił mnie otwierając mi drzwi.
- A jak nie?
- Wolisz nie wiedzieć. - uśmiechnął się po czym złapał mnie za rękę.
Wysiadłam z samochodu posłusznie zamykając oczy. Szliśmy dobre 5 minut, cały czas po górkę. Wreszcie, kiedy Zayn za komunikował że prawie jesteśmy na miejscu, poczułam przyjemny chłodny wiaterek na twarzy. Otworzyłam oczy widząc przed sobą klify, doliny, masę wgłębień, a z tyłu szum spadającej wody. Na ramionach poczułam dotyk dłoni Zayn'a oplatających moją szyję.
- Cholera, jak tu pięknie. - wychyliłam się zza barierki zamykając oczy i głęboko oddychając.
Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Jeszcze nikt nie był dla mnie takim przyjacielem. Wyciągnęłam aparat i w tępię natychmiastowym pstrykałam zdjęcia jedno, po drugim.
- Fotografujesz?
- Oh, tak. To taka moja mała odskocznia od rzeczywistości. - skierowałam aparat w stronę chłopaka ustawiając ostrość.
- Ej! - zasłonił się rękami. - Daj spokój, jestem niefotogeniczny.
- Oszalałeś!? Jesteś bardzo fotogeniczny! No dalej, za pozuj No wiesz, kochaj się z aparatem. - puściłam mu oczko by go zachęcić.
Wstał, wyciągnął przed siebie rękę pokazując swoje mięśnie i zaczął pozować. Ciężko było robić zdjęcia dusząc się i turlając ze śmiechu ale dałam radę. Później to on robił mi zdjęcia kierując mnie i ustawiając. Na późniejszych zdjęciach byliśmy już razem. Zawsze miałam problemy z pozowaniem, czy robieniem sobie zdjęć, ale przy tym chłopaku nie było to nic nadzwyczajnego. Mogłam być naturalna.
- O! Lubię to! - krzyknęłam. - With you, with you, with you, with you...* - nuciłam piosenkę.
- O proszę cię! Jak można zepsuć tak świetną piosenkę ?
- Zaśpiewaj lepiej cwaniaczku.
- Spróbuję. - i zaczął śpiewać.
- Oh, dziewczyno! Nie chcę nikogo innego, prócz ciebie, nie pozostał nikt, jesteś jak Jordans w sobotę, muszę ciebie mieć i nie mogę teraz czekać, hej! maleńka, powiedz, że zależy ci na mnie, ty wiesz, że zależy mi na tobie, ty wiesz... to, że będę prawdziwy, ty wiesz, że nie będę kłamał, ty wiesz, że będę próbował być dla ciebie wszystkim…tak…*- kończąc popatrzył na mnie z przepięknym uśmiechem.
- O w dupę. Mam zawał. Dzwoń po karetkę. Człowieku! Jesteś nieziemski! - krzyczałam.
- Dzięki, to nic wielkiego. Ale to tak jakby tajemnica.
- Nic wielkiego? No trzymajcie mnie bo mu przyłożę. Tajemnicy? To nie średniowiecze. Powinieneś pokazać swój talent całemu światu.
- Może kiedyś. - zakończył temat. Ale to nie koniec, już ja się postaram żeby świat go dostrzegł. - A ty, jakieś tajemnice?
- Hmm. Raczej nie. - pomyślałam przez chwilę. - Chociaż.. - przysunęłam się do niego i powiedziałam mu na ucho.
- Co!? - a potem przez najbliższe minuty słyszałam tylko jego śmiech. - No co ty! Pierdolisz!
- Właśnie że nie. Moje piersi na prawdę nazywają się Marceliny. - spojrzałam na nie. - Ta jest prawa, a ta lewa. - pokazałam mu spoglądając na niego śmiertelnie poważnie. On tylko się śmiał i powtarzał że wariatka ze mnie. Cóż, podobno. Ale kto teraz jest normalny? Normalność jest nudna.
* Kawałki tekstu piosenki Chris'a Brown'a - With You.
I jest i trzeci. Jakoś opornie mi szło to pisanie, ale jest.
zależy mi na tym, żebyście czytały i komentowały. Żebyście mówiły co jest źle i co powinnam poprawić. ja nie gryzę więc przyjmę każdą krytykę, nawet najgorszą ;) zyziak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)